czwartek, 4 maja 2017

12


Książe wraz ze swo­imi zaufa­nymi ludźmi spo­glą­dał na Sza­kala z ukry­cia. Męż­czy­zna był wykoń­czony. Miał ochotę zawró­cić do swo­jego namiotu, jed­nak musiał wie­dzieć kto jest zdrajcą. Sły­sząc kroki nie­da­leko kuc­nął. Kilka par oczu spo­glą­dały na Sza­kala, który nie był pewny kto za nim jest. Męż­czy­zna pod­szedł bli­żej, a już wyga­sza­jące ogni­sko oświe­ciło jego twarz. Był nim jeden z ludzi, któ­rego dołą­czył do swo­jej grupy Wang Yu. Książe wie­dząc już na czym stoi odcze­kał, aż osoba która go zdra­dziła odej­dzie. Pew­nym kro­kiem pod­szedł do chło­paka. Mło­dzie­niec spoj­rzał na niego i wyszep­tał.
– Jutro go zabi­jemy. – Wang poki­wał głową ze zro­zu­mie­niem.
Księże odszedł od przy­ja­ciela i zaczął iść w stronę swo­jego namiotu. Mie­ścił się on w samym cen­trum obo­zo­wi­ska. Pil­no­wali go ludzie Baio. Moo-Song idący za księ­ciem, opo­wia­dał mu plan dzia­ła­nia na kolejny dzień. Wang Yu roz­my­ślał jed­nak nad tym jak oznaj­mić ojcu, że Wang Go jest zdrajcą. Król ufał mu, więc nie będzie to łatwe zada­nie. Westch­nął gło­śno zatrzy­mu­jąc się. Zerk­nął w stronę namiotu Arisy, dwóch dobrze zbu­do­wa­nych wojow­ni­ków pil­no­wali wej­ścia do środka. Z namiotu wydo­by­wało się świa­tło co mogło ozna­czać, że jego żona jesz­cze nie śpi.
– Idź odpo­cząć przy­ja­cielu. – zwró­cił się do Moo-Songa, po czym wyru­szył w stronę wojow­ni­ków.
Spoj­rzeli oni na swo­jego księ­cia, ukło­nili się nisko i prze­pu­ścili go. Wang uśmiech­nął się i otwo­rzył drew­niane drzwi. Nie był zdzi­wiony widząc Arisę sie­dzącą przy stole z książką, kobieta nie zauwa­żyła nawet obec­no­ści dru­giej osoby. Księże uśmiech­nął się sze­roko i zmie­rzał ku niej.
– Dla­czego nie śpisz? – zapy­tał, a dziew­czyna wystra­szyła się i szybko wstała. Widząc swo­jego męża ukło­niła się.
– Wystra­szy­łeś mnie. – odparła zamy­ka­jąc leżącą książkę.
– Usiądź. – powie­dział na­dal z uśmie­chem.
Kobieta wyko­nała jego pole­ce­nie, a on pod­szedł. Sta­nął za nią. Ze stołu wziął grze­bień po czym wycią­ga­jąc spinkę, którą jej ofia­ro­wał deli­kat­nie roz­cze­sy­wał jej dłu­gie czarne włosy. Uwiel­biał je doty­kać, porów­ny­wał ich mięk­kość do naj­lep­szych gatun­kowo mate­ria­łów, a blask wydo­by­wa­ją­cych się z nich do bla­sku wio­sen­nego słońca. Odło­żył grze­bieńpo czym klęk­nął po lewej stro­nie kobiety. Chwy­cił jej dłoń i deli­kat­nie ją maso­wał. Miał w gło­wie wiele słów, tylko nie widział jak je wypowie­dzieć. Arisa widziała w oczach Wanga nie­pew­ność i ocień stra­chu. Nie była świa­doma czego mógł się bać. Wycią­gnęła swoją dłoń z sil­nych dłoni meż­czy­zny.
– Powiedz co Cię mar­twi. – powie­działa, a książe wes­tchnął wsta­jąc.
Prze­szedł się po pomiesz­cze­niu. Nie wie­dząc od czego zacząć usiadł na spo­rym łożku ciem­no­wło­sej. Arisa szybko pode­szła do niego i zajęła miej­sce obok.
– Mar­twię się wyja­wie­niem prawdy o Wangu Go. Nie przej­muj się tym, sam to zała­twię.
– Powi­nie­neś odpo­cząć, nie wyglą­dasz za dobrze. – powie­działa z lek­kim uśmie­chem.
– Będę spać tu, dobrze? – powie­dział, a ona tylko kiw­nęła na znak że się zga­dza.
Nie­spo­dzie­wa­nie kobieta wstała. Swo­imi dro­bymi dłońmi uwol­niła włosy księ­cia z koku. Męż­czy­zna chwy­cił jej nad­gar­sti i spoj­rzał głe­boko w oczy. Kobieta zmie­szana spu­ściła wzrok, jed­nak Wang drugą ręką podniósł jej pod­bró­dek. Zbli­żył swoją twarz do jej i zło­żył na ustach czuły poca­łu­nek. Poluź­nił uścisk po czym z uśmie­chem uło­żył się wygod­nie. Dziew­czyna zasko­czona spoj­rzała jak męż­czy­zna przy­krywa się.
– Na co cze­kasz? Zgaś świecę i chodź spać. – powie­dział zado­wo­lony. Kobita spoj­rzała na niego tylko i posłusz­nie wyko­nała jego pole­ce­nie.

***
Sza­kal oraz jego ludzie zostali wezwani na plac. Każdy z jeń­ców miał u swego boku wojow­nika Baio. Wang spo­glą­dał na nich, a sto­jący obok Baio cze­kał na dal­sze atapy planu. Książe zro­bił kilka kro­ków do przodu.
– Sza­kalu, mów! Kto Cię zmu­sił do kra­dzie­rzy! – męż­czy­zna wykrzy­czał to spo­glą­da­jąc na klę­ka­ja­cego przed nim chło­paka. Bru­net tak jak usta­lił z Wan­giem drą­żył ich plan.
– Dla­czego myślisz, że ktoś mi kazał? – zasmiał mu się w twarz.
– Tak się bawisz? – Wang spoj­rzał na wojow­ni­ków. – Zabić ich wszyst­kich!
Męż­czyźni wyjęli z pochwy swoje ostre mie­cze. Zła­pali jęń­ców za włosy zmu­sza­jąc do podnie­sie­nia głowy. Przy­ło­żyli broń do ich szyi, a wscho­dzące słońce odbi­jało się od metalu. Wojow­nicy spoj­rzeli na swo­jego pana cze­ka­jąc na zgodę.
– Nie zabi­jaj ich! Zabiorę Cię do mojego pana, tylko ich oszczędź!
Jeden z sprzy­mie­rzeń­ców spoj­rzał na Sza­kala jak na zdrajcę. Spoj­rze­niem mógłby go zabić.
– Dobrze, Wy – wska­zał na więk­szość wojow­ni­ków Baio – oraz wy- tym razem zwró­cił się do swo­ich towa­rzy­szy. – Idziemy, reszta zostaje tu i czeka na nas.
Moo-Song pod­szedł do Sza­kala i zmu­sił go do wsta­nia. Mała armia księ­cia zebrała się. Wang Yu powie­dział coś na ucho eunu­chowi, po czym pod­szedł do Baio. Oboje stali na przo­dzie, po tak krót­kim przy­go­to­wa­niu ruszyli leśną ścieżką. Męż­czy­zna, który wczo­raj­szego wie­czora spo­tkał się z Sza­kalem nie­po­strze­rze­nie odszedł od reszty wojow­ni­ków. Bie­giem ruszył w głąb lasu. Wymi­jał drzewa, znał to miej­sce bar­dzo dobrze. W oddali zauwa­żył drew­nianą klatkę. POd­biegł do niej. Nor­mu­jąc oddech spod klatki wyjął kawa­łek per­ga­minu, oraz coś do pisa­nia. Szybko napi­sał wia­do­mość do Wanga Go, że jego wierny Sza­kal zdra­dził. Ze satys­fak­cją przy­piął wia­do­mość do nogi gołę­bicy. Spoj­rzał jak wznosi się ku górze, nagle świst­nęła mu nad uchem strzała. Prze­biła ona na wylot ptaka, który spadł w krzaki. Odw­ró­cił się i zoba­czył Wanga, a obok niego Arisę z łukiem. Za nimi stał Sza­kal, Moo-Song, Baio oraz reszta wojow­ni­ków.
– Ładny cel moja droga. – powie­dział Wang.
Arisa uśmiech­nęła się, a następ­nie spoj­rzała na męż­czy­znę. Wyjął on z pochwy miecz. Spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych. Wie­dział, że nie ma szans, ale musiał spró­bo­wać. Dla swo­jego pana, bo on w porów­na­niu do Sza­kala był wierny. Z nie­na­wi­ścia spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych. Z krzy­kiem biegł w ich stronę. Moo-Song wymi­nął Baio i wybiegł przed grupę. Przez chwilę dźwięk obi­ja­ja­cych się o sie­bie mie­czy góro­wał nad śpie­wem pta­ków. Moo-Song zgra­bie unik­nął ostrza. Wojow­nik księ­cia jed­nym zwin­nym ruchem pod­ciął gar­dło rywa­lowi. Męż­czy­zna upadł na zie­mię.
– Musimy udać się do króla. – powie­dział Wang odwra­ca­jac zwrok od zwłok.
Książe musiał jak naj­szyb­ciej poin­for­mo­wać ojca o zdra­dzie Wanga Go. Nie cze­ka­jac dłu­żej osio­dłali swoje konie. Sza­kal obie­cał swoją pomoc i dowody zbrodni zdrajcy.

***
Wang Go sie­dział w swoim pawi­lo­nie jak codzień i spo­glą­dał na por­tret pięk­nej księ­zniczki Goryeo. Nie spo­dzie­wał się tego co go czeka. Upił z czarki wino. Jego spo­kój prze­rwało wpad­nię­cie Sza­kala. Męż­czy­zna wstał z podłogi i spoj­rzał na bez­czel­nego chło­paka. Był on cały brudny, a na dło­niach miał świeże rany. Sza­kal upadł na kolana prze­pra­sza­jąc.
– Panie! Wang Yu się zbliża!
– Co?!
– Twój czło­wiek zdra­dził!
Wang Go spoj­rzał na niego prze­ra­żony. Jak to moż­liwe? Ufał temu plu­ga­wemu psu. Nie wie­dząc co robić zaczął ner­wowo cho­dzić po pomiesz­cze­niu. Ile mu zostało czasu? Musiał udać się do króla. POd­biegł do jed­nej z desek i oblu­zo­wał ją. Ze środka wyjął jakiś przedmiot zawi­nięty w biały mate­riał.
– Spal to. – naka­zał Sza­kalowi.
Chło­pak ukło­nił się i wybiegł z pawi­lonu. Zbiegł po scho­dach i bie­giem udał się w strony murów. Stał tam jego koń, usiadł na nim i galo­pem udał się w umó­wione miej­sce. Znał wiele skró­tów pro­wa­dzą­cych do pałacu. Wyko­rzy­stał je wszyst­kie. W oddali zauwa­żył eunu­cha oraz Arisę cze­ka­jących na niego. Bedąc już przy nich zatrzy­mał konia i podał im zdo­bycz. Arisa chwy­ciła przedmiot i roz­wią­zała mate­riał. W środku były księgi. Kobieta na szybko przej­rzała je i uśmiech­nęła się.
– Są sfał­szo­wane.

***
Wang Yu stał przed murami. Nie mógł jed­nak wejść gdyż ludzie Wanga Go bro­nili je. Spoj­rzał na dwóch swo­ich towa­rzy­szy i z pochwy wyjął miecz. Spoj­rzeli na sie­bie i ruszyli w stronę wojow­ni­ków zdrajcy. Nie byli oni dla nich trud­nym celem. Mar­twe ciała spa­dały jedno na dru­gie. Wang spoj­rzał na pałac. Moo-Song klep­nął go w ramię i gestem głowy kazał mu tam wyru­szyć. Książe z uśmie­chem przy­tak­nął i ruszył w stronę budynku. Wang Yu musiał po dro­dzę wal­czyć z ostat­nimi wojow­ni­kami.
W pałacu Wang Go zgro­ma­dził naj­waż­niej­sze osoby. Nikt nie miał poję­cia o co cho­dzi. Szep­tali mię­dzy sobą ner­wowo. Król spoj­rzał pyta­jąco na Wanga Go, który upadł na kolana przed jego maje­sta­tem.
– Panie! Twój syn zdra­dził! – wykrzy­czał budząc szok w zebra­nych.
– Jak śmiesz!
– To on han­dlo­wał nie­le­galną solą! I tak jak kaza­łeś moi ludzie zabili han­dla­rza! – wykrzy­ki­wał.
– Mój syn nie żyje? – sta­rzec poczuł jak jego serce pęka na milion kawał­ków.
– Panie! Musisz wyzna­czyć nowego następce! – wykrzy­czał jeden z rad­nych.
– Tak Panie! – dodał drugi.
– Wybierz Wang Go! Pro­simy panie! – radni ukło­nili się głę­boko, król jed­nak nie miał siły na to. Po jego twa­rzy spły­neły łzy smutku, po jedy­nym synu. Spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych, musiał ogło­sić Wanga Go swoim następcą.
– Nowym kró­lem Goryeo po mojej śmierci zosta­nie …
Męż­czy­zna nie mógł dokoń­czyć zda­nia, ponie­waż do środka wszedł jego syn. Ludzie spo­glą­dali na niego z nie małym szo­kiem, w końcu sekundę temu ogło­szono, że nie żyje. Książe zro­bił kilka kro­ków, a Wang Go prze­klnął pod nosem.
– Na co się tak gapi­cie? Ducha zoba­czy­li­ście? – zapy­tał książe z nie małym uśmie­chem.
– Synu, Ty żyjesz!
– Oczy­wi­ście, że żyję! A teraz ogło­szę praw­dzi­wego zdrajcę, który han­dlo­wał nie­le­gal­nie solą! – sala zamil­kła, a wszy­scy w sku­pie­niu spo­glą­dali na męż­czy­znę. – Zdrajcą ojcze jest Wang Go.
Wymie­niony męż­czy­zna spoj­rzał z nie­na­wi­ścią na księ­cia. Miał jed­nak nadzieję, że król nie uwie­rzy mu.
– Panie! Książe oskarża mnie bez dowo­dów! – Wang Go spoj­rzał na swo­jego pana.
– Ma dowód.
Wszy­scy spoj­rzeli w stronę drzwi. Widząc księż­niczkę Arisę książe uśmiech­nął się. Kobieta ruszyła w sttronę tronu. Szła pew­nym sie­bie kro­kiem mija­jąc nie­na­wistne spoj­rze­nia rad­nych, które nie spo­strzegł Wang Yu. Dziew­czyna klęk­nęła przed kró­lem i podała mężu księgi. Wang Go widząc je już wie­dział, że tak naprawdę sza­kal był zdrajcą. Książe zaj­rzał do księg i uśmiech­nął się.
– Ojcze one są sfał­szo­wane! Wang Go czer­pał korzy­ści z oszu­ki­wa­nia podat­ni­ków! – zapa­no­wała cisza.
– Panie wybacz mi!
Upadł na kolana i bła­gał o wyba­cze­nie. Bo co innego mu zostało? Arisa spoj­rzała na ten żało­sny obraz i miała nadzieję, że król nie nabie­rze się na to. Męż­czy­zna gestem dłoni kazał jed­nemu eunu­chowi podejść. Powie­dział mu coś na ucho, po czym eunuch wyszedł z pałacu. Nikt nie wie­dział o co może cho­dzić. Książe wpa­try­wał się w ojca. Szu­kał jakiej­kol­wiesz wska­zówki. Eunuch powró­cił z małą skrzy­nią i sta­nął nie­da­leko księ­cia. Król z pomocą księż­niczki Kyun­ghwa wstał. Pod­szedł do syna i ogło­sił.
– Ja wyba­czam Wan­gowi Go! – spoj­rzał na syna. – I mam nadzieję, że Ty synu królu Goryeo postą­pisz tak samo! To jest moje ostat­nie dzia­ła­nie jako władca. Odpusz­czam Wan­gowi Go wszyst­kie winy!
Król zdjął z głowy koronę, a ksiaże ukło­nił się. Kiedy koro­na­była na jego gło­wie, poczuł zawistne spoj­rze­nia rad­nych oraz Wanga Go. Z skrzyni przy­nie­sio­nej przez eunu­cha, ojciec nowego króla wyjął koronę nale­żącą do swo­jej żony. Podał ją synowi. Meż­czy­zna nało­żył ją na głowę Arisy.
– Niech żyje król i kró­lowa! – wykrzy­czał Moo-Song, który w mię­dzy cza­sie zja­wił się w pałacu.


czwartek, 19 stycznia 2017

11


     Książę spoglądał na Szakala. Mężczyzna nie widział dokładnie co jest powodem ich nagłego spotkania. Nie ukrywał, że podczas pobytu w tym mieście polubił go. Jednak nagła prośba o spotkanie wydawała mu się podejrzana. Wang Yu odchrząknął mając nadzieje, że to zachęci jego towarzysza do rozmowy.
– Wiem, gdzie są handlarze sola. – Szakal spojrzał na Wanga, który otworzył szerzej oczy.
– Powiedz mi wszystko, co wiesz! – wstał z krzesła, a chłopak tylko wywrócił oczami.
– Powiem ci, tylko usiądź.
Kiedy tylko Wang Yu wykonał prośbę Szakala, ten od razu opowiedział mu, czego się dowiedział. Właściwie opowiedział mu to, co kazał mu Wang Go. Nie czul się dobrze z faktem, z go oszukuje. Jednak musiał to zrobić, aby moc wykupić resztę kobiet z niewoli. Kiedy tylko skończył spojrzał na zamyslona twarz mężczyzny. Książę nie wiedział dokładnie co powinien zrobić. Wstał od stołu i przechadzając się po pokoju wpadł na pomysł.
– Mówiłeś, że, kiedy tam będą? – zapytał spoglądając na niego przez ramie.
– Jutro, po południu.
– Dziękuje, z mi o tym powiedziałeś. – uśmiechnął się do swojego przyjaciela. – A teraz wybacz mi mam wiele spraw do załatwienia.
Zaraz po pożegnaniu się opuścił pokój. Od razu, kiedry wyszedł z gospody zauważył Moo-Songa oraz Yeom Bak-Yi. Mężczyźni podbiegli do niego zadając mu całą
 masę pytań, książę nie odpowiadał im tylko z zamyślonym wyrazem twarzy ruszył przed siebie. Wojownicy spojrzeli na siebie, a następnie wzrok przenieśli na oddalające gosię Wanga Yu. Szybkim krokiem podbiegli do niego.
– Panie, czy coś nie tak? – Moo-Song stanął przed nim oczekując odpowiedzi.
– Poslij po Jen-ta oraz Baio. Niech przybędą jak najszybciej.
– Oczywiście, już po nich jadę.
Moo-Song sly­szac roz­kaz swo­jego wladcy od razu pobiegl do gospodu, w kto­rej zosta­wil swo­jego konia. Zasia­da­jac na nim ruszyl w strone palacu kro­lew­skiego. Wang Yu spoj­rzal na dru­giego towa­rzy­sza.
– Jutro schwy­tamy han­dla­rzy sola.
– Sza­kal udzie­lil Ci o nich infor­ma­cji? – ksiaze tylko potwier­dzil to. – A co z panienka Arisa? Zosta­wimy ja w gospo­dzie?
– Nie bedziemy jej nara­zac.
Moo-Song słysząc roz­kaz swojego władcy od razu pobiegł do gospody, w której zostawił swojego konia. Zasiadając na nim ruszył w stronę pałacuc kro­lew­skiego. Wang Yu spojrzał na dru­giego towa­rzy­sza.
– Jutro schwy­tamy han­dla­rzy sola.
– Sza­kal udzielił Ci o nich infor­ma­cji? – książę tylko potwierdził to. – A co z panienka Arisa? Zosta­wimy ja w gospo­dzie?
– Nie będziemy jej narażać.

Książę jed­nak nie spo­dzie­wał sie że jego żona ma ciężki cha­rak­ter i nie będzie chciała zostawać w pustym pokoju, gdy gdzieś odbywa się walka. Udało jej się namówić Wanga i teraz wraz z całą eskorta ruszyli w miejsce, gdzie mają być zebrani han­dla­rze. Moo-Song zdarzył wrócić wraz z Baio oraz Jen-ta. Kobieta jechała tuż obok swo­jego brata, który nie widział nic złego w tym, że tu jest. Rozmowę rodzeństwa przerwało nagle zatrzy­ma­nie się księcia.

– Już są.

Wszy­scy spoj­rzeli w miej­sce, ktore wska­zy­wał książe. Arisa widząc kil­ku­na­stu męż­czyzn paku­ja­cych wory ze sola na woz wie­dziala, ze nie bez powodu Wang chcial miec przy sobie jed­nych z naj­lep­szych wojow­ni­kow. Ksiaze pod­je­chał do swo­jej żony i dal jej jeden ze swo­ich mie­czów.

– Zostaż tutaj z Bang’iem. – spoj­rzał na swo­jego eunu­cha. – Masz ja pil­no­wać.

Ten tylko obie­cał, że to uczyni. Kobieta wzieła miecz, a Wang ukrył swoja twarz za nie­bie­ska chu­sta. Książę wraz z wojow­ni­kami zeszli ze swo­ich koni i cho­wa­jąc się za drze­wami ruszyli w strone han­dla­rzy. Arisa przy­glą­dała sie im, nie wyglą­dali gro­źnie, jed­nak kto wie co kryje sie w nich. Jeden z nich nawet z tej odle­gło­ści wyda­wal sie jej zna­jomy. Zesko­czyła z konia i robiąc pewne kroki przed sie­bie ruszyła przed sie­bie. Jed­nak mocne szarp­nię­cie za reke zatrzy­malo ją.

– Nie wychy­lajmy sie. – naka­zał Bang.

– Nie martw sie, chcia­łam się tylko przyj­rzeć.

Spoj­rzała na eunu­cha jed­nak sły­szać gło­śne okrzyki odr­wó­ciła głowę. Wang wbiegł wraz z towa­rzy­szami na ich teren. Zasko­czeni męż­czyźni wyjeli swoją broń i zaczeła się walka. Książę poko­nał dwóch prze­ciw­ni­ków, po czym ruszył w stronę ich przy­wódcy. Męż­czy­zna w fio­le­to­wym stroju, poka­zał mu swoj ostry jak brzy­twa miecz. Chwilę sie sobie przy­glą­dali, po czym bie­giem ruszyli w swoja stronę. Po mimo, że było ich wielu Arisa spoglądała cały czas na Wang’a. Książę nie był zmęczony wręcz przeciwnie. Czul złość, chciał ich wszystkich powybijać. Jedny, zwinnym ciosem obezwładnił swojego przeciwnika, który runął na ziemie. Handlarze widząc to upadli na kolana. Wang podszedł do lezącego mężczyzny i zdjął z jego twarzy chustę. Widząc kto się za nią skrywa z niedowiedzeniem opuścił miecz.

– Czy to…– Bang nie dokończył, bo wyprzedziła go dziewczyna.

– Szakal jest zdrajca.

Arisa widząc, że jej mąż każe zamknąć pomagierów Szakala, i jego samego postanowiła się tam udać. Wymijajac eunucha zasiadła na swoim koniu i ruszyła ku obozowisku. Tuz za nią był Bang. Kobieta była urodzona praktycznie w siodle i w krótkim czasie znalazła się tam. Jen-ta widząc ja od razu podbiegł.Ksie­zniczka zeszla z konia, a on lapiac uprzasz posta­no­wil zapro­wa­dzic go do beczki z woda. Kobieta pode­szla do Wanga i kla­dac mu dlon na ramie­niu chciala dodac mu otu­chy.

Księżniczka zeszła z konia, a on łapiąc uprząż postanowił zaprowadzić go do beczki z wodą. Kobieta podeszła do Wanga i kładąc mu dłoń na ramieniu chciała dodać mu otuchy.
– Ufalem mu. – westchnął. – Muszę pobyć sam.

Szakal przywiązany do dwóch belek spoglądał na ziemie. Powoli przestawał czuć swoje dłonie. Młody chłopak podniósł głowę, aby spojrzeć co się wokół niego dzieje. W oddali widział wojowników Wang’a. Dobrze wie­dział że jeden z nich jest wysłany przez jego pana. Pro­blem był jeden, nie wie­dzial kto jest po jego stro­nie. Nie był tego cie­kaw, miał inne plany niz Wang Go. Pomoże swojemu przyjacielowi i razem zniszczą tego nic nie wartego człowieka. Widząc eunucha, który zawsze towarzyszył Wangowi Yu opuścił wzrok. Czul się źle z tym, co zrobił.

– Mimo iz zdradziłeś, dam Ci pic. – odparł podchodząc bliżej z czarka wody. Szakal spojrzał na niego i szybko wypił zawartość.

Książę siedział przy stoliku z zamyślona mina. Już dawno słońce zaszło, a ciemność okryła ich obozowisko. Nie ukrywał swojego rozczarowania i smutku, teraz nikogo nie chciał widzieć. Nawet Arisy, która zazwyczaj przepełniała jego serce radością.Jego mysli byly pogra­zone Sza­kalem oraz tajem­ni­czym mez­czy­znie od listow. Przed wyjaz­dem z palacu dostal list, w kto­rym napi­sano ze wla­snie w tym mie­scie spo­tka osobe posia­da­jaca infor­ma­cje o han­dla­rzach. Do listu została dołączona opa­ska, która ciągle nosił, aby nadawca listu go roz­po­znał. Dotąd myślał, że to właśnie Sza­kal mu wysłał ten list, jed­nak się mylił.Książę odesłał również nadawcy swoją opaskę, do dzi­siaj go nie widział co przy­pra­wiało go w gniew. Jak ma być dobrym władcą skoro nie może schwytać nawet zwykłych han­dla­rzy. Chwycił za czarkę wina i w chwile wypił jej zawartość. Spojrzał na eunu­cha.

– Przy­pro­wadź Sza­kala.


Bang nawet nie pytał po co, wie­dział że książę wie co robi. Szyb­kim kro­kiem, zgar­nia­jąc po dro­dze Moo-Songa udał się po Sza­kala. Chło­pak był wycień­czony, dostał kil­ka­na­ście batow oraz samo sta­nie z roz­ło­żo­nymi rękami od kilku godzin robiło swoje. Moo-Song odwią­zał go i chwy­ta­jąc za ramie zatasz­czył do księ­cia. Wang spoj­rzał na niego, a ten tylko upadł na kolana i sku­pił swoje spoj­rze­nie na ziemi.

– Wyjdz­cie. – zwró­cił sie do swo­ich ludzi, kiedy Ci tylko znik­neli wstał i pod­szedł do niego. – Dla­czego? Dla­czego mnie zdra­dzi­łes? – Sza­kal tylko podniósł głowę- Jaki masz w tym udział co?

Chło­pak rozej­rzał się na boki i przy­kła­da­jąc palec do ust, dał znak księciu żeby nic nie mowił. Zdzi­wiony meż­czy­zna zamilkł, a jego gość zdjął swoja stara, brudna opa­skę z czoła uka­zu­jąc jego wła­sność. Wang zro­bił wiel­kie oczy i z nie­do­wie­rze­niem powie­dział.

– A więc, to jed­nak Ty.

– Posłu­chaj, wiem co mogłeś sobie pomy­śleć, ale ja chce Ci pomóc- wes­tchnął- Han­dla­rze spo­tkają się jutro, jed­nak wśród Two­ich ludzi jest zdrajcą.

– Kto?

– Nie wiem, musimy to spraw­dzić. Karz mnie ode­słać, zdra­jąca będzie na pewno chciał mi prze­ka­zać kolejne zada­nia. Obser­wuj­cie mnie z bal­konu obok.

Wang z zro­zu­mie­niem go wysłu­chał, a nastep­nie jak kazał ode­słał go.


sobota, 12 listopada 2016

10

Przepraszam za brak odzewu przez miesiąc oraz długość rozdziału, ale aktualnie mam remont w domu i dostęp do komputera mam bardzo rzadko. Postaram się wszystko nadrobić! :)


Wresz­cie miała chwilę dla sie­bie. Zanu­rzona po szyję w gorą­cej wodzie z płat­kami kwia­tów wpa­try­wała się w wolną prze­strzeń. Popo­łu­dnie było zaska­ku­jąco cie­płe, a lek­kie podmu­chy wia­tru prze­do­sty­wały się przez uchy­lone okno. Cie­szyła się z chwil, które mogła prze­zna­czyć tylko sobie. Wan­gowi udało się namó­wić Sza­kala do współ­pracy. Zanu­rzyła głowę w wodzie i przez kilka chwil znaj­do­wała się tam. Szybko wynu­rzyła się sły­sząc puka­nie do drzwi.
— Tak? — zapy­tała ocze­ku­jąc odpo­wie­dzi.
— Pani! Wang Yu chciałby się z panią spo­tkać! — sły­sząc słowa eunu­cha zła­pała za ręcz­nik i wsta­jąc zakryła się nim.
— Pocze­kaj na mnie, za chwilę wyjdę.
Nie cze­ka­jąc na odpo­wiedź wytarła wil­gotne ciało. Prze­jeż­dża­jąc dło­nią po ranie, przy­po­mniało jej się o wyda­rze­niach z ostat­nich tygo­dni. Nie roz­wo­dząc się nad nimi się­gnęła po suk­nię.
Ubrana już prze­cze­sała tylko grze­bie­niem swoje dłu­gie włosy. Opusz­czą­jąc łaź­nie spo­strze­gła eunu­cha. Uśmiech­nęła się do niego i razem ruszyli do sypialni księ­cia i jego żony. Arisa roz­su­nęła drzwi i spo­strze­gła księ­cia przy sto­liku. Spo­glą­dał na wino z uśmie­chem. Kobieta usia­dła na prze­ciwko, a Wang jakby wybu­dził się z myśli spoj­rzał na nią.
— Dobrze, że już jesteś! — mówił zado­wo­lony — Napijmy się!
— Jest jakaś szcze­gólna oka­zja? — zapy­tała zasko­czona, kiedy książe nalał do jej czarki wina.
— A musi być oka­zja abym napił się z moją żoną? — odpo­wie­dział jej pyta­niem.
Pod­niósł czarkę i spoj­rzał na nią. Kobieta uśmiech­nęła się lekko i podnio­sła swoją.

***


Wang Go spo­glą­dał na Sza­kala z nie­ukry­wa­nym zado­wo­le­niem. Był dumny z tego szcze­niaka. Udało mu się oma­mić księ­cia po jed­nym spo­tka­niu. Gdyby tylko zdo­był stu pro­cen­towe zaufa­nie, tron byłby już jego. Wypił zawar­tość czarki, i odchrząk­nął zwra­ca­jąc na sie­bie uwagę mło­dego wojow­nika.
— Świetne wie­ści mi przy­nio­słeś — wstał z miej­sca i pod­szedł do drew­nia­nego sto­lika.
— Cie­szę się, czy to wszystko? — Sza­kal spoj­rzał na swo­jego pana wycze­ku­jąco.
— Nie — zaśmiał się — Jutro jest święto lam­pio­nów, zabierz go tam.
— I co dalej?
— Twoja misja na tym się zakoń­czy, resztą sam się zajmę. Możesz odejść.
Sza­kal tylko cze­kał na te słowa wstał z miej­sca i spoj­rzał na Wanga Go. Ukło­nił się i opó­ścił pomiesz­cze­nie. Zbieg po scho­dach i dostrzegł jed­nego ze swo­ich ludzi. Pod­szedł do niego i w ciszy opo­wie­dział o nowych pla­nach tego sza­leńca. Młody męż­czy­zna wysłu­chi­wał wszyst­kiego w ciszy. Ze sku­pie­niem ana­li­zo­wał każde jego słowo. Kiedy Sza­kal skoń­czył ten wes­tchnął i prze­je­chał dło­nią po twa­rzy.
— Jak myślisz co on chce mu zro­bić? — zapy­tał a Sza­kal bez zasta­nowienia mu odpo­wie­dział.
— Chce go zabić — rozej­rzał się wokół sie­bie — Ale my do tego nie dopu­ścimy.
— Jak? — spoj­rzał na odda­la­ją­cego się wojow­nika.
Chło­pak nie docze­kał się odpo­wie­dzi. Pod­biegł do niego i razem powró­cili do domu.

***

Xian­mei sie­działa w karcz­mie nie­da­leko Yuanu. Ten paso­żyt nie pomaga jej, i jesz­cze śmie ją okła­my­wać. To ona powinna być kró­lową, a nie ta ladacz­nica i oboje to wie­dzieli. Wang Yu był zaśle­piony tą wie­śniaczką, ona musi być cza­row­nicą. To nie jest nor­malne, że ktoś z takiej pozy­cji i takim wyglą­dzie wybrałby ją na żonę. Nikt nie chce jej pomóc. No pra­wie nikt, przy­ja­ciel z dzie­ciń­stwa był jej jedy­nym ratun­kiem. Spoj­rzała na otwie­rane drzwi. Stał w nich męż­czy­zna ubrany w złotą zbroję. Na jej twa­rzy poja­wił się uśmiech. Pocze­kała aż męż­czy­zna usią­dzie tuż obok.
— Xian­mei lata minęły, czego chcesz? — zapy­tał a odrazą.
— Skąd pew­ność, że cze­goś potrze­buję?
— Znam Cię za dobrze, żeby było ina­czej.
— Ta La-hai, wyświad­czy­łam Ci kie­dyś przy­sługę czas abyś się zre­wan­żo­wał. — spoj­rzała na niego, a męż­czy­zna wywró­cił tylko oczami.
— Co mam zro­bić?
— Zabij kró­lową Goryeo. — powie­działa to przy­bli­ża­jąc się.
— Zwa­rio­wa­łaś? Chcesz otwar­tej wojny mię­dzy Yuanem a Goryeo? — wstał z krze­sła i spoj­rzał na nią z lek­ce­wa­żą­cym wyra­zem twa­rzy. Kobieta zaśmiała się mu w twarz i rów­nież wstała.
— Jesteś synem El Temura, wiel­kiego namiest­nika. Jeśli to zro­bisz, ja zajmę jej miej­sce i spra­wie, że Goryeo będzie cał­ko­wi­cie pod­dane cesar­stwu.
Ta La-hai pokrę­cił głowa i odparł tylko, że się zasta­nowi. Opu­ścił karczmę zosta­wia­jąc samą kobietę. Xian­mei z uśmie­chem stwier­dziła, ze już może przy­go­tow­wać się do zosta­nia kró­lową.


***

Książe spo­glą­dał na swoją żonę, która aktu­al­nie czy­tała swoją lek­turę. W tym samym cza­sie grał na geo­mungo. Dźwięki wyda­wane przez instru­ment, uspo­ka­jały kobietę. Arisa zamknęła książkę i przy­mknęła oczy wsu­chu­jąc się w muzykę. Była zasko­czona umie­jęt­no­ścią Wanga. Sły­sząc brak dźwię­ków spoj­rzała na męż­czy­znę.
— Dla­czego prze­rwa­łeś? — zapy­tała.
— Mam dalej grać? — uśmiech­nął się.
— Tak, jesteś w tym świetny. — odwza­jem­niła gest.
— A Ty umiesz grać? — spoj­rzał na nią cie­kawy.
— Nie­stety nie. — odwró­ciła wzrok.
Otwo­rzyła książkę cze­ka­jąc na muzykę. Jed­nak zamiast tego pod­szedł do niej książe. Wyjął z jej dłoni przedmiot i odło­żył na sto­lik. Zła­pał jej deli­katne dło­nie i poma­ga­jąc wstać zapro­wa­dził do instru­mentu. Usiadł i pocią­gnął kobietę mię­dzy swoje nogi. Wang zaśmiał się widząc czer­wie­niące się poliki Arisy. Na jej kola­nach poło­żył geo­mungo i kła­dąc swoje duże dło­nie na jej o wiele mniej­szych, zaczął deli­kat­nie prze­jeż­dżać po stru­nach,
Nie wie­dział ile tak sie­dzieli, ale spo­glą­da­nie na uśmiech kobiety było jedną z naj­lep­szych rze­czy jakie robił. Wang Yu nie mógł się powstrzy­mać i poło­żuł głowę na jej ramie­niu. Widząc, że go nie odtrąca posta­no­wił zro­bić coś na co cze­kał już dłuż­szy czas. Zabrał swoją głowę z ramie­nia kobiety, a jedną dłoń poło­żył na jej policzku. Kobieta spoj­rzała w ciem­no­brą­zowe oczy męż­czy­zny i widząc iż jego twarz się zbliża zamknęła oczy. Po upły­wie kilku sekund czuła na swo­ich ustach jego usta. Był do deli­katny poca­łu­nek, pełen uczu­cia. Teraz musiała sama przed sobą przy­znać. Kocha go.




piątek, 30 września 2016

9


      Wang Go spo­glą­dał na swo­ich wojow­ników, ale myślami był nie­obecny. Rozmy­ślał nad tym co ma teraz zro­bić. Ślub Wanga Yu odbył się, i jest on coraz bli­żej wła­dzy. Nie­świa­do­mie zaczął stu­kać pal­cami o blad okrą­głego sto­lika. Chwilę wcze­śniej o powo­dze­niu misji poin­for­mo­wał go Sza­kal. Nawet to mu nie popra­wiło nastroju. Jego złość pogłe­biała się uświa­da­mia­jąc sobie, że ten smar­kacz jest nie­da­leko. Jego prawa ręka widząc zamy­śle­nie swo­jego pana, zaczął roz­my­ślać jak mógłby mu pomóc. Nagle wpadł na genialny pomysł.
– Panie, Wang Yu jest w mie­ście. – powie­dział pół­szep­tem.
– No co Ty nie powiesz idioto. – wark­nął.
– A gdyby wyda­rzył mu się wypa­dek pod­czas zwie­dza­nia? – tym zda­niem zwró­cił na sie­bie uwagę Wanga Go. Męż­czy­zna uśmiech­nął się, a następ­nie zaśmiał.
– Tylko musi zro­bić to ktoś oddany. – odparł – Ktoś kto nie zawie­dzie.
– Panie, jeśli pozwo­lisz mi to uczy­nić nie zawiodę Cię. – uklękł przed nim, a Wang Go uśme­ich­nął się trium­fal­nie.
– Zrób to, ale nie dzi­siaj – wstał z miej­sca – pocze­kaj na odpo­wiedni moment, naj­le­piej w nocy – zaczął iść w stronę swo­jego pawi­lonu. Był już wie­czór, a on był wyjąt­kowo zmę­czony.

***

      Wang Yu pił wła­śnie her­batę w towa­rzy­stwie swo­jej żony. Przy­byli do swo­jego tym­cza­so­wego domu wczo­raj. Nie spali długo, ale wystar­czyło im to. Arisa spoj­rzała ukrad­kiem na księ­cia, który widocz­nie był czymś zamy­ślony. Sły­szała jak rano roz­ma­wiał z Jeom Bak-Yi. Wie­działa, że wojow­nik miał odna­leźć Sza­kala, ale nie rozu­miała po co. Sły­szałam o nim plotki. Był nie­prze­wi­dy­walny i podobno bar­dzo nie­bez­pieczny. Westch­nęła cicho zwra­ca­jąc tym samym uwagę księ­cia.
– Coś Cię mar­twi? – zapy­tał prze­no­sząc na nią wzrok. Kobieta podnio­sła głowę i lekko się uśmiech­nęła.
– Mia­łam ciężką noc. – ska­ła­mała.
– Może powi­nie­nem wyna­jąć inny pokój? – zapy­tał zmar­twiony.
– To nie jest konieczne, mia­łam tylko zły sen. – oznaj­miła.
– Rozu­miem. – Wang uśmiech­nął się – Jak podoba Ci się mia­sto?
– Jestem tu po raz pierw­szy – spoj­rzała na ogród – Na prawdę piękne miej­sce.
      Wang Yu uśmiech­nął się. Był szcze­śliwy mając przy sobie kogoś takiego jak Arisa. Nigdy nie spo­dzie­wał się, że poczuje coś takiego do innej osoby. Będąc przy niej czuł się swo­bod­nie, ale rów­nież czuł obo­wią­zek chro­nie­nia jej. Książę chciał wie­dzieć co jego żona myśli o nim, jed­nak uwa­żał to za nie­sto­sowne żeby teraz o to wypy­ty­wać. Otwo­rzył usta, aby coś powie­dzieć jed­nak wybie­ga­jący z naprze­ciwka eunuch pokrzy­żo­wał mu plany.
– Panie, pani- ukło­nił się nisko – Jeom Bak-Yi wró­cił ze spo­tka­nia z Sza­kalem! Jest ranny.
      Arisa i Wang spoj­rzeli na sie­bie. Szybko wstali od sto­lika i pobie­gli za eunu­chem. Wojow­nik księ­cia znaj­do­wał się aktu­al­nie w sypialni pary kró­lew­skiej. Spo­glą­dał na dłoń z wbitą strzałą. Moo-Song sto­jący obok pró­bo­wał nakło­nić przy­ja­ciela do wyję­cia strzały, lecz ten był nie­ugięty. Nagłe wej­ście księ­cia i Arisy zwró­ciło uwagę zgro­ma­dzo­nych.
-Panie! – zawo­łał Moo-Song – Nie chce dać sobie wyjąć strzały!
      Teraz już nawet książe pró­bo­wał nakło­nić wojow­nika do tego czynu. Jeom Bak-Yi nie bał się bólu, jed­nak coś mu mówiło, aby zosta­wił rane w spo­koju. Scho­wał dłoń za plecy mówiąc, że sam ją wyj­mie. Arisa widząc, że wojow­nik jest nie­ugiety sta­nęła za nim i nagle wyjęła strzałę powo­du­jąc dono­śny krzyk męż­czy­zny.
– Świetny pomysł pani! – zaśmiał się eunuch.
– Nie widzia­łam jesz­cze takiej strzały. – odparła poda­jąc ją Moo-Son­gowi.
– Jest spe­cjal­nie krótka.
– Umów mnie na poje­dy­nek z nim! – Wang wstał z podłogi i pod­szedł do drzwi – Naj­le­piej jesz­cze dzi­siaj.


***

      Jeom Bak-Yi tak jak mu kazano umó­wił księ­cia na poje­dy­nek z Sza­kalem. Książe pew­nym kro­kiem prze­mie­rzał ulicę. Tuż obok niego szła Arisa ledwo nadą­ża­jąc za szyb­kim kro­kiem męża. Wang widząc to, zła­pał jej dłoń powo­du­jąc u kobiety wielki rumie­niec. Widząc to uśmiech­nął się i ruszył dalej. Moo-Song zgar­nął cał­kiem sporą grupkę wojow­ników, któzy w razie potrzeby wal­czyli by z ludźmi Sza­kala. Arisa zoba­czyła zbli­ża­jąca się bandę w ich stronę. Prze­wo­dził nimi niski i drobny męż­czy­zna. Czyżby to był Sza­kal? No cóż w plot­kach dobrze pod­ko­lo­ry­zo­wali jego wize­ru­nek. Arisa chciała się zaśmiać, ale uznała to za nie­sto­sowne. Zatrzy­mali się kilka metrów przed Sza­kalem. Wang Yu zmie­rzył go z góry na dół i zaśmiał się.
– Ty jesteś Sza­kal? – zapy­tał nie­do­wie­rza­jąc -Nie­złe chu­cherko z Cie­bie.
– Ty też nie robisz wra­że­nia. – oznaj­mił z lek­ce­wa­żą­cym tonem, Wang przełknął ślinę i po raz kolejny spoj­rzał na męż­czy­znę.
– Pro­po­nuję poje­dy­nek strzel­ni­czy. – mówił nie spusz­cza­jąc z niego wzroku.
– Niech będzie, ale ja usta­lam zasady. – Sza­kal rozej­rzał się po tere­nie. Zna­jo­do­wali się na mostu rybac­kim. Sporo miej­sca i brak moż­li­wo­ści zra­nie­nia kogo­kol­wiek.
– To będzie strze­la­nie połą­czone ze spraw­dze­niem, który z nas ma moc­niej­szą głowę. – Sza­kal spoj­rzał na księ­cia. W tym samym cza­sie Moo-Song i eunuch Wanga poło­żyli na stole dwa naczy­nia z winem.
– Niech Ci będzie panienko. – z naczyń zdjął pokrywki – Strze­lamy do nich, a trzy­mać będą je nasi ludzie. Jeśli wygram macie się stąd wynieść jasne?
– Dobrze, ale jeśli ja wygram będziesz moim sługą.
     Sza­kal prych­nął pod nosem. Pod­niósł jedną z pokry­wek pyta­jac kto będzie ją trzy­mać. Męż­czyźni, któ­rzy z nim przy­szli zaczęli się prze­krzy­ki­wać. Osta­tecz­nie pokrywkę prze­jął młody chło­pak. Z uśmie­chem pod­biegł do miej­sca wyzna­czo­nego przez Sza­kala. Książe spoj­rzał na swo­ich ludzi, któ­rzy ucie­kali wzro­kiem. Wie­dzieli, że ma umie­jęt­no­ści, ale Jeom Bak-Yi nastra­szył ich opo­wie­ścią jak to Sza­kal o mało go nie zabił. Arisa wywró­ciła oczami i spoj­rzała na towa­rzy­szy. Ukrad­kiem wal­nęła Moo-Songa w plecy. Męż­czy­zna spoj­rzał na nią z nadzieją, że to jed­nak nie on ma to wyko­nać. Widząc jej minę tylko przełknął ślinę i oznaj­mił, że to on wykona zada­nie. Wang poki­wał głową poda­jąc mu pokrywkę od naczy­nia. Dopiero teraz książe puścił dłoń swo­jej żony ścią­ga­jąc jedną z czę­ści swo­jej gar­de­roby. Podał mate­riał Ari­sie, i spoj­rzał wycze­ku­jąco na Sza­kala. Bru­net upił wina i wyce­lo­wał. Tra­fił w sam śro­dek. Wang nie był gor­szy. Ich roz­grywka trwała długo, Arisa ledwo już czuła swoje nogi. Udało im się wypić całe dwa naczy­nia wina. Sza­kal ledwo trzy­mał się na nogach, a Wang opie­rał się o sto­lik wyma­chu­jąc pal­cem w stronę rywala.
– Jesteś pijany. – oznaj­mił mu.
      Arisa już wie­działa, że książe będzie potrze­bo­wał dużo snu. Sza­kal zro­bił krok do przodu i napiął łuk. Wang nato­miast spo­glą­dał przed sie­bie. Nie­spo­dzie­wa­nie męż­czy­zna skie­ro­wał swój łuk na księ­cia. Dopiero sły­sząc okrzyki Wang spoj­rzał na swo­jego prze­ciw­nika. Zro­bił wiel­kie oczy i przełknął ślinę.
– Tam jest Twój cel! – wska­zał dło­nią na pokrywkę, od razu trzeź­wie­jąc.
– Wolę Cie­bie zabić. – wyce­dził Sza­kal zbli­ża­jąc się.
Księ­ciu udało się wyrwać mu łuk. Męz­czy­zna jed­nak jesz­cze chwilę się szar­pał. Kiedy nie miał już siły jego głowa spo­czeła na piersi księ­cia.
– Pod­dał się! – wykrzy­czał zado­wo­lony. Arisa jed­nak poczuła nie­zbyt przy­jemny zapach.
– Wang on na Cie­bie zwy­mio­to­wał. – powie­działa, a książę sły­sząc to ode­pchał go. Spoj­rzał na roz­ba­wioną kobietę.


***

      Arisa sie­działa przy świecy czy­ta­jąc księżkę z poema­tami, która była w jej sypialni. Sie­dzi tu od kiedy wró­cili z poje­dynku. Sza­kal śpi w pokoju obok, a pil­nuje go Moo-Song. Przewró­ciła kartkę ukrad­kiem spo­glą­da­jąc na księ­cia. Zasnął chwilę po przy­by­ciu. Uśmiech­nęła się widząc śpiącą twarz księ­cia. Był naprawdę przy­stojny. Pow­ró­ciła do czy­ta­nia swo­jej lek­tury. Bedąc w poło­wie zda­nia usły­szała ciche puka­nie w drzwi. Wstała i pode­szła do nich otwie­ra­jąc je lekko. Za nimi stał Bang z uśmie­chem. Arisa odwza­jem­niła gest.
– Wybacz pani, że prze­szka­dzam – ukło­nił się – Znam księ­cia i wiem, ze będzie mu się chciało pić kiedy wsta­nie. – dopiero teraz ujrzała tacę, którą trzy­mał. Od razu wzięła ją od niego.
– Dzię­kuję, a teraz idź odpo­cząć. – eunuch uśmiech­nął się i odszedł.
      Kobieta zamknęła drzwi. Z tacą pode­szła do małego sto­lika. Poło­żyła ją po czym wró­ciła do swo­jej książki.
       Wang Yu obu­dził się czu­jąc pusty­nię w ustach. Usiadł i rozej­rzał się po pomiesz­cze­niu. Koło sto­lika gdzie znaj­do­wała się mata zauwa­żył wodę. Chwy­cił za fili­żankę i szybko upił jej zawar­tość. Teraz już mógł zacząć myśleć logicz­nie. Zerk­nął na miej­sce obok sie­bie. Było puste. Czyżby już był ranek? Patrząc na pokój mógł bez wyglą­da­nia na zewnątrz stwier­dzić, że jest śro­dek nocy. Zza mate­riałem oddzie­la­ją­cym iich łóżko od reszty pokoju zoba­czył zapa­loną świecę. Wychy­lił się i przy stole ujrzał swoją żonę, kóra spała opie­ra­jąc się o wcze­śniej wspo­mniany przedmiot. Czyżby nie chciała go budzić? Wang Spoj­rzał na podłogę z uśmie­chem. Wstał i pod­szedł do kobiety. Ostat­niej nocy mógł zoba­czyć, ze piek­nie wygląda we śnie, ale teraz przy świe­tle świecy widział każdy skra­wek jej twa­rzy. Uśmiech nie scho­dził mu z twa­rzy. W jej dłoni zauwa­żył księżkę. Wyjął ją i poło­żył na stole. Zga­sił świecę i deli­kat­nie sta­ra­jac się nie budzić swo­jej żony, podniósł ją. Wol­nym kro­kiem skie­ro­wał się do łożka. Arisa była dla niego lekka niczym piórko, więc bez pro­blemu mógł ją zanieść nie budząc przy tym. Uklęk­nął kła­dąc kobietę na poduszce. Sam poło­żył się na prze­ciwko wcze­śniej przy­kry­wa­jąc ich. Wpa­try­wał się w jej twarz, którą ledwo co widział w ciem­no­ściach. Przy­bli­żył się i zło­żył poca­łu­nek na jej czole. Ostatni raz spoj­rzał na nią po czym usnął.

***

      Bang od kilku minut pró­bo­wał po przez puka­nie do drzwi obu­dzić księ­cia i jego mał­żonkę. Westch­nął lekko i uchy­lił drzwi. Wychy­lił przez nie głowę i rozej­rzał się. Nie widząc ich wszedł głę­biej. Bez­dź­więcz­nie zbli­żył się do łóżka mał­żon­ków i odchy­lił mate­riał dzie­lący ich. Jego serce wzro­sło kil­ku­krot­nie widząc księ­cia wraz z Arisą. Uśmiech­nął się sze­roko sta­ra­jąc się zapi­sać ten obraz w gło­wie. Arisa spała wtu­lona w pierś księ­cia, nato­miast ten mocno przy­tu­lał ją. Bang poło­żył dłoń na swo­jej piersi, pusz­cza­jąc mate­riał. Z wiel­kim uśmie­chem opu­ścił sypial­nie. Kiedy zamy­kał drzwi obok sta­nął Jeom Bak–Yi
- Książe wstał? – zapy­tał wsa­dza­jąc miecz do pochwy.
– Jesz­cze nie. – odparł na­dal uśmiechnięty.
– Nie wie­rzę, idź go obudź. – sły­sząc to spoj­rzał na niego i wysy­czał.
– Niech śpi.
– Dobra sam go obu­dzę. – kiedy tylko sła­pał za drzwi poczuł dłoń na swoim ramie­niu. Spoj­rzał na uśmiech­nię­tego eunu­cha.
– Spró­buj, a Cię zabije.




sobota, 20 sierpnia 2016

8



      Arisa dostała surowy zakaz opuszczania pawilonu, aż do ślubu. Nudziło już ją ciągłe leżenie w łóżku księcia i nic nierobienie. Wang Yu przez cały dzisiejszy dzień był u swojego ojca, przez co nie miała nawet z kim porozmawiać. Yao Ming odbywała karę za opuszczenie swojego stanowiska. Arisa starała się wytłumaczyć księciu, że to nie jest wina dziewczyny, ale nie mógł nic zrobić. Karę wymyślił Wang Go, który przejął się losami przyszłej władczyni.
Wang Yu natomiast kazał Hou być tylko i wyłącznie pod drzwiami od sypialni, aby nie przeszkadzać dziewczynie w odpoczynku. Czarnowłosa usiadła na łóżku i jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu. Tak jak myślała, od rana nic tu się nie zmieniło. Rany nadal ją bolały, ale były do wytrzymania. Słysząc burczenie brzucha, wstała i podeszła do drewnianego stolika. Stał tam tylko wazon z różami. Westchnęła i zawołała swojego eunucha, który nie dawał znaku życia przez cały dzień. Podeszła do drzwi i lekko je uchyliła. Hou siedział na krześle z przymkniętymi oczami. Nie dziwiła się mu, że usnął. Całą noc nie spał. Rozejrzała się po korytarzu, ale niestety nikogo nie zauważyła. Wyszła z sypialni i poszła w stronę drugiego pomieszczenia.
      Pawilon księcia był bogato zdobiony. Wszędzie znajdowały się wiekowe, a co za tym idzie drogocenne dekoracje. Dziewczyna przystanęła przed jednym z obrazów. Przyjrzała mu się i od razu przypomniała sobie to samo malowidło, które było w jej pawilonie. Nadal nie wiedziała, co mogło oznaczać. Przejechała delikatnie palcem po płótnie i zmrużyła oczy.
- Pani!- z zamyślenia wyrwał ją głos Bang'a. Spojrzała na eunucha i uśmiechnęła się.- Co ty tu robisz? Powinnaś odpoczywać.
- Byłam głodna. Liczyłam, że spotkam kogoś ze służby.- uśmiechnęła się szczerze.
- Rozumiem.- odwzajemnił uśmiech.- Odprowadzę panienkę i przyniosę podwieczorek.
- Skoro ty tu jesteś, książę też musi prawda?- zapytała z nadzieją. Eunuch spojrzał na kobietę i uśmiechnął się. Szli równym krokiem.
- Książę ćwiczy, strzelanie z łuku kazał, sprawdzić jak się czujesz.- mówił - Widocznie lepiej skoro już robisz eskapady.
- Tak dużo lepiej, powiedz mi co z Yao Ming?
- Dostała 100 batów.- westchnął- Wang Go jest bezlitosny.
- Zaopiekuj się nią.- zatrzymała się i spojrzała na eunucha.- Proszę.
- Oczywiście pani.- ukłonił się.- Właściwie czemu się tak przejmujesz ją?
- Jest ze mną, odkąd tu przybyłam. Jest moją jedyną przyjaciółką.- powiedziała i zobaczyła jak ze sypialni wyszedł Hou. Odetchnął z ulgą, widząc swoją panią.
      Ciemnooka uśmiechnęła się, do niego znacząco dając znać, żeby się nie odzywał. Bang pożegnał przyszłą królową i udał się w stronę kuchni. Arisa weszła do sypialni i położyła się na łóżku. Hou usiadł ponownie na krześle, tym razem nie zamykając drzwi. Arisa leżąc już, kilka godzin w pościeli księcia mogła przysiądź, że wszędzie teraz czuła jego zapach. Nie mogła uwierzyć, że w przeciągu kilku dni mogła się nim tak oczarować. Wang Yu był od niej starszy o pięć lat. Był do tego wysokim i umięśnionym mężczyzną, a dodatkowo troszczył się o nią. Czego chcieć więcej? Mogłaby teraz napisać poemat o nim i wygłosić go przed królem.
Skarciła się w myślach. Zachowywała się jak szesnastolatka zauroczona przyjacielem. Wang Yu był miły dla niej, ale to nie musiało od razu oznaczać, że darzy ją, jakimś uczuciem.


***

      Wang Yu naciągał cięciwę i z uwagą patrzył w środek tarczy. Moo-Song przyglądał się mu próbując wyłapać jakiekolwiek błędy. Książę wypuścił strzałę, która trafiła tuż obok środka. Wang Yu opuścił łuk i westchnął z kołczanu wyjął kolejną strzałę i przygotował się do oddania strzału. Po raz kolejny chybił. Nie mógł się w ogóle skupić. Moo-Song podszedł do księcia i położył mu dłoń na ramieniu.
- Chyba powinieneś sobie dzisiaj odpocząć.- powiedział poważnie-Panie, spałeś tylko kilka godzin.
- Masz rację. - spojrzał na swojego przyjaciela, a w oddali zobaczył swojego eunucha, który szybkim krokiem szedł w jego stronę.
- Panie, a gdzie masz zamiar teraz spać?- zapytał ciekawy Jeom Bak-Yi.
- W swojej sypialni. - odłożył łuk i spojrzał na Bang'a, który był już obok Moo-Song'a. - Przynieś do mojej sypialni matę, poduszkę i koc.
- Masz zamiar panie spać na podłodze?- Bang spojrzał na niego zdziwiony. Książę tylko pokiwał twierdząco głową.


***

      Wang Go siedział w swojej sypialni i spoglądał na portret kobiety. Stał on na sztaludze tuż obok parawanu. Westchnął głośno. Jak ten idiota nie mógł złapać tak kruchej osoby? Kiedy ten dureń wrócił miał ochotę go zabić. Miał cicho przeprowadzić akcje, a dowiedział się o tym cały dwór. Ponadto stracił wiernych ludzi. Wypił czarkę z winem, a następnie odłożył ją na stół. Chwilę wcześniej była tu ta nieznośna dziewucha Xianmei.
       Pomimo młodego wieku była przerażająca kobietą. Zazdrość, która od niej biła przytłaczała go. Nie miał pojęcia co teraz powinien zrobić. Z tego, co wie książę, kazał pilnować swoją narzeczoną. Jedynym wyjściem byłby atak dopiero po ślubie. Wiedział o planach, które miał książę. Zaraz po ślubie chciał wraz z Arisą wyruszyć, by znaleźć handlarzy solą. Czasami myślał, czy nie mógłby nasłać na nich Szakala. Jednak z biegiem czasu odrzucił od siebie ten pomysł. Nie mógł narażać tego dzieciaka. Był mu jeszcze potrzebny.


***

      Arisa patrzyła na śpiącego na podłodze księcia. Był odwrócony w jej stronę, więc nie miała problemu, by zobaczyć jego twarz. Sama nie wiedziała czemu była dla niej aż tak interesująca. Kiedy tylko mężczyzna poruszył się, zamknęła oczy jakby nigdy go nie obserwowała. Słysząc ciche pochrapywanie, otworzyła jedno oko. Wdząc, że Wang Yu nie śpi tylko uśmiecha się w jej stronę poczuła, że jej poliki nabierają koloru soczystej wiśni. Odwróciła się do niego plecami i schowała twarz w dłoniach. Słysząc cichy śmiech za sobą tylko przekonała się, że ta sytuacja tylko jej wydała się krępująca.
      Wang Yu czując na sobie wzrok, obudził się natychmiastowo. Widząc wlepione w niego spojrzenie Arisy uśmiechnął się. Wydało mu się to urocze, ze kobieta aż tak zawstydziła się tym, że przyłapano ją na bezczelnym wpatrywaniu się w niego. Księciu podobało się to. Miał cichą nadzieję, że jednak ta cicha kobieta czuje coś do niego. Nie chodziło mu o szacunek czy też oddanie. Chciał, aby kiedyś byli najszczęśliwszymi ludźmi w Goryeo. On już jest szczęśliwy mogąc patrzyć w jej oczy. Zastanawiał się często co ona do niego czuje. Postanowił przestać się przyglądać plecom kobiety. Odwrócił się na drugi bok i usiłował zasnąć.


***

      Arisa siedziała przy lustrze i przyglądała się pracy kobiet. Nadszedł dzień ślubu. Było to wielkie wydarzenie goście zjeżdżali się z różnych stron Goryeo. Wang Yu nakazał nie powiadamiać o ślubie cesarza Yuanu, bo niby po co? Yuan i Goryeo to dwa różne miejsca, niezależne od siebie. Arisa spojrzała na swoje odbicie. Była szczęśliwa. Ceremonia nie miała być długa. Modlitwa do Buddy, błogosławieństwo króla, przysięga i powitanie zebranych. Wstała z krzesła zaraz po tym, kiedy na jej głowie została włożona ostatnia złota ozdoba. Hou ukłonił się i otworzył drzwi. W towarzystwie dam dworu i kilku strażników zbliżali się w stronę świątyni. Kącik ust dziewczyny uniósł sięku górze widząc księcia. Kiedy byli już wystarczająco blisko eunuch, jak i damy dworu stanęli po bokach. Czarno włosa ukłoniła się nisko. Wang Yu podszedł do kobiety i podał jej swoją dłoń, w ciszy weszli do świątyni, aby móc prosić Buddę, o szczęśliwe, zdrowe i pełne dostatku życie.
      Pobyt tam nie zajął wiele czasu. Gdy tylko pojawił się król, drzwi od świątyni otworzyły się, a z nich wyszła para. Ojciec księcia wygłosił długą przemowę. Był wzruszony, nie sądził, że małżeństwo jego pierworodnego tak go poruszy. Kiedy czuł, że łamie mu się głos milkł na, krótką chwilę. Król następnie wśród najbliższej rodzinie przeprowadził ceremonię.
Arisa jednak cały czas myślała o podróży, jaką ma przejść. Zaraz po ślubie mają udać się do koreańskiego miasteczka. Nie mogła sobie przypomnieć nazwy, lecz wiedziała, że jest spory kawał drogi od pałacu. Szturchnięcie w ramie wyciągnęło ją z zamyślenia. Spojrzała na księcia.
- Musimy iść.- uśmiechnął się.
- Tak, już wstaje.- kobieta wstała z miejsca i podała dłoń księciu. Wolnym krokiem szli w stronę dziedzińca, gdzie byli wszyscy zebrani. Dwóch strażników otworzyli drzwi, a dwójka małżonków wyszła, przez nie słysząc wiwaty.
- Niech żyje książę Wang Yu i księżniczka Arisa!- krzyki radości odprowadziły ich, aż do ich pawilonu.
      Byli tam już Bang i Choi Moo-song. Widocznie są już gotowi na podróż. Ukłonili się i pogratulowali zaślubin. Jednak po tym zaczęli pospieszać małżonków. Podróż miała być długa, a pewne jest to, że dotrą na miejsce rankiem. Nie brali ze sobą kufrów, bo by ich tylko spowalniały, ubrania kupią już na miejscu. Jedyne co przygotowali to jedzenie i woda. Gdy tylko przyszła Yao Ming mężczyźni opuścili pawilon. Wang Yu udał się w ustronne miejsce, aby zmienić strój.
Arisa spojrzała na służącą, która obolała wyciągała z jej włosów ozdoby. Nie miała sumienia zabierać ją w tak długą podróż.
       Spojrzała w lustro, a następnie wzrok skierowała na swoje dłonie. Wang Yu kazał służącej jechać z nimi, aby ona miała wygodniej. Tylko po co? Mieszkała w domu ze służbą, ale zazwyczaj sama robiła sobie jedzenie, przygotowywała ubranie czy też pakowała się na wyjazdy. Musiała jednak przyznać, żę często jej w tych czynnościach pomagano. Jednak umiała sobie dać radę. Brat nauczył ją walki mieczem i strzelać z łuku. Dodatkowo sama nauczyła się jazdy konnej. Kiedy poczuła, jak włosy opadają jej na ramiona, wstała z miejsca i spojrzała na kobietę.
- Masz zostać tutaj.- powiedziała.
- Słucham?- zaskoczona dziewczyna tylko tyle mogła powiedzieć.
- Widzę, że cierpisz. Nie mam sumienia, ciągnąc cię tak daleko. Tym bardziej że zostałaś ukarana przeze mnie. Zostań tutaj i zajmij się moim pawilonem. Zmieniaj kwiaty, posprzątaj go, i najważniejsze odpocznij.- uśmiechnęła się do niej.
- Ale pani...- nie dała jej dokończyć.
- To rozkaz.- odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu.- A teraz idź go wykonać.
       Wyminęła ją i podeszła do przygotowanego stroju. Kątem oka zobaczyła, że Yao Ming opuściła pomieszczenie. Szybko zmieniła swoją suknię ślubną, na rzecz zwykłej granatowej sukienki. Cieszyła się, że jednak ją ze sobą zabrała. Gdy tylko się ubrała, usiadła przy lustrze. Grzebieniem przejechała kilka razy po włosach i związała je czarną wstążką. Sprawdziła tylko, czy wszystko zrobiła i opuściła pawilon.





Miałam wrócic we wrześniu, ale widamośc o powtórkach Cesarzowej zmusiła mnie, abym jednak wróciła szybciej : D
PS. Sprawdzałam błędy z początku, później mi się odechciało, udawajcie, że ich nie ma XD

wtorek, 12 lipca 2016

Ogłoszenie

Z powodu spraw rodzinnych rozdziały pojawia sie później niż planowałam. Możliwe, że do blogowania wrócę jesienią . Pozdrawiam Ola Mirosia.

piątek, 8 lipca 2016

7

Polecam przed rozpoczęciem lektury właczyc sobie :Klik ^^
***

     Jeom Bak-Yi zaatakował jednego z napastników. W tym czasie również książę wyjął z pochwy swój miecz i zaatakował. Moo-Song złapał Arisę za nadgarstek i pobiegli w stronę ogrodu. Wojownik co chwilę obracał się czy ktoś za nimi nie biegnie. Wątpił w fakt, że było tylko dwóch zamachowców. Kiedy byli już wystarczająco daleko i był pewien, że tutaj jej nic nie grozi, spojrzał na kobietę.
- Zostań tutaj pani, ja muszę im pomóc.- Arisa przytaknęła zgadzając się. Moo-Song czym prędzej wrócił do swoich towarzyszy. Nie mylił się, wraz z dwójką zamachowców wtargnęło jeszcze pięciu. Mieli na sobie mundury królewskie. Każdy miał zasłoniętą twarz. Wyjął miecz z pochwy i zadał cios jednemu z nich.            
       Jednak mężczyzna widocznie był dobrze przeszkolony, bo obronił się przed atakiem. Książę Wang Yu ze wściekłością w oczach powalił mężczyznę. Jednak ten wstał i walczył dalej. Książę spojrzał na Jen-ta, który od razu zrozumiał, o co może chodzić. Zakończył żywot jednego z zamachowców i wbiegł po schodach do altanki. Złapał za dzwonek i już po chwili roznosił się alarmujący dźwięk.

***


     Arisa wychyliła się zza żywopłotu i spojrzała na biegnących żołnierzy. Jeden z nich wydawał się jej znajomy. Przyjrzała się jego twarzy, która nic jej nie mówiła, ale była pewna, że go skądś zna. Dopiero widząc rękę, w której trzymał miecz, zauważyła potężną ranę. Schowała się z powrotem i oparła plecami o żywopłot. To ta sama osoba, którą dźgnęła kawałkiem stłuczonego wazonu. Czyżby było ich więcej? Połknęła głośno ślinę i jeszcze raz wychyliła się. Dany mężczyzna odłączył się od grupy i teraz rozglądał się po dziedzińcu, szukając kogoś. Miała wrażenie, że chodzi, zapewnię o nią.Widząc, spojrzenie w stronę jej kryjówki od razu wiedziała, że musiał ją zobaczyć. Nie myśląc dłużej, zaczęła biec w głąb ogrodu.

     Mężczyzna, widząc wzrok kobiety, ruszył w jej stronę. Nie mógł pokazać się Wang'owi Go bez niej. Jego bał się bardziej niż śmierci. Wyjrzał za żywopłot, ale po kobiecie nie było śladu. Znał te tereny jak własną kieszeń. Ogród prowadził tylko do jednego miejsca. Mostek nad rzeczką był niedaleko. Postanowił pobiec na skróty i tam poczekać na kobietę. Droga nie była łatwa. Mężczyzna musiał omijać wojowników. Jednak udało mu się to bez większego wysiłku. Przeskoczył przez mur i rozejrzał się. Jeszcze jej nie było. Postanowił ukryć się i zaatakować w odpowiednim momencie.

***

      Wang Yu powalił ostatniego zamachowca. Wytarł ręką pot z czoła i spojrzał na leżące ciała. W tej chwili dziękował Jen-ta że przyszedł do niego i opowiedział o podejrzanych typach. Gdyby nie to Arisa mogłaby już nie żyć. Jen-ta czuł, że coś jest nie tak. Przyjrzał się każdemu i doszło do niego, że przed pawilonem widział trójkę mężczyzn, a gdy przyszli była tylko dwójka. Otworzył szerzej oczy i wbiegł do pawilonu Arisy.                  Wchodząc do sypialni, zobaczył rozwalony wazon i uchylone okno. Zły uderzył ręką o stół i wybiegł .
- Panie, gdzieś tu jest jeszcze jeden zamachowiec.- powiedział poważnie do Wang'a Yu, który czekał, aż Moo-Song przyprowadzi Arisę. Książę spojrzał zaskoczony na przyjaciela.
- Jesteś pewien?- położył mu dłonie na ramionach.
- Pod pawilonem stało trzech, kiedy przybyliśmy, było ich dwóch, a w sypialni jest otwarte okno.
     Wang Yu miał w głowie już czarny scenariusz. Pobiegł do ogrodu gdzie Moo-Song zaprowadził Arisę. Tuż za nim biegł Jen-ta. Kiedy był już blisko, zza żywopłotu wybiegł wojownik. Książę od razu wiedział, co to mogło znaczyć.
- Dokąd prowadzi ten ogród?- zapytał, oczekując szybkiej odpowiedzi.
- Do mostu nad rzeką.- odparł Jen-ta.- Znam krótszą drogę.- powiedział, biegnąc. Książę i Moo-Song bez chwili zastanowienia ruszyli za nim.

***

     Arisa wybiegła z ogrodu. Była, zaskoczona widząc most i rzekę, która mocno waliła w brzegi. Zmęczona oparła się o drzewo nieopodal. Tak długi bieg nie sprzyjał jej, a do tego boląca rana była nie do wytrzymania. Zsunęła odrobinę materiał i zobaczyła mocne rozcięcie. Syknęła, dotykając je. Musiała jak najszybciej wrócić do pałacu gdzie będzie bezpieczna. Zakryła ranę i ruszyła w stronę mostu. Spojrzała na spróchniałe deski z nadzieją, że nie zarwą się pod nią. Położyła stopę na pierwszej, a ta od razu ułamała się.        Jedynym rozwiązaniem było przejście rzeki. Ciągle mając w dłoni miecz, niechętnie spojrzała na pewnie lodowatą wodę.
- I znowu się spotykamy. - odwróciła się, widząc mężczyznę z zakrytą twarzą. Jego widok był idealnym bodźcem, który zmusił ją do wskoczenia do rzeki. Woda tak jak myślała, była zimna. Sięgała jej do podbródka. Stawiała największe kroki tylko po to, aby jak najszybciej znaleźć się na drugim brzegu. Słysząc, plusk wody przyspieszyła, ale i to nie pomogło. Mężczyzna złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
- Nie tak szybko. - powiedział, a ona była pewna, że uśmiecha się złośliwie. Wyrwała się z jego uścisku, co było nie lada wyzwaniem i podniosła miecz do góry.
- Nie zbliżaj się.- zagroziła, robiąc krok do tyłu.
- Dziewczynka znalazła zabawkę?- zakpił-No proszę! Zrań mnie, a nawet zabij!- wykrzyczał.
     Arisa nie zastanawiała się nawet chwili. Wbiła mu miecz w ramie. Mężczyzna syknął z bólu, ale po tym zaśmiał się. Kobieta szybkim ruchem wyjęła  miecz i dopłynęła do brzegu. Wychodząc z rzeki, widziała jak zbrodniarz, nie przejmując się raną, płynie w jej stronę. Nie miała dużo siły więc ucieczka lasem, w nocy odpadała. Zrobiła kilka kroków do tyłu i przygotowała miecz. Mężczyzna, kiedy był już na lądzie, spojrzał na nią pogardliwie i wyjął miecz z pochwy. Walka rozpoczęła się jego ruchem. Atakował coraz mocniej, a ona tylko broniła się przed ostrzem. Mężczyzna zadał je dwa mocne uderzenia. Jedno w brzuch drugie w udo. Kobieta upadła na ziemię. Czuła, że to prawdopodobnie jej koniec. Jednak niespodziewane pojawienie się księcia, Mężczyzna wiedział, że nie da sam mu rady. Spojrzał na Arisę mówiąc:
- To jeszcze nie koniec.- po tych słowach pobiegł w stronę lasu.
Arisa wstała z ziemi. Musiała być w fatalnym stanie, bo widzący ja książę zamarł. Zakryła dłonią ranę na brzuchy. Kusztykając, ruszyła w jego stronę. Książę kucnął przed nią.
- Wskocz mi na plecy! Zaniosę cię do pałacu.- mówił.
- Nie musisz panie, dam radę.- odparła, mijając go.
Wang Yu wiedział co ma zrobić. Wstał szybko i podszedł do kobiety, podnosząc ją. Zaskoczona spojrzała na niego.
- Panie, będziesz cały mokry!- sprzeciwiła się.
- To nic, ty jesteś ważniejsza.- powiedział, a jej twarz momentalnie stała się czerwona.


***

       Medyk opatrzył dokładnie każdą ranę kobiety. Był zaskoczony, że tak krucha osoba tyle wytrzymała. Pozostawił śpiącą kobietę w sypialni księcia. Opuszczając pomieszczenie, został od razu zasypany wieloma pytaniami. Wang Yu był ciekaw co z Arisą. Lekarz odchrząknął i odparł, że rany trzeba raz dziennie smarować maścią, którą zostawił na stoliku. Kiedy odszedł, książę spojrzał na Bang'a i Hou. Stali obok ściany z widocznym zmartwieniem na twarzy. Książę wiedział, że nawet po ślubie jest możliwość kolejnego ataku. Moo-Song i Jeom Bak-Yi szukają zamachowca, ale ich może być więcej. Westchnął i spojrzał na swojego eunucha.
- Po moim ślubie będziemy szukać dalej handlarzy solą.- rozpoczął-Zabierzemy Arisę, nie wybaczę sobie, jeśli podczas mojej nieobecności ktoś ją zabije.
      Po tych słowach wszedł do swojej sypialni. Widząc śpiącą kobietę, uśmiechnął się lekko. Wyglądała jak anioł. Podszedł bliżej i przykrył ją szczelnie. Nie wiedząc, co ma robić ,usiadł na podłodze tuż obok i złapał jej małą drobną dłoń. Trzymając ją, oparł głowę o łóżko, zamykając oczy. Nie potrzeba było wiele czasu, aby książę usnął. Całą sytuację obserwował Bang i Hou przez uchylone drzwi. Spojrzeli na siebie zadowoleni. Z uśmiechem zamknęli drzwi. Postanowili usiąść na krzesłach i poczekać, aż ta dwójka wstanie.
      Poranek był czasem, który Arisa najbardziej nie lubiła. Zawsze wstawała wcześnie, nawet kiedy po przedniejszego dnia była wykończona. Otworzyła oczy i ziewnęła. Od razu jej coś nie pasowało. Bolące rany, dawały jej pewność, że wczorajszy wieczór na pewno nie był snem. Rozejrzała się i nie rozpoznała żadnej rzeczy znajdującej się w pomieszczeniu. Ponadto czuła ucisk na dłoni. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła znaną czarną czuprynę księcia. Gwałtownie usiadła, przez co poczuła ból w okolicach brzucha, a do tego gwałtownie obudziła Wang'a Yu. Mężczyzna szybko wstał i rozejrzał się. Dopiero widząc pytające spojrzenie kobiety, odchrząknął.
- Usnęłaś w drodze do pałacu, a nie chciałem, abyś została w tamtym pawilonie.- mówił zakłopotany.
- Dziękuję za troskę, ale musiałeś panie spać na podłodze.- mówiła zawstydzona.
- To nic.- zaśmiał się, a kobieta uczyniła to samo. Wang Yu podszedł do stolika i nalazł wody do filiżanki. Podał ją kobiecie, a ta od razu upiła sporą część. Książę usiadł na łóżku i wpatrywał się w Arisę z uśmiechem.
- Coś nie tak?- zapytała.
- Zastanawia mnie, skąd miałaś miecz.- powiedział ciekawy.
- To długa historia.- odparła.
- Mamy czas.- zachęcił ją.
- Kiedy miałam dziesięć lat, matka pojechała ze mną do Yuan'u. Chciała oddać mnie, abym została konkubiną. Eunuch wybierający odpowiednie panny na stanowisko konkubiny lub służącej, nie chciał mnie. Byłam chorowitym dzieckiem. Matka nie była tym zachwycona. Miała nadzieję, że zostanę kiedyś cesarzową i przyniosę zaszczyt swojej rodzinie. Kiedy wróciliśmy do Goryeo, pierwszej nocy przyszła do mojej sypialni i zaczęła mnie dusić. Uważała, że po co jej dziecko, które nic nie osiągnie.- mówiąc to z jej oczu, popłynęły łzy - Baio, który widział to przez uchylone drzwi, powiadomił naszego ojca. Powstrzymał ją w ostatnim momencie. Kilka dni później odeszli zostawiając nas samych sobie. Od tamtej pory boje się zostawac sama, a podczas snu muszę miec miecz, żeby się obronic.
Wang Yu wpatrywał się w nią oszołomiony. Nie wiedział co powiedzieć, więc najzwyczajniej w świecie zbliżył się i przytulił ją. Kobieta wytarła dłonią łzy i odsunęła się od księcia.
- Ja będę o ciebie dbał, szanował i kochał.- Wang Yu spojrzał w jej oczy mówiąc to-Więc nie mów do mnie panie.- zaśmiał się. - Dla ciebie jestem Wang Yu.


***



Skoro już tu jestem pochwalę się nowym opowiadaniem, które mam nadzieję wam się spodoba :)  MASK