czwartek, 4 maja 2017
12
Książe wraz ze swoimi zaufanymi ludźmi spoglądał na Szakala z ukrycia. Mężczyzna był wykończony. Miał ochotę zawrócić do swojego namiotu, jednak musiał wiedzieć kto jest zdrajcą. Słysząc kroki niedaleko kucnął. Kilka par oczu spoglądały na Szakala, który nie był pewny kto za nim jest. Mężczyzna podszedł bliżej, a już wygaszające ognisko oświeciło jego twarz. Był nim jeden z ludzi, którego dołączył do swojej grupy Wang Yu. Książe wiedząc już na czym stoi odczekał, aż osoba która go zdradziła odejdzie. Pewnym krokiem podszedł do chłopaka. Młodzieniec spojrzał na niego i wyszeptał.
– Jutro go zabijemy. – Wang pokiwał głową ze zrozumieniem.
Księże odszedł od przyjaciela i zaczął iść w stronę swojego namiotu. Mieścił się on w samym centrum obozowiska. Pilnowali go ludzie Baio. Moo-Song idący za księciem, opowiadał mu plan działania na kolejny dzień. Wang Yu rozmyślał jednak nad tym jak oznajmić ojcu, że Wang Go jest zdrajcą. Król ufał mu, więc nie będzie to łatwe zadanie. Westchnął głośno zatrzymując się. Zerknął w stronę namiotu Arisy, dwóch dobrze zbudowanych wojowników pilnowali wejścia do środka. Z namiotu wydobywało się światło co mogło oznaczać, że jego żona jeszcze nie śpi.
– Idź odpocząć przyjacielu. – zwrócił się do Moo-Songa, po czym wyruszył w stronę wojowników.
Spojrzeli oni na swojego księcia, ukłonili się nisko i przepuścili go. Wang uśmiechnął się i otworzył drewniane drzwi. Nie był zdziwiony widząc Arisę siedzącą przy stole z książką, kobieta nie zauważyła nawet obecności drugiej osoby. Księże uśmiechnął się szeroko i zmierzał ku niej.
– Dlaczego nie śpisz? – zapytał, a dziewczyna wystraszyła się i szybko wstała. Widząc swojego męża ukłoniła się.
– Wystraszyłeś mnie. – odparła zamykając leżącą książkę.
– Usiądź. – powiedział nadal z uśmiechem.
Kobieta wykonała jego polecenie, a on podszedł. Stanął za nią. Ze stołu wziął grzebień po czym wyciągając spinkę, którą jej ofiarował delikatnie rozczesywał jej długie czarne włosy. Uwielbiał je dotykać, porównywał ich miękkość do najlepszych gatunkowo materiałów, a blask wydobywających się z nich do blasku wiosennego słońca. Odłożył grzebieńpo czym klęknął po lewej stronie kobiety. Chwycił jej dłoń i delikatnie ją masował. Miał w głowie wiele słów, tylko nie widział jak je wypowiedzieć. Arisa widziała w oczach Wanga niepewność i ocień strachu. Nie była świadoma czego mógł się bać. Wyciągnęła swoją dłoń z silnych dłoni meżczyzny.
– Powiedz co Cię martwi. – powiedziała, a książe westchnął wstając.
Przeszedł się po pomieszczeniu. Nie wiedząc od czego zacząć usiadł na sporym łożku ciemnowłosej. Arisa szybko podeszła do niego i zajęła miejsce obok.
– Martwię się wyjawieniem prawdy o Wangu Go. Nie przejmuj się tym, sam to załatwię.
– Powinieneś odpocząć, nie wyglądasz za dobrze. – powiedziała z lekkim uśmiechem.
– Będę spać tu, dobrze? – powiedział, a ona tylko kiwnęła na znak że się zgadza.
Niespodziewanie kobieta wstała. Swoimi drobymi dłońmi uwolniła włosy księcia z koku. Mężczyzna chwycił jej nadgarsti i spojrzał głeboko w oczy. Kobieta zmieszana spuściła wzrok, jednak Wang drugą ręką podniósł jej podbródek. Zbliżył swoją twarz do jej i złożył na ustach czuły pocałunek. Poluźnił uścisk po czym z uśmiechem ułożył się wygodnie. Dziewczyna zaskoczona spojrzała jak mężczyzna przykrywa się.
– Na co czekasz? Zgaś świecę i chodź spać. – powiedział zadowolony. Kobita spojrzała na niego tylko i posłusznie wykonała jego polecenie.
***
Szakal oraz jego ludzie zostali wezwani na plac. Każdy z jeńców miał u swego boku wojownika Baio. Wang spoglądał na nich, a stojący obok Baio czekał na dalsze atapy planu. Książe zrobił kilka kroków do przodu.
– Szakalu, mów! Kto Cię zmusił do kradzierzy! – mężczyzna wykrzyczał to spoglądając na klękajacego przed nim chłopaka. Brunet tak jak ustalił z Wangiem drążył ich plan.
– Dlaczego myślisz, że ktoś mi kazał? – zasmiał mu się w twarz.
– Tak się bawisz? – Wang spojrzał na wojowników. – Zabić ich wszystkich!
Mężczyźni wyjęli z pochwy swoje ostre miecze. Złapali jęńców za włosy zmuszając do podniesienia głowy. Przyłożyli broń do ich szyi, a wschodzące słońce odbijało się od metalu. Wojownicy spojrzeli na swojego pana czekając na zgodę.
– Nie zabijaj ich! Zabiorę Cię do mojego pana, tylko ich oszczędź!
Jeden z sprzymierzeńców spojrzał na Szakala jak na zdrajcę. Spojrzeniem mógłby go zabić.
– Dobrze, Wy – wskazał na większość wojowników Baio – oraz wy- tym razem zwrócił się do swoich towarzyszy. – Idziemy, reszta zostaje tu i czeka na nas.
Moo-Song podszedł do Szakala i zmusił go do wstania. Mała armia księcia zebrała się. Wang Yu powiedział coś na ucho eunuchowi, po czym podszedł do Baio. Oboje stali na przodzie, po tak krótkim przygotowaniu ruszyli leśną ścieżką. Mężczyzna, który wczorajszego wieczora spotkał się z Szakalem niepostrzerzenie odszedł od reszty wojowników. Biegiem ruszył w głąb lasu. Wymijał drzewa, znał to miejsce bardzo dobrze. W oddali zauważył drewnianą klatkę. POdbiegł do niej. Normując oddech spod klatki wyjął kawałek pergaminu, oraz coś do pisania. Szybko napisał wiadomość do Wanga Go, że jego wierny Szakal zdradził. Ze satysfakcją przypiął wiadomość do nogi gołębicy. Spojrzał jak wznosi się ku górze, nagle świstnęła mu nad uchem strzała. Przebiła ona na wylot ptaka, który spadł w krzaki. Odwrócił się i zobaczył Wanga, a obok niego Arisę z łukiem. Za nimi stał Szakal, Moo-Song, Baio oraz reszta wojowników.
– Ładny cel moja droga. – powiedział Wang.
Arisa uśmiechnęła się, a następnie spojrzała na mężczyznę. Wyjął on z pochwy miecz. Spojrzał na zgromadzonych. Wiedział, że nie ma szans, ale musiał spróbować. Dla swojego pana, bo on w porównaniu do Szakala był wierny. Z nienawiścia spojrzał na zgromadzonych. Z krzykiem biegł w ich stronę. Moo-Song wyminął Baio i wybiegł przed grupę. Przez chwilę dźwięk obijajacych się o siebie mieczy górował nad śpiewem ptaków. Moo-Song zgrabie uniknął ostrza. Wojownik księcia jednym zwinnym ruchem podciął gardło rywalowi. Mężczyzna upadł na ziemię.
– Musimy udać się do króla. – powiedział Wang odwracajac zwrok od zwłok.
Książe musiał jak najszybciej poinformować ojca o zdradzie Wanga Go. Nie czekajac dłużej osiodłali swoje konie. Szakal obiecał swoją pomoc i dowody zbrodni zdrajcy.
***
Wang Go siedział w swoim pawilonie jak codzień i spoglądał na portret pięknej księzniczki Goryeo. Nie spodziewał się tego co go czeka. Upił z czarki wino. Jego spokój przerwało wpadnięcie Szakala. Mężczyzna wstał z podłogi i spojrzał na bezczelnego chłopaka. Był on cały brudny, a na dłoniach miał świeże rany. Szakal upadł na kolana przepraszając.
– Panie! Wang Yu się zbliża!
– Co?!
– Twój człowiek zdradził!
Wang Go spojrzał na niego przerażony. Jak to możliwe? Ufał temu plugawemu psu. Nie wiedząc co robić zaczął nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Ile mu zostało czasu? Musiał udać się do króla. POdbiegł do jednej z desek i obluzował ją. Ze środka wyjął jakiś przedmiot zawinięty w biały materiał.
– Spal to. – nakazał Szakalowi.
Chłopak ukłonił się i wybiegł z pawilonu. Zbiegł po schodach i biegiem udał się w strony murów. Stał tam jego koń, usiadł na nim i galopem udał się w umówione miejsce. Znał wiele skrótów prowadzących do pałacu. Wykorzystał je wszystkie. W oddali zauważył eunucha oraz Arisę czekających na niego. Bedąc już przy nich zatrzymał konia i podał im zdobycz. Arisa chwyciła przedmiot i rozwiązała materiał. W środku były księgi. Kobieta na szybko przejrzała je i uśmiechnęła się.
– Są sfałszowane.
***
Wang Yu stał przed murami. Nie mógł jednak wejść gdyż ludzie Wanga Go bronili je. Spojrzał na dwóch swoich towarzyszy i z pochwy wyjął miecz. Spojrzeli na siebie i ruszyli w stronę wojowników zdrajcy. Nie byli oni dla nich trudnym celem. Martwe ciała spadały jedno na drugie. Wang spojrzał na pałac. Moo-Song klepnął go w ramię i gestem głowy kazał mu tam wyruszyć. Książe z uśmiechem przytaknął i ruszył w stronę budynku. Wang Yu musiał po drodzę walczyć z ostatnimi wojownikami.
W pałacu Wang Go zgromadził najważniejsze osoby. Nikt nie miał pojęcia o co chodzi. Szeptali między sobą nerwowo. Król spojrzał pytająco na Wanga Go, który upadł na kolana przed jego majestatem.
– Panie! Twój syn zdradził! – wykrzyczał budząc szok w zebranych.
– Jak śmiesz!
– To on handlował nielegalną solą! I tak jak kazałeś moi ludzie zabili handlarza! – wykrzykiwał.
– Mój syn nie żyje? – starzec poczuł jak jego serce pęka na milion kawałków.
– Panie! Musisz wyznaczyć nowego następce! – wykrzyczał jeden z radnych.
– Tak Panie! – dodał drugi.
– Wybierz Wang Go! Prosimy panie! – radni ukłonili się głęboko, król jednak nie miał siły na to. Po jego twarzy spłyneły łzy smutku, po jedynym synu. Spojrzał na zgromadzonych, musiał ogłosić Wanga Go swoim następcą.
– Nowym królem Goryeo po mojej śmierci zostanie …
Mężczyzna nie mógł dokończyć zdania, ponieważ do środka wszedł jego syn. Ludzie spoglądali na niego z nie małym szokiem, w końcu sekundę temu ogłoszono, że nie żyje. Książe zrobił kilka kroków, a Wang Go przeklnął pod nosem.
– Na co się tak gapicie? Ducha zobaczyliście? – zapytał książe z nie małym uśmiechem.
– Synu, Ty żyjesz!
– Oczywiście, że żyję! A teraz ogłoszę prawdziwego zdrajcę, który handlował nielegalnie solą! – sala zamilkła, a wszyscy w skupieniu spoglądali na mężczyznę. – Zdrajcą ojcze jest Wang Go.
Wymieniony mężczyzna spojrzał z nienawiścią na księcia. Miał jednak nadzieję, że król nie uwierzy mu.
– Panie! Książe oskarża mnie bez dowodów! – Wang Go spojrzał na swojego pana.
– Ma dowód.
Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Widząc księżniczkę Arisę książe uśmiechnął się. Kobieta ruszyła w sttronę tronu. Szła pewnym siebie krokiem mijając nienawistne spojrzenia radnych, które nie spostrzegł Wang Yu. Dziewczyna klęknęła przed królem i podała mężu księgi. Wang Go widząc je już wiedział, że tak naprawdę szakal był zdrajcą. Książe zajrzał do księg i uśmiechnął się.
– Ojcze one są sfałszowane! Wang Go czerpał korzyści z oszukiwania podatników! – zapanowała cisza.
– Panie wybacz mi!
Upadł na kolana i błagał o wybaczenie. Bo co innego mu zostało? Arisa spojrzała na ten żałosny obraz i miała nadzieję, że król nie nabierze się na to. Mężczyzna gestem dłoni kazał jednemu eunuchowi podejść. Powiedział mu coś na ucho, po czym eunuch wyszedł z pałacu. Nikt nie wiedział o co może chodzić. Książe wpatrywał się w ojca. Szukał jakiejkolwiesz wskazówki. Eunuch powrócił z małą skrzynią i stanął niedaleko księcia. Król z pomocą księżniczki Kyunghwa wstał. Podszedł do syna i ogłosił.
– Ja wybaczam Wangowi Go! – spojrzał na syna. – I mam nadzieję, że Ty synu królu Goryeo postąpisz tak samo! To jest moje ostatnie działanie jako władca. Odpuszczam Wangowi Go wszystkie winy!
Król zdjął z głowy koronę, a ksiaże ukłonił się. Kiedy koronabyła na jego głowie, poczuł zawistne spojrzenia radnych oraz Wanga Go. Z skrzyni przyniesionej przez eunucha, ojciec nowego króla wyjął koronę należącą do swojej żony. Podał ją synowi. Meżczyzna nałożył ją na głowę Arisy.
– Niech żyje król i królowa! – wykrzyczał Moo-Song, który w między czasie zjawił się w pałacu.
czwartek, 19 stycznia 2017
11
Książę spoglądał na Szakala. Mężczyzna nie widział dokładnie co jest powodem ich nagłego spotkania. Nie ukrywał, że podczas pobytu w tym mieście polubił go. Jednak nagła prośba o spotkanie wydawała mu się podejrzana. Wang Yu odchrząknął mając nadzieje, że to zachęci jego towarzysza do rozmowy.
– Wiem, gdzie są handlarze sola. – Szakal spojrzał na Wanga, który otworzył szerzej oczy.
– Powiedz mi wszystko, co wiesz! – wstał z krzesła, a chłopak tylko wywrócił oczami.
– Powiem ci, tylko usiądź.
Kiedy tylko Wang Yu wykonał prośbę Szakala, ten od razu opowiedział mu, czego się dowiedział. Właściwie opowiedział mu to, co kazał mu Wang Go. Nie czul się dobrze z faktem, z go oszukuje. Jednak musiał to zrobić, aby moc wykupić resztę kobiet z niewoli. Kiedy tylko skończył spojrzał na zamyslona twarz mężczyzny. Książę nie wiedział dokładnie co powinien zrobić. Wstał od stołu i przechadzając się po pokoju wpadł na pomysł.
– Mówiłeś, że, kiedy tam będą? – zapytał spoglądając na niego przez ramie.
– Jutro, po południu.
– Dziękuje, z mi o tym powiedziałeś. – uśmiechnął się do swojego przyjaciela. – A teraz wybacz mi mam wiele spraw do załatwienia.
Zaraz po pożegnaniu się opuścił pokój. Od razu, kiedry wyszedł z gospody zauważył Moo-Songa oraz Yeom Bak-Yi. Mężczyźni podbiegli do niego zadając mu całą
masę pytań, książę nie odpowiadał im tylko z zamyślonym wyrazem twarzy ruszył przed siebie. Wojownicy spojrzeli na siebie, a następnie wzrok przenieśli na oddalające gosię Wanga Yu. Szybkim krokiem podbiegli do niego.
– Panie, czy coś nie tak? – Moo-Song stanął przed nim oczekując odpowiedzi.
– Poslij po Jen-ta oraz Baio. Niech przybędą jak najszybciej.
– Oczywiście, już po nich jadę.
Moo-Song slyszac rozkaz swojego wladcy od razu pobiegl do gospodu, w ktorej zostawil swojego konia. Zasiadajac na nim ruszyl w strone palacu krolewskiego. Wang Yu spojrzal na drugiego towarzysza.
– Jutro schwytamy handlarzy sola.
– Szakal udzielil Ci o nich informacji? – ksiaze tylko potwierdzil to. – A co z panienka Arisa? Zostawimy ja w gospodzie?
– Nie bedziemy jej narazac.
Moo-Song słysząc rozkaz swojego władcy od razu pobiegł do gospody, w której zostawił swojego konia. Zasiadając na nim ruszył w stronę pałacuc krolewskiego. Wang Yu spojrzał na drugiego towarzysza.
– Jutro schwytamy handlarzy sola.
– Szakal udzielił Ci o nich informacji? – książę tylko potwierdził to. – A co z panienka Arisa? Zostawimy ja w gospodzie?
– Nie będziemy jej narażać.
Książę jednak nie spodziewał sie że jego żona ma ciężki charakter i nie będzie chciała zostawać w pustym pokoju, gdy gdzieś odbywa się walka. Udało jej się namówić Wanga i teraz wraz z całą eskorta ruszyli w miejsce, gdzie mają być zebrani handlarze. Moo-Song zdarzył wrócić wraz z Baio oraz Jen-ta. Kobieta jechała tuż obok swojego brata, który nie widział nic złego w tym, że tu jest. Rozmowę rodzeństwa przerwało nagle zatrzymanie się księcia.
– Już są.
Wszyscy spojrzeli w miejsce, ktore wskazywał książe. Arisa widząc kilkunastu mężczyzn pakujacych wory ze sola na woz wiedziala, ze nie bez powodu Wang chcial miec przy sobie jednych z najlepszych wojownikow. Ksiaze podjechał do swojej żony i dal jej jeden ze swoich mieczów.
– Zostaż tutaj z Bang’iem. – spojrzał na swojego eunucha. – Masz ja pilnować.
Ten tylko obiecał, że to uczyni. Kobieta wzieła miecz, a Wang ukrył swoja twarz za niebieska chusta. Książę wraz z wojownikami zeszli ze swoich koni i chowając się za drzewami ruszyli w strone handlarzy. Arisa przyglądała sie im, nie wyglądali groźnie, jednak kto wie co kryje sie w nich. Jeden z nich nawet z tej odległości wydawal sie jej znajomy. Zeskoczyła z konia i robiąc pewne kroki przed siebie ruszyła przed siebie. Jednak mocne szarpnięcie za reke zatrzymalo ją.
– Nie wychylajmy sie. – nakazał Bang.
– Nie martw sie, chciałam się tylko przyjrzeć.
Spojrzała na eunucha jednak słyszać głośne okrzyki odrwóciła głowę. Wang wbiegł wraz z towarzyszami na ich teren. Zaskoczeni mężczyźni wyjeli swoją broń i zaczeła się walka. Książę pokonał dwóch przeciwników, po czym ruszył w stronę ich przywódcy. Mężczyzna w fioletowym stroju, pokazał mu swoj ostry jak brzytwa miecz. Chwilę sie sobie przyglądali, po czym biegiem ruszyli w swoja stronę. Po mimo, że było ich wielu Arisa spoglądała cały czas na Wang’a. Książę nie był zmęczony wręcz przeciwnie. Czul złość, chciał ich wszystkich powybijać. Jedny, zwinnym ciosem obezwładnił swojego przeciwnika, który runął na ziemie. Handlarze widząc to upadli na kolana. Wang podszedł do lezącego mężczyzny i zdjął z jego twarzy chustę. Widząc kto się za nią skrywa z niedowiedzeniem opuścił miecz.
– Czy to…– Bang nie dokończył, bo wyprzedziła go dziewczyna.
– Szakal jest zdrajca.
Arisa widząc, że jej mąż każe zamknąć pomagierów Szakala, i jego samego postanowiła się tam udać. Wymijajac eunucha zasiadła na swoim koniu i ruszyła ku obozowisku. Tuz za nią był Bang. Kobieta była urodzona praktycznie w siodle i w krótkim czasie znalazła się tam. Jen-ta widząc ja od razu podbiegł.Ksiezniczka zeszla z konia, a on lapiac uprzasz postanowil zaprowadzic go do beczki z woda. Kobieta podeszla do Wanga i kladac mu dlon na ramieniu chciala dodac mu otuchy.
Księżniczka zeszła z konia, a on łapiąc uprząż postanowił zaprowadzić go do beczki z wodą. Kobieta podeszła do Wanga i kładąc mu dłoń na ramieniu chciała dodać mu otuchy.
– Ufalem mu. – westchnął. – Muszę pobyć sam.
Szakal przywiązany do dwóch belek spoglądał na ziemie. Powoli przestawał czuć swoje dłonie. Młody chłopak podniósł głowę, aby spojrzeć co się wokół niego dzieje. W oddali widział wojowników Wang’a. Dobrze wiedział że jeden z nich jest wysłany przez jego pana. Problem był jeden, nie wiedzial kto jest po jego stronie. Nie był tego ciekaw, miał inne plany niz Wang Go. Pomoże swojemu przyjacielowi i razem zniszczą tego nic nie wartego człowieka. Widząc eunucha, który zawsze towarzyszył Wangowi Yu opuścił wzrok. Czul się źle z tym, co zrobił.
– Mimo iz zdradziłeś, dam Ci pic. – odparł podchodząc bliżej z czarka wody. Szakal spojrzał na niego i szybko wypił zawartość.
Książę siedział przy stoliku z zamyślona mina. Już dawno słońce zaszło, a ciemność okryła ich obozowisko. Nie ukrywał swojego rozczarowania i smutku, teraz nikogo nie chciał widzieć. Nawet Arisy, która zazwyczaj przepełniała jego serce radością.Jego mysli byly pograzone Szakalem oraz tajemniczym mezczyznie od listow. Przed wyjazdem z palacu dostal list, w ktorym napisano ze wlasnie w tym miescie spotka osobe posiadajaca informacje o handlarzach. Do listu została dołączona opaska, która ciągle nosił, aby nadawca listu go rozpoznał. Dotąd myślał, że to właśnie Szakal mu wysłał ten list, jednak się mylił.Książę odesłał również nadawcy swoją opaskę, do dzisiaj go nie widział co przyprawiało go w gniew. Jak ma być dobrym władcą skoro nie może schwytać nawet zwykłych handlarzy. Chwycił za czarkę wina i w chwile wypił jej zawartość. Spojrzał na eunucha.
– Przyprowadź Szakala.
Bang nawet nie pytał po co, wiedział że książę wie co robi. Szybkim krokiem, zgarniając po drodze Moo-Songa udał się po Szakala. Chłopak był wycieńczony, dostał kilkanaście batow oraz samo stanie z rozłożonymi rękami od kilku godzin robiło swoje. Moo-Song odwiązał go i chwytając za ramie zataszczył do księcia. Wang spojrzał na niego, a ten tylko upadł na kolana i skupił swoje spojrzenie na ziemi.
– Wyjdzcie. – zwrócił sie do swoich ludzi, kiedy Ci tylko znikneli wstał i podszedł do niego. – Dlaczego? Dlaczego mnie zdradziłes? – Szakal tylko podniósł głowę- Jaki masz w tym udział co?
Chłopak rozejrzał się na boki i przykładając palec do ust, dał znak księciu żeby nic nie mowił. Zdziwiony meżczyzna zamilkł, a jego gość zdjął swoja stara, brudna opaskę z czoła ukazując jego własność. Wang zrobił wielkie oczy i z niedowierzeniem powiedział.
– A więc, to jednak Ty.
– Posłuchaj, wiem co mogłeś sobie pomyśleć, ale ja chce Ci pomóc- westchnął- Handlarze spotkają się jutro, jednak wśród Twoich ludzi jest zdrajcą.
– Kto?
– Nie wiem, musimy to sprawdzić. Karz mnie odesłać, zdrająca będzie na pewno chciał mi przekazać kolejne zadania. Obserwujcie mnie z balkonu obok.
Wang z zrozumieniem go wysłuchał, a nastepnie jak kazał odesłał go.
sobota, 12 listopada 2016
10
Przepraszam za brak odzewu przez miesiąc oraz długość rozdziału, ale aktualnie mam remont w domu i dostęp do komputera mam bardzo rzadko. Postaram się wszystko nadrobić! :)
Wreszcie miała chwilę dla siebie. Zanurzona po szyję w gorącej wodzie z płatkami kwiatów wpatrywała się w wolną przestrzeń. Popołudnie było zaskakująco ciepłe, a lekkie podmuchy wiatru przedostywały się przez uchylone okno. Cieszyła się z chwil, które mogła przeznaczyć tylko sobie. Wangowi udało się namówić Szakala do współpracy. Zanurzyła głowę w wodzie i przez kilka chwil znajdowała się tam. Szybko wynurzyła się słysząc pukanie do drzwi.
— Tak? — zapytała oczekując odpowiedzi.
— Pani! Wang Yu chciałby się z panią spotkać! — słysząc słowa eunucha złapała za ręcznik i wstając zakryła się nim.
— Poczekaj na mnie, za chwilę wyjdę.
Nie czekając na odpowiedź wytarła wilgotne ciało. Przejeżdżając dłonią po ranie, przypomniało jej się o wydarzeniach z ostatnich tygodni. Nie rozwodząc się nad nimi sięgnęła po suknię.
Ubrana już przeczesała tylko grzebieniem swoje długie włosy. Opuszcząjąc łaźnie spostrzegła eunucha. Uśmiechnęła się do niego i razem ruszyli do sypialni księcia i jego żony. Arisa rozsunęła drzwi i spostrzegła księcia przy stoliku. Spoglądał na wino z uśmiechem. Kobieta usiadła na przeciwko, a Wang jakby wybudził się z myśli spojrzał na nią.
— Dobrze, że już jesteś! — mówił zadowolony — Napijmy się!
— Jest jakaś szczególna okazja? — zapytała zaskoczona, kiedy książe nalał do jej czarki wina.
— A musi być okazja abym napił się z moją żoną? — odpowiedział jej pytaniem.
Podniósł czarkę i spojrzał na nią. Kobieta uśmiechnęła się lekko i podniosła swoją.
Wang Go spoglądał na Szakala z nieukrywanym zadowoleniem. Był dumny z tego szczeniaka. Udało mu się omamić księcia po jednym spotkaniu. Gdyby tylko zdobył stu procentowe zaufanie, tron byłby już jego. Wypił zawartość czarki, i odchrząknął zwracając na siebie uwagę młodego wojownika.
— Świetne wieści mi przyniosłeś — wstał z miejsca i podszedł do drewnianego stolika.
— Cieszę się, czy to wszystko? — Szakal spojrzał na swojego pana wyczekująco.
— Nie — zaśmiał się — Jutro jest święto lampionów, zabierz go tam.
— I co dalej?
— Twoja misja na tym się zakończy, resztą sam się zajmę. Możesz odejść.
Szakal tylko czekał na te słowa wstał z miejsca i spojrzał na Wanga Go. Ukłonił się i opóścił pomieszczenie. Zbieg po schodach i dostrzegł jednego ze swoich ludzi. Podszedł do niego i w ciszy opowiedział o nowych planach tego szaleńca. Młody mężczyzna wysłuchiwał wszystkiego w ciszy. Ze skupieniem analizował każde jego słowo. Kiedy Szakal skończył ten westchnął i przejechał dłonią po twarzy.
— Jak myślisz co on chce mu zrobić? — zapytał a Szakal bez zastanowienia mu odpowiedział.
— Chce go zabić — rozejrzał się wokół siebie — Ale my do tego nie dopuścimy.
— Jak? — spojrzał na oddalającego się wojownika.
Chłopak nie doczekał się odpowiedzi. Podbiegł do niego i razem powrócili do domu.
— Xianmei lata minęły, czego chcesz? — zapytał a odrazą.
— Skąd pewność, że czegoś potrzebuję?
— Znam Cię za dobrze, żeby było inaczej.
— Ta La-hai, wyświadczyłam Ci kiedyś przysługę czas abyś się zrewanżował. — spojrzała na niego, a mężczyzna wywrócił tylko oczami.
— Co mam zrobić?
— Zabij królową Goryeo. — powiedziała to przybliżając się.
— Zwariowałaś? Chcesz otwartej wojny między Yuanem a Goryeo? — wstał z krzesła i spojrzał na nią z lekceważącym wyrazem twarzy. Kobieta zaśmiała się mu w twarz i również wstała.
— Jesteś synem El Temura, wielkiego namiestnika. Jeśli to zrobisz, ja zajmę jej miejsce i sprawie, że Goryeo będzie całkowicie poddane cesarstwu.
Ta La-hai pokręcił głowa i odparł tylko, że się zastanowi. Opuścił karczmę zostawiając samą kobietę. Xianmei z uśmiechem stwierdziła, ze już może przygotowwać się do zostania królową.
Książe spoglądał na swoją żonę, która aktualnie czytała swoją lekturę. W tym samym czasie grał na geomungo. Dźwięki wydawane przez instrument, uspokajały kobietę. Arisa zamknęła książkę i przymknęła oczy wsuchując się w muzykę. Była zaskoczona umiejętnością Wanga. Słysząc brak dźwięków spojrzała na mężczyznę.
— Dlaczego przerwałeś? — zapytała.
— Mam dalej grać? — uśmiechnął się.
— Tak, jesteś w tym świetny. — odwzajemniła gest.
— A Ty umiesz grać? — spojrzał na nią ciekawy.
— Niestety nie. — odwróciła wzrok.
Otworzyła książkę czekając na muzykę. Jednak zamiast tego podszedł do niej książe. Wyjął z jej dłoni przedmiot i odłożył na stolik. Złapał jej delikatne dłonie i pomagając wstać zaprowadził do instrumentu. Usiadł i pociągnął kobietę między swoje nogi. Wang zaśmiał się widząc czerwieniące się poliki Arisy. Na jej kolanach położył geomungo i kładąc swoje duże dłonie na jej o wiele mniejszych, zaczął delikatnie przejeżdżać po strunach,
Nie wiedział ile tak siedzieli, ale spoglądanie na uśmiech kobiety było jedną z najlepszych rzeczy jakie robił. Wang Yu nie mógł się powstrzymać i położuł głowę na jej ramieniu. Widząc, że go nie odtrąca postanowił zrobić coś na co czekał już dłuższy czas. Zabrał swoją głowę z ramienia kobiety, a jedną dłoń położył na jej policzku. Kobieta spojrzała w ciemnobrązowe oczy mężczyzny i widząc iż jego twarz się zbliża zamknęła oczy. Po upływie kilku sekund czuła na swoich ustach jego usta. Był do delikatny pocałunek, pełen uczucia. Teraz musiała sama przed sobą przyznać. Kocha go.
Wreszcie miała chwilę dla siebie. Zanurzona po szyję w gorącej wodzie z płatkami kwiatów wpatrywała się w wolną przestrzeń. Popołudnie było zaskakująco ciepłe, a lekkie podmuchy wiatru przedostywały się przez uchylone okno. Cieszyła się z chwil, które mogła przeznaczyć tylko sobie. Wangowi udało się namówić Szakala do współpracy. Zanurzyła głowę w wodzie i przez kilka chwil znajdowała się tam. Szybko wynurzyła się słysząc pukanie do drzwi.
— Tak? — zapytała oczekując odpowiedzi.
— Pani! Wang Yu chciałby się z panią spotkać! — słysząc słowa eunucha złapała za ręcznik i wstając zakryła się nim.
— Poczekaj na mnie, za chwilę wyjdę.
Nie czekając na odpowiedź wytarła wilgotne ciało. Przejeżdżając dłonią po ranie, przypomniało jej się o wydarzeniach z ostatnich tygodni. Nie rozwodząc się nad nimi sięgnęła po suknię.
Ubrana już przeczesała tylko grzebieniem swoje długie włosy. Opuszcząjąc łaźnie spostrzegła eunucha. Uśmiechnęła się do niego i razem ruszyli do sypialni księcia i jego żony. Arisa rozsunęła drzwi i spostrzegła księcia przy stoliku. Spoglądał na wino z uśmiechem. Kobieta usiadła na przeciwko, a Wang jakby wybudził się z myśli spojrzał na nią.
— Dobrze, że już jesteś! — mówił zadowolony — Napijmy się!
— Jest jakaś szczególna okazja? — zapytała zaskoczona, kiedy książe nalał do jej czarki wina.
— A musi być okazja abym napił się z moją żoną? — odpowiedział jej pytaniem.
Podniósł czarkę i spojrzał na nią. Kobieta uśmiechnęła się lekko i podniosła swoją.
***
Wang Go spoglądał na Szakala z nieukrywanym zadowoleniem. Był dumny z tego szczeniaka. Udało mu się omamić księcia po jednym spotkaniu. Gdyby tylko zdobył stu procentowe zaufanie, tron byłby już jego. Wypił zawartość czarki, i odchrząknął zwracając na siebie uwagę młodego wojownika.
— Świetne wieści mi przyniosłeś — wstał z miejsca i podszedł do drewnianego stolika.
— Cieszę się, czy to wszystko? — Szakal spojrzał na swojego pana wyczekująco.
— Nie — zaśmiał się — Jutro jest święto lampionów, zabierz go tam.
— I co dalej?
— Twoja misja na tym się zakończy, resztą sam się zajmę. Możesz odejść.
Szakal tylko czekał na te słowa wstał z miejsca i spojrzał na Wanga Go. Ukłonił się i opóścił pomieszczenie. Zbieg po schodach i dostrzegł jednego ze swoich ludzi. Podszedł do niego i w ciszy opowiedział o nowych planach tego szaleńca. Młody mężczyzna wysłuchiwał wszystkiego w ciszy. Ze skupieniem analizował każde jego słowo. Kiedy Szakal skończył ten westchnął i przejechał dłonią po twarzy.
— Jak myślisz co on chce mu zrobić? — zapytał a Szakal bez zastanowienia mu odpowiedział.
— Chce go zabić — rozejrzał się wokół siebie — Ale my do tego nie dopuścimy.
— Jak? — spojrzał na oddalającego się wojownika.
Chłopak nie doczekał się odpowiedzi. Podbiegł do niego i razem powrócili do domu.
***
Xianmei siedziała w karczmie niedaleko Yuanu. Ten pasożyt nie pomaga jej, i jeszcze śmie ją okłamywać. To ona powinna być królową, a nie ta ladacznica i oboje to wiedzieli. Wang Yu był zaślepiony tą wieśniaczką, ona musi być czarownicą. To nie jest normalne, że ktoś z takiej pozycji i takim wyglądzie wybrałby ją na żonę. Nikt nie chce jej pomóc. No prawie nikt, przyjaciel z dzieciństwa był jej jedynym ratunkiem. Spojrzała na otwierane drzwi. Stał w nich mężczyzna ubrany w złotą zbroję. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Poczekała aż mężczyzna usiądzie tuż obok.— Xianmei lata minęły, czego chcesz? — zapytał a odrazą.
— Skąd pewność, że czegoś potrzebuję?
— Znam Cię za dobrze, żeby było inaczej.
— Ta La-hai, wyświadczyłam Ci kiedyś przysługę czas abyś się zrewanżował. — spojrzała na niego, a mężczyzna wywrócił tylko oczami.
— Co mam zrobić?
— Zabij królową Goryeo. — powiedziała to przybliżając się.
— Zwariowałaś? Chcesz otwartej wojny między Yuanem a Goryeo? — wstał z krzesła i spojrzał na nią z lekceważącym wyrazem twarzy. Kobieta zaśmiała się mu w twarz i również wstała.
— Jesteś synem El Temura, wielkiego namiestnika. Jeśli to zrobisz, ja zajmę jej miejsce i sprawie, że Goryeo będzie całkowicie poddane cesarstwu.
Ta La-hai pokręcił głowa i odparł tylko, że się zastanowi. Opuścił karczmę zostawiając samą kobietę. Xianmei z uśmiechem stwierdziła, ze już może przygotowwać się do zostania królową.
***
Książe spoglądał na swoją żonę, która aktualnie czytała swoją lekturę. W tym samym czasie grał na geomungo. Dźwięki wydawane przez instrument, uspokajały kobietę. Arisa zamknęła książkę i przymknęła oczy wsuchując się w muzykę. Była zaskoczona umiejętnością Wanga. Słysząc brak dźwięków spojrzała na mężczyznę.— Dlaczego przerwałeś? — zapytała.
— Mam dalej grać? — uśmiechnął się.
— Tak, jesteś w tym świetny. — odwzajemniła gest.
— A Ty umiesz grać? — spojrzał na nią ciekawy.
— Niestety nie. — odwróciła wzrok.
Otworzyła książkę czekając na muzykę. Jednak zamiast tego podszedł do niej książe. Wyjął z jej dłoni przedmiot i odłożył na stolik. Złapał jej delikatne dłonie i pomagając wstać zaprowadził do instrumentu. Usiadł i pociągnął kobietę między swoje nogi. Wang zaśmiał się widząc czerwieniące się poliki Arisy. Na jej kolanach położył geomungo i kładąc swoje duże dłonie na jej o wiele mniejszych, zaczął delikatnie przejeżdżać po strunach,
Nie wiedział ile tak siedzieli, ale spoglądanie na uśmiech kobiety było jedną z najlepszych rzeczy jakie robił. Wang Yu nie mógł się powstrzymać i położuł głowę na jej ramieniu. Widząc, że go nie odtrąca postanowił zrobić coś na co czekał już dłuższy czas. Zabrał swoją głowę z ramienia kobiety, a jedną dłoń położył na jej policzku. Kobieta spojrzała w ciemnobrązowe oczy mężczyzny i widząc iż jego twarz się zbliża zamknęła oczy. Po upływie kilku sekund czuła na swoich ustach jego usta. Był do delikatny pocałunek, pełen uczucia. Teraz musiała sama przed sobą przyznać. Kocha go.
piątek, 30 września 2016
9
Wang Go spoglądał na swoich wojowników, ale myślami był nieobecny. Rozmyślał nad tym co ma teraz zrobić. Ślub Wanga Yu odbył się, i jest on coraz bliżej władzy. Nieświadomie zaczął stukać palcami o blad okrągłego stolika. Chwilę wcześniej o powodzeniu misji poinformował go Szakal. Nawet to mu nie poprawiło nastroju. Jego złość pogłebiała się uświadamiając sobie, że ten smarkacz jest niedaleko. Jego prawa ręka widząc zamyślenie swojego pana, zaczął rozmyślać jak mógłby mu pomóc. Nagle wpadł na genialny pomysł.
– Panie, Wang Yu jest w mieście. – powiedział półszeptem.
– No co Ty nie powiesz idioto. – warknął.
– A gdyby wydarzył mu się wypadek podczas zwiedzania? – tym zdaniem zwrócił na siebie uwagę Wanga Go. Mężczyzna uśmiechnął się, a następnie zaśmiał.
– Tylko musi zrobić to ktoś oddany. – odparł – Ktoś kto nie zawiedzie.
– Panie, jeśli pozwolisz mi to uczynić nie zawiodę Cię. – uklękł przed nim, a Wang Go uśmeichnął się triumfalnie.
– Zrób to, ale nie dzisiaj – wstał z miejsca – poczekaj na odpowiedni moment, najlepiej w nocy – zaczął iść w stronę swojego pawilonu. Był już wieczór, a on był wyjątkowo zmęczony.
***
Wang Yu pił właśnie herbatę w towarzystwie swojej żony. Przybyli do swojego tymczasowego domu wczoraj. Nie spali długo, ale wystarczyło im to. Arisa spojrzała ukradkiem na księcia, który widocznie był czymś zamyślony. Słyszała jak rano rozmawiał z Jeom Bak-Yi. Wiedziała, że wojownik miał odnaleźć Szakala, ale nie rozumiała po co. Słyszałam o nim plotki. Był nieprzewidywalny i podobno bardzo niebezpieczny. Westchnęła cicho zwracając tym samym uwagę księcia.– Coś Cię martwi? – zapytał przenosząc na nią wzrok. Kobieta podniosła głowę i lekko się uśmiechnęła.
– Miałam ciężką noc. – skałamała.
– Może powinienem wynająć inny pokój? – zapytał zmartwiony.
– To nie jest konieczne, miałam tylko zły sen. – oznajmiła.
– Rozumiem. – Wang uśmiechnął się – Jak podoba Ci się miasto?
– Jestem tu po raz pierwszy – spojrzała na ogród – Na prawdę piękne miejsce.
Wang Yu uśmiechnął się. Był szcześliwy mając przy sobie kogoś takiego jak Arisa. Nigdy nie spodziewał się, że poczuje coś takiego do innej osoby. Będąc przy niej czuł się swobodnie, ale również czuł obowiązek chronienia jej. Książę chciał wiedzieć co jego żona myśli o nim, jednak uważał to za niestosowne żeby teraz o to wypytywać. Otworzył usta, aby coś powiedzieć jednak wybiegający z naprzeciwka eunuch pokrzyżował mu plany.
– Panie, pani- ukłonił się nisko – Jeom Bak-Yi wrócił ze spotkania z Szakalem! Jest ranny.
Arisa i Wang spojrzeli na siebie. Szybko wstali od stolika i pobiegli za eunuchem. Wojownik księcia znajdował się aktualnie w sypialni pary królewskiej. Spoglądał na dłoń z wbitą strzałą. Moo-Song stojący obok próbował nakłonić przyjaciela do wyjęcia strzały, lecz ten był nieugięty. Nagłe wejście księcia i Arisy zwróciło uwagę zgromadzonych.
-Panie! – zawołał Moo-Song – Nie chce dać sobie wyjąć strzały!
Teraz już nawet książe próbował nakłonić wojownika do tego czynu. Jeom Bak-Yi nie bał się bólu, jednak coś mu mówiło, aby zostawił rane w spokoju. Schował dłoń za plecy mówiąc, że sam ją wyjmie. Arisa widząc, że wojownik jest nieugiety stanęła za nim i nagle wyjęła strzałę powodując donośny krzyk mężczyzny.
– Świetny pomysł pani! – zaśmiał się eunuch.
– Nie widziałam jeszcze takiej strzały. – odparła podając ją Moo-Songowi.
– Jest specjalnie krótka.
– Umów mnie na pojedynek z nim! – Wang wstał z podłogi i podszedł do drzwi – Najlepiej jeszcze dzisiaj.
***
Jeom Bak-Yi tak jak mu kazano umówił księcia na pojedynek z Szakalem. Książe pewnym krokiem przemierzał ulicę. Tuż obok niego szła Arisa ledwo nadążając za szybkim krokiem męża. Wang widząc to, złapał jej dłoń powodując u kobiety wielki rumieniec. Widząc to uśmiechnął się i ruszył dalej. Moo-Song zgarnął całkiem sporą grupkę wojowników, któzy w razie potrzeby walczyli by z ludźmi Szakala. Arisa zobaczyła zbliżająca się bandę w ich stronę. Przewodził nimi niski i drobny mężczyzna. Czyżby to był Szakal? No cóż w plotkach dobrze podkoloryzowali jego wizerunek. Arisa chciała się zaśmiać, ale uznała to za niestosowne. Zatrzymali się kilka metrów przed Szakalem. Wang Yu zmierzył go z góry na dół i zaśmiał się.– Ty jesteś Szakal? – zapytał niedowierzając -Niezłe chucherko z Ciebie.
– Ty też nie robisz wrażenia. – oznajmił z lekceważącym tonem, Wang przełknął ślinę i po raz kolejny spojrzał na mężczyznę.
– Proponuję pojedynek strzelniczy. – mówił nie spuszczając z niego wzroku.
– Niech będzie, ale ja ustalam zasady. – Szakal rozejrzał się po terenie. Znajodowali się na mostu rybackim. Sporo miejsca i brak możliwości zranienia kogokolwiek.
– To będzie strzelanie połączone ze sprawdzeniem, który z nas ma mocniejszą głowę. – Szakal spojrzał na księcia. W tym samym czasie Moo-Song i eunuch Wanga położyli na stole dwa naczynia z winem.
– Niech Ci będzie panienko. – z naczyń zdjął pokrywki – Strzelamy do nich, a trzymać będą je nasi ludzie. Jeśli wygram macie się stąd wynieść jasne?
– Dobrze, ale jeśli ja wygram będziesz moim sługą.
Szakal prychnął pod nosem. Podniósł jedną z pokrywek pytajac kto będzie ją trzymać. Mężczyźni, którzy z nim przyszli zaczęli się przekrzykiwać. Ostatecznie pokrywkę przejął młody chłopak. Z uśmiechem podbiegł do miejsca wyznaczonego przez Szakala. Książe spojrzał na swoich ludzi, którzy uciekali wzrokiem. Wiedzieli, że ma umiejętności, ale Jeom Bak-Yi nastraszył ich opowieścią jak to Szakal o mało go nie zabił. Arisa wywróciła oczami i spojrzała na towarzyszy. Ukradkiem walnęła Moo-Songa w plecy. Mężczyzna spojrzał na nią z nadzieją, że to jednak nie on ma to wykonać. Widząc jej minę tylko przełknął ślinę i oznajmił, że to on wykona zadanie. Wang pokiwał głową podając mu pokrywkę od naczynia. Dopiero teraz książe puścił dłoń swojej żony ściągając jedną z części swojej garderoby. Podał materiał Arisie, i spojrzał wyczekująco na Szakala. Brunet upił wina i wycelował. Trafił w sam środek. Wang nie był gorszy. Ich rozgrywka trwała długo, Arisa ledwo już czuła swoje nogi. Udało im się wypić całe dwa naczynia wina. Szakal ledwo trzymał się na nogach, a Wang opierał się o stolik wymachując palcem w stronę rywala.
– Jesteś pijany. – oznajmił mu.
Arisa już wiedziała, że książe będzie potrzebował dużo snu. Szakal zrobił krok do przodu i napiął łuk. Wang natomiast spoglądał przed siebie. Niespodziewanie mężczyzna skierował swój łuk na księcia. Dopiero słysząc okrzyki Wang spojrzał na swojego przeciwnika. Zrobił wielkie oczy i przełknął ślinę.
– Tam jest Twój cel! – wskazał dłonią na pokrywkę, od razu trzeźwiejąc.
– Wolę Ciebie zabić. – wycedził Szakal zbliżając się.
Księciu udało się wyrwać mu łuk. Męzczyzna jednak jeszcze chwilę się szarpał. Kiedy nie miał już siły jego głowa spoczeła na piersi księcia.
– Poddał się! – wykrzyczał zadowolony. Arisa jednak poczuła niezbyt przyjemny zapach.
– Wang on na Ciebie zwymiotował. – powiedziała, a książę słysząc to odepchał go. Spojrzał na rozbawioną kobietę.
***
Arisa siedziała przy świecy czytając księżkę z poematami, która była w jej sypialni. Siedzi tu od kiedy wrócili z pojedynku. Szakal śpi w pokoju obok, a pilnuje go Moo-Song. Przewróciła kartkę ukradkiem spoglądając na księcia. Zasnął chwilę po przybyciu. Uśmiechnęła się widząc śpiącą twarz księcia. Był naprawdę przystojny. Powróciła do czytania swojej lektury. Bedąc w połowie zdania usłyszała ciche pukanie w drzwi. Wstała i podeszła do nich otwierając je lekko. Za nimi stał Bang z uśmiechem. Arisa odwzajemniła gest.– Wybacz pani, że przeszkadzam – ukłonił się – Znam księcia i wiem, ze będzie mu się chciało pić kiedy wstanie. – dopiero teraz ujrzała tacę, którą trzymał. Od razu wzięła ją od niego.
– Dziękuję, a teraz idź odpocząć. – eunuch uśmiechnął się i odszedł.
Kobieta zamknęła drzwi. Z tacą podeszła do małego stolika. Położyła ją po czym wróciła do swojej książki.
Wang Yu obudził się czując pustynię w ustach. Usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu. Koło stolika gdzie znajdowała się mata zauważył wodę. Chwycił za filiżankę i szybko upił jej zawartość. Teraz już mógł zacząć myśleć logicznie. Zerknął na miejsce obok siebie. Było puste. Czyżby już był ranek? Patrząc na pokój mógł bez wyglądania na zewnątrz stwierdzić, że jest środek nocy. Zza materiałem oddzielającym iich łóżko od reszty pokoju zobaczył zapaloną świecę. Wychylił się i przy stole ujrzał swoją żonę, kóra spała opierając się o wcześniej wspomniany przedmiot. Czyżby nie chciała go budzić? Wang Spojrzał na podłogę z uśmiechem. Wstał i podszedł do kobiety. Ostatniej nocy mógł zobaczyć, ze pieknie wygląda we śnie, ale teraz przy świetle świecy widział każdy skrawek jej twarzy. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. W jej dłoni zauważył księżkę. Wyjął ją i położył na stole. Zgasił świecę i delikatnie starajac się nie budzić swojej żony, podniósł ją. Wolnym krokiem skierował się do łożka. Arisa była dla niego lekka niczym piórko, więc bez problemu mógł ją zanieść nie budząc przy tym. Uklęknął kładąc kobietę na poduszce. Sam położył się na przeciwko wcześniej przykrywając ich. Wpatrywał się w jej twarz, którą ledwo co widział w ciemnościach. Przybliżył się i złożył pocałunek na jej czole. Ostatni raz spojrzał na nią po czym usnął.
***
Bang od kilku minut próbował po przez pukanie do drzwi obudzić księcia i jego małżonkę. Westchnął lekko i uchylił drzwi. Wychylił przez nie głowę i rozejrzał się. Nie widząc ich wszedł głębiej. Bezdźwięcznie zbliżył się do łóżka małżonków i odchylił materiał dzielący ich. Jego serce wzrosło kilkukrotnie widząc księcia wraz z Arisą. Uśmiechnął się szeroko starając się zapisać ten obraz w głowie. Arisa spała wtulona w pierś księcia, natomiast ten mocno przytulał ją. Bang położył dłoń na swojej piersi, puszczając materiał. Z wielkim uśmiechem opuścił sypialnie. Kiedy zamykał drzwi obok stanął Jeom Bak–Yi- Książe wstał? – zapytał wsadzając miecz do pochwy.
– Jeszcze nie. – odparł nadal uśmiechnięty.
– Nie wierzę, idź go obudź. – słysząc to spojrzał na niego i wysyczał.
– Niech śpi.
– Dobra sam go obudzę. – kiedy tylko słapał za drzwi poczuł dłoń na swoim ramieniu. Spojrzał na uśmiechniętego eunucha.
– Spróbuj, a Cię zabije.
sobota, 20 sierpnia 2016
8
Arisa dostała surowy zakaz opuszczania pawilonu, aż do ślubu. Nudziło już ją ciągłe leżenie w łóżku księcia i nic nierobienie. Wang Yu przez cały dzisiejszy dzień był u swojego ojca, przez co nie miała nawet z kim porozmawiać. Yao Ming odbywała karę za opuszczenie swojego stanowiska. Arisa starała się wytłumaczyć księciu, że to nie jest wina dziewczyny, ale nie mógł nic zrobić. Karę wymyślił Wang Go, który przejął się losami przyszłej władczyni.
Wang Yu natomiast kazał Hou być tylko i wyłącznie pod drzwiami od sypialni, aby nie przeszkadzać dziewczynie w odpoczynku. Czarnowłosa usiadła na łóżku i jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu. Tak jak myślała, od rana nic tu się nie zmieniło. Rany nadal ją bolały, ale były do wytrzymania. Słysząc burczenie brzucha, wstała i podeszła do drewnianego stolika. Stał tam tylko wazon z różami. Westchnęła i zawołała swojego eunucha, który nie dawał znaku życia przez cały dzień. Podeszła do drzwi i lekko je uchyliła. Hou siedział na krześle z przymkniętymi oczami. Nie dziwiła się mu, że usnął. Całą noc nie spał. Rozejrzała się po korytarzu, ale niestety nikogo nie zauważyła. Wyszła z sypialni i poszła w stronę drugiego pomieszczenia.
Pawilon księcia był bogato zdobiony. Wszędzie znajdowały się wiekowe, a co za tym idzie drogocenne dekoracje. Dziewczyna przystanęła przed jednym z obrazów. Przyjrzała mu się i od razu przypomniała sobie to samo malowidło, które było w jej pawilonie. Nadal nie wiedziała, co mogło oznaczać. Przejechała delikatnie palcem po płótnie i zmrużyła oczy.
- Pani!- z zamyślenia wyrwał ją głos Bang'a. Spojrzała na eunucha i uśmiechnęła się.- Co ty tu robisz? Powinnaś odpoczywać.
- Byłam głodna. Liczyłam, że spotkam kogoś ze służby.- uśmiechnęła się szczerze.
- Rozumiem.- odwzajemnił uśmiech.- Odprowadzę panienkę i przyniosę podwieczorek.
- Skoro ty tu jesteś, książę też musi prawda?- zapytała z nadzieją. Eunuch spojrzał na kobietę i uśmiechnął się. Szli równym krokiem.
- Książę ćwiczy, strzelanie z łuku kazał, sprawdzić jak się czujesz.- mówił - Widocznie lepiej skoro już robisz eskapady.
- Tak dużo lepiej, powiedz mi co z Yao Ming?
- Dostała 100 batów.- westchnął- Wang Go jest bezlitosny.
- Zaopiekuj się nią.- zatrzymała się i spojrzała na eunucha.- Proszę.
- Oczywiście pani.- ukłonił się.- Właściwie czemu się tak przejmujesz ją?
- Jest ze mną, odkąd tu przybyłam. Jest moją jedyną przyjaciółką.- powiedziała i zobaczyła jak ze sypialni wyszedł Hou. Odetchnął z ulgą, widząc swoją panią.
Ciemnooka uśmiechnęła się, do niego znacząco dając znać, żeby się nie odzywał. Bang pożegnał przyszłą królową i udał się w stronę kuchni. Arisa weszła do sypialni i położyła się na łóżku. Hou usiadł ponownie na krześle, tym razem nie zamykając drzwi. Arisa leżąc już, kilka godzin w pościeli księcia mogła przysiądź, że wszędzie teraz czuła jego zapach. Nie mogła uwierzyć, że w przeciągu kilku dni mogła się nim tak oczarować. Wang Yu był od niej starszy o pięć lat. Był do tego wysokim i umięśnionym mężczyzną, a dodatkowo troszczył się o nią. Czego chcieć więcej? Mogłaby teraz napisać poemat o nim i wygłosić go przed królem.
Skarciła się w myślach. Zachowywała się jak szesnastolatka zauroczona przyjacielem. Wang Yu był miły dla niej, ale to nie musiało od razu oznaczać, że darzy ją, jakimś uczuciem.
***
Wang Yu naciągał cięciwę i z uwagą patrzył w środek tarczy. Moo-Song przyglądał się mu próbując wyłapać jakiekolwiek błędy. Książę wypuścił strzałę, która trafiła tuż obok środka. Wang Yu opuścił łuk i westchnął z kołczanu wyjął kolejną strzałę i przygotował się do oddania strzału. Po raz kolejny chybił. Nie mógł się w ogóle skupić. Moo-Song podszedł do księcia i położył mu dłoń na ramieniu.- Chyba powinieneś sobie dzisiaj odpocząć.- powiedział poważnie-Panie, spałeś tylko kilka godzin.
- Masz rację. - spojrzał na swojego przyjaciela, a w oddali zobaczył swojego eunucha, który szybkim krokiem szedł w jego stronę.
- Panie, a gdzie masz zamiar teraz spać?- zapytał ciekawy Jeom Bak-Yi.
- W swojej sypialni. - odłożył łuk i spojrzał na Bang'a, który był już obok Moo-Song'a. - Przynieś do mojej sypialni matę, poduszkę i koc.
- Masz zamiar panie spać na podłodze?- Bang spojrzał na niego zdziwiony. Książę tylko pokiwał twierdząco głową.
***
Wang Go siedział w swojej sypialni i spoglądał na portret kobiety. Stał on na sztaludze tuż obok parawanu. Westchnął głośno. Jak ten idiota nie mógł złapać tak kruchej osoby? Kiedy ten dureń wrócił miał ochotę go zabić. Miał cicho przeprowadzić akcje, a dowiedział się o tym cały dwór. Ponadto stracił wiernych ludzi. Wypił czarkę z winem, a następnie odłożył ją na stół. Chwilę wcześniej była tu ta nieznośna dziewucha Xianmei.Pomimo młodego wieku była przerażająca kobietą. Zazdrość, która od niej biła przytłaczała go. Nie miał pojęcia co teraz powinien zrobić. Z tego, co wie książę, kazał pilnować swoją narzeczoną. Jedynym wyjściem byłby atak dopiero po ślubie. Wiedział o planach, które miał książę. Zaraz po ślubie chciał wraz z Arisą wyruszyć, by znaleźć handlarzy solą. Czasami myślał, czy nie mógłby nasłać na nich Szakala. Jednak z biegiem czasu odrzucił od siebie ten pomysł. Nie mógł narażać tego dzieciaka. Był mu jeszcze potrzebny.
***
Arisa patrzyła na śpiącego na podłodze księcia. Był odwrócony w jej stronę, więc nie miała problemu, by zobaczyć jego twarz. Sama nie wiedziała czemu była dla niej aż tak interesująca. Kiedy tylko mężczyzna poruszył się, zamknęła oczy jakby nigdy go nie obserwowała. Słysząc ciche pochrapywanie, otworzyła jedno oko. Wdząc, że Wang Yu nie śpi tylko uśmiecha się w jej stronę poczuła, że jej poliki nabierają koloru soczystej wiśni. Odwróciła się do niego plecami i schowała twarz w dłoniach. Słysząc cichy śmiech za sobą tylko przekonała się, że ta sytuacja tylko jej wydała się krępująca.Wang Yu czując na sobie wzrok, obudził się natychmiastowo. Widząc wlepione w niego spojrzenie Arisy uśmiechnął się. Wydało mu się to urocze, ze kobieta aż tak zawstydziła się tym, że przyłapano ją na bezczelnym wpatrywaniu się w niego. Księciu podobało się to. Miał cichą nadzieję, że jednak ta cicha kobieta czuje coś do niego. Nie chodziło mu o szacunek czy też oddanie. Chciał, aby kiedyś byli najszczęśliwszymi ludźmi w Goryeo. On już jest szczęśliwy mogąc patrzyć w jej oczy. Zastanawiał się często co ona do niego czuje. Postanowił przestać się przyglądać plecom kobiety. Odwrócił się na drugi bok i usiłował zasnąć.
***
Arisa siedziała przy lustrze i przyglądała się pracy kobiet. Nadszedł dzień ślubu. Było to wielkie wydarzenie goście zjeżdżali się z różnych stron Goryeo. Wang Yu nakazał nie powiadamiać o ślubie cesarza Yuanu, bo niby po co? Yuan i Goryeo to dwa różne miejsca, niezależne od siebie. Arisa spojrzała na swoje odbicie. Była szczęśliwa. Ceremonia nie miała być długa. Modlitwa do Buddy, błogosławieństwo króla, przysięga i powitanie zebranych. Wstała z krzesła zaraz po tym, kiedy na jej głowie została włożona ostatnia złota ozdoba. Hou ukłonił się i otworzył drzwi. W towarzystwie dam dworu i kilku strażników zbliżali się w stronę świątyni. Kącik ust dziewczyny uniósł sięku górze widząc księcia. Kiedy byli już wystarczająco blisko eunuch, jak i damy dworu stanęli po bokach. Czarno włosa ukłoniła się nisko. Wang Yu podszedł do kobiety i podał jej swoją dłoń, w ciszy weszli do świątyni, aby móc prosić Buddę, o szczęśliwe, zdrowe i pełne dostatku życie.Pobyt tam nie zajął wiele czasu. Gdy tylko pojawił się król, drzwi od świątyni otworzyły się, a z nich wyszła para. Ojciec księcia wygłosił długą przemowę. Był wzruszony, nie sądził, że małżeństwo jego pierworodnego tak go poruszy. Kiedy czuł, że łamie mu się głos milkł na, krótką chwilę. Król następnie wśród najbliższej rodzinie przeprowadził ceremonię.
Arisa jednak cały czas myślała o podróży, jaką ma przejść. Zaraz po ślubie mają udać się do koreańskiego miasteczka. Nie mogła sobie przypomnieć nazwy, lecz wiedziała, że jest spory kawał drogi od pałacu. Szturchnięcie w ramie wyciągnęło ją z zamyślenia. Spojrzała na księcia.
- Musimy iść.- uśmiechnął się.
- Tak, już wstaje.- kobieta wstała z miejsca i podała dłoń księciu. Wolnym krokiem szli w stronę dziedzińca, gdzie byli wszyscy zebrani. Dwóch strażników otworzyli drzwi, a dwójka małżonków wyszła, przez nie słysząc wiwaty.
- Niech żyje książę Wang Yu i księżniczka Arisa!- krzyki radości odprowadziły ich, aż do ich pawilonu.
Byli tam już Bang i Choi Moo-song. Widocznie są już gotowi na podróż. Ukłonili się i pogratulowali zaślubin. Jednak po tym zaczęli pospieszać małżonków. Podróż miała być długa, a pewne jest to, że dotrą na miejsce rankiem. Nie brali ze sobą kufrów, bo by ich tylko spowalniały, ubrania kupią już na miejscu. Jedyne co przygotowali to jedzenie i woda. Gdy tylko przyszła Yao Ming mężczyźni opuścili pawilon. Wang Yu udał się w ustronne miejsce, aby zmienić strój.
Arisa spojrzała na służącą, która obolała wyciągała z jej włosów ozdoby. Nie miała sumienia zabierać ją w tak długą podróż.
Spojrzała w lustro, a następnie wzrok skierowała na swoje dłonie. Wang Yu kazał służącej jechać z nimi, aby ona miała wygodniej. Tylko po co? Mieszkała w domu ze służbą, ale zazwyczaj sama robiła sobie jedzenie, przygotowywała ubranie czy też pakowała się na wyjazdy. Musiała jednak przyznać, żę często jej w tych czynnościach pomagano. Jednak umiała sobie dać radę. Brat nauczył ją walki mieczem i strzelać z łuku. Dodatkowo sama nauczyła się jazdy konnej. Kiedy poczuła, jak włosy opadają jej na ramiona, wstała z miejsca i spojrzała na kobietę.
- Masz zostać tutaj.- powiedziała.
- Słucham?- zaskoczona dziewczyna tylko tyle mogła powiedzieć.
- Widzę, że cierpisz. Nie mam sumienia, ciągnąc cię tak daleko. Tym bardziej że zostałaś ukarana przeze mnie. Zostań tutaj i zajmij się moim pawilonem. Zmieniaj kwiaty, posprzątaj go, i najważniejsze odpocznij.- uśmiechnęła się do niej.
- Ale pani...- nie dała jej dokończyć.
- To rozkaz.- odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu.- A teraz idź go wykonać.
Wyminęła ją i podeszła do przygotowanego stroju. Kątem oka zobaczyła, że Yao Ming opuściła pomieszczenie. Szybko zmieniła swoją suknię ślubną, na rzecz zwykłej granatowej sukienki. Cieszyła się, że jednak ją ze sobą zabrała. Gdy tylko się ubrała, usiadła przy lustrze. Grzebieniem przejechała kilka razy po włosach i związała je czarną wstążką. Sprawdziła tylko, czy wszystko zrobiła i opuściła pawilon.
Miałam wrócic we wrześniu, ale widamośc o powtórkach Cesarzowej zmusiła mnie, abym jednak wróciła szybciej : D
PS. Sprawdzałam błędy z początku, później mi się odechciało, udawajcie, że ich nie ma XD
wtorek, 12 lipca 2016
Ogłoszenie
Z powodu spraw rodzinnych rozdziały pojawia sie później niż planowałam. Możliwe, że do blogowania wrócę jesienią . Pozdrawiam Ola Mirosia.
piątek, 8 lipca 2016
7
Polecam przed rozpoczęciem lektury właczyc sobie :Klik ^^
***
Jeom Bak-Yi zaatakował jednego z napastników. W tym czasie również książę wyjął z pochwy swój miecz i zaatakował. Moo-Song złapał Arisę za nadgarstek i pobiegli w stronę ogrodu. Wojownik co chwilę obracał się czy ktoś za nimi nie biegnie. Wątpił w fakt, że było tylko dwóch zamachowców. Kiedy byli już wystarczająco daleko i był pewien, że tutaj jej nic nie grozi, spojrzał na kobietę.- Zostań tutaj pani, ja muszę im pomóc.- Arisa przytaknęła zgadzając się. Moo-Song czym prędzej wrócił do swoich towarzyszy. Nie mylił się, wraz z dwójką zamachowców wtargnęło jeszcze pięciu. Mieli na sobie mundury królewskie. Każdy miał zasłoniętą twarz. Wyjął miecz z pochwy i zadał cios jednemu z nich.
Jednak mężczyzna widocznie był dobrze przeszkolony, bo obronił się przed atakiem. Książę Wang Yu ze wściekłością w oczach powalił mężczyznę. Jednak ten wstał i walczył dalej. Książę spojrzał na Jen-ta, który od razu zrozumiał, o co może chodzić. Zakończył żywot jednego z zamachowców i wbiegł po schodach do altanki. Złapał za dzwonek i już po chwili roznosił się alarmujący dźwięk.
***
Arisa wychyliła się zza żywopłotu i spojrzała na biegnących żołnierzy. Jeden z nich wydawał się jej znajomy. Przyjrzała się jego twarzy, która nic jej nie mówiła, ale była pewna, że go skądś zna. Dopiero widząc rękę, w której trzymał miecz, zauważyła potężną ranę. Schowała się z powrotem i oparła plecami o żywopłot. To ta sama osoba, którą dźgnęła kawałkiem stłuczonego wazonu. Czyżby było ich więcej? Połknęła głośno ślinę i jeszcze raz wychyliła się. Dany mężczyzna odłączył się od grupy i teraz rozglądał się po dziedzińcu, szukając kogoś. Miała wrażenie, że chodzi, zapewnię o nią.Widząc, spojrzenie w stronę jej kryjówki od razu wiedziała, że musiał ją zobaczyć. Nie myśląc dłużej, zaczęła biec w głąb ogrodu.
Mężczyzna, widząc wzrok kobiety, ruszył w jej stronę. Nie mógł pokazać się Wang'owi Go bez niej. Jego bał się bardziej niż śmierci. Wyjrzał za żywopłot, ale po kobiecie nie było śladu. Znał te tereny jak własną kieszeń. Ogród prowadził tylko do jednego miejsca. Mostek nad rzeczką był niedaleko. Postanowił pobiec na skróty i tam poczekać na kobietę. Droga nie była łatwa. Mężczyzna musiał omijać wojowników. Jednak udało mu się to bez większego wysiłku. Przeskoczył przez mur i rozejrzał się. Jeszcze jej nie było. Postanowił ukryć się i zaatakować w odpowiednim momencie.
***
Wang Yu powalił ostatniego zamachowca. Wytarł ręką pot z czoła i spojrzał na leżące ciała. W tej chwili dziękował Jen-ta że przyszedł do niego i opowiedział o podejrzanych typach. Gdyby nie to Arisa mogłaby już nie żyć. Jen-ta czuł, że coś jest nie tak. Przyjrzał się każdemu i doszło do niego, że przed pawilonem widział trójkę mężczyzn, a gdy przyszli była tylko dwójka. Otworzył szerzej oczy i wbiegł do pawilonu Arisy. Wchodząc do sypialni, zobaczył rozwalony wazon i uchylone okno. Zły uderzył ręką o stół i wybiegł .- Panie, gdzieś tu jest jeszcze jeden zamachowiec.- powiedział poważnie do Wang'a Yu, który czekał, aż Moo-Song przyprowadzi Arisę. Książę spojrzał zaskoczony na przyjaciela.
- Jesteś pewien?- położył mu dłonie na ramionach.
- Pod pawilonem stało trzech, kiedy przybyliśmy, było ich dwóch, a w sypialni jest otwarte okno.
Wang Yu miał w głowie już czarny scenariusz. Pobiegł do ogrodu gdzie Moo-Song zaprowadził Arisę. Tuż za nim biegł Jen-ta. Kiedy był już blisko, zza żywopłotu wybiegł wojownik. Książę od razu wiedział, co to mogło znaczyć.
- Dokąd prowadzi ten ogród?- zapytał, oczekując szybkiej odpowiedzi.
- Do mostu nad rzeką.- odparł Jen-ta.- Znam krótszą drogę.- powiedział, biegnąc. Książę i Moo-Song bez chwili zastanowienia ruszyli za nim.
***
Arisa wybiegła z ogrodu. Była, zaskoczona widząc most i rzekę, która mocno waliła w brzegi. Zmęczona oparła się o drzewo nieopodal. Tak długi bieg nie sprzyjał jej, a do tego boląca rana była nie do wytrzymania. Zsunęła odrobinę materiał i zobaczyła mocne rozcięcie. Syknęła, dotykając je. Musiała jak najszybciej wrócić do pałacu gdzie będzie bezpieczna. Zakryła ranę i ruszyła w stronę mostu. Spojrzała na spróchniałe deski z nadzieją, że nie zarwą się pod nią. Położyła stopę na pierwszej, a ta od razu ułamała się. Jedynym rozwiązaniem było przejście rzeki. Ciągle mając w dłoni miecz, niechętnie spojrzała na pewnie lodowatą wodę.- I znowu się spotykamy. - odwróciła się, widząc mężczyznę z zakrytą twarzą. Jego widok był idealnym bodźcem, który zmusił ją do wskoczenia do rzeki. Woda tak jak myślała, była zimna. Sięgała jej do podbródka. Stawiała największe kroki tylko po to, aby jak najszybciej znaleźć się na drugim brzegu. Słysząc, plusk wody przyspieszyła, ale i to nie pomogło. Mężczyzna złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
- Nie tak szybko. - powiedział, a ona była pewna, że uśmiecha się złośliwie. Wyrwała się z jego uścisku, co było nie lada wyzwaniem i podniosła miecz do góry.
- Nie zbliżaj się.- zagroziła, robiąc krok do tyłu.
- Dziewczynka znalazła zabawkę?- zakpił-No proszę! Zrań mnie, a nawet zabij!- wykrzyczał.
Arisa nie zastanawiała się nawet chwili. Wbiła mu miecz w ramie. Mężczyzna syknął z bólu, ale po tym zaśmiał się. Kobieta szybkim ruchem wyjęła miecz i dopłynęła do brzegu. Wychodząc z rzeki, widziała jak zbrodniarz, nie przejmując się raną, płynie w jej stronę. Nie miała dużo siły więc ucieczka lasem, w nocy odpadała. Zrobiła kilka kroków do tyłu i przygotowała miecz. Mężczyzna, kiedy był już na lądzie, spojrzał na nią pogardliwie i wyjął miecz z pochwy. Walka rozpoczęła się jego ruchem. Atakował coraz mocniej, a ona tylko broniła się przed ostrzem. Mężczyzna zadał je dwa mocne uderzenia. Jedno w brzuch drugie w udo. Kobieta upadła na ziemię. Czuła, że to prawdopodobnie jej koniec. Jednak niespodziewane pojawienie się księcia, Mężczyzna wiedział, że nie da sam mu rady. Spojrzał na Arisę mówiąc:
- To jeszcze nie koniec.- po tych słowach pobiegł w stronę lasu.
Arisa wstała z ziemi. Musiała być w fatalnym stanie, bo widzący ja książę zamarł. Zakryła dłonią ranę na brzuchy. Kusztykając, ruszyła w jego stronę. Książę kucnął przed nią.
- Wskocz mi na plecy! Zaniosę cię do pałacu.- mówił.
- Nie musisz panie, dam radę.- odparła, mijając go.
Wang Yu wiedział co ma zrobić. Wstał szybko i podszedł do kobiety, podnosząc ją. Zaskoczona spojrzała na niego.
- Panie, będziesz cały mokry!- sprzeciwiła się.
- To nic, ty jesteś ważniejsza.- powiedział, a jej twarz momentalnie stała się czerwona.
***
Medyk opatrzył dokładnie każdą ranę kobiety. Był zaskoczony, że tak krucha osoba tyle wytrzymała. Pozostawił śpiącą kobietę w sypialni księcia. Opuszczając pomieszczenie, został od razu zasypany wieloma pytaniami. Wang Yu był ciekaw co z Arisą. Lekarz odchrząknął i odparł, że rany trzeba raz dziennie smarować maścią, którą zostawił na stoliku. Kiedy odszedł, książę spojrzał na Bang'a i Hou. Stali obok ściany z widocznym zmartwieniem na twarzy. Książę wiedział, że nawet po ślubie jest możliwość kolejnego ataku. Moo-Song i Jeom Bak-Yi szukają zamachowca, ale ich może być więcej. Westchnął i spojrzał na swojego eunucha.- Po moim ślubie będziemy szukać dalej handlarzy solą.- rozpoczął-Zabierzemy Arisę, nie wybaczę sobie, jeśli podczas mojej nieobecności ktoś ją zabije.
Po tych słowach wszedł do swojej sypialni. Widząc śpiącą kobietę, uśmiechnął się lekko. Wyglądała jak anioł. Podszedł bliżej i przykrył ją szczelnie. Nie wiedząc, co ma robić ,usiadł na podłodze tuż obok i złapał jej małą drobną dłoń. Trzymając ją, oparł głowę o łóżko, zamykając oczy. Nie potrzeba było wiele czasu, aby książę usnął. Całą sytuację obserwował Bang i Hou przez uchylone drzwi. Spojrzeli na siebie zadowoleni. Z uśmiechem zamknęli drzwi. Postanowili usiąść na krzesłach i poczekać, aż ta dwójka wstanie.
Poranek był czasem, który Arisa najbardziej nie lubiła. Zawsze wstawała wcześnie, nawet kiedy po przedniejszego dnia była wykończona. Otworzyła oczy i ziewnęła. Od razu jej coś nie pasowało. Bolące rany, dawały jej pewność, że wczorajszy wieczór na pewno nie był snem. Rozejrzała się i nie rozpoznała żadnej rzeczy znajdującej się w pomieszczeniu. Ponadto czuła ucisk na dłoni. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła znaną czarną czuprynę księcia. Gwałtownie usiadła, przez co poczuła ból w okolicach brzucha, a do tego gwałtownie obudziła Wang'a Yu. Mężczyzna szybko wstał i rozejrzał się. Dopiero widząc pytające spojrzenie kobiety, odchrząknął.
- Usnęłaś w drodze do pałacu, a nie chciałem, abyś została w tamtym pawilonie.- mówił zakłopotany.
- Dziękuję za troskę, ale musiałeś panie spać na podłodze.- mówiła zawstydzona.
- To nic.- zaśmiał się, a kobieta uczyniła to samo. Wang Yu podszedł do stolika i nalazł wody do filiżanki. Podał ją kobiecie, a ta od razu upiła sporą część. Książę usiadł na łóżku i wpatrywał się w Arisę z uśmiechem.
- Coś nie tak?- zapytała.
- Zastanawia mnie, skąd miałaś miecz.- powiedział ciekawy.
- To długa historia.- odparła.
- Mamy czas.- zachęcił ją.
- Kiedy miałam dziesięć lat, matka pojechała ze mną do Yuan'u. Chciała oddać mnie, abym została konkubiną. Eunuch wybierający odpowiednie panny na stanowisko konkubiny lub służącej, nie chciał mnie. Byłam chorowitym dzieckiem. Matka nie była tym zachwycona. Miała nadzieję, że zostanę kiedyś cesarzową i przyniosę zaszczyt swojej rodzinie. Kiedy wróciliśmy do Goryeo, pierwszej nocy przyszła do mojej sypialni i zaczęła mnie dusić. Uważała, że po co jej dziecko, które nic nie osiągnie.- mówiąc to z jej oczu, popłynęły łzy - Baio, który widział to przez uchylone drzwi, powiadomił naszego ojca. Powstrzymał ją w ostatnim momencie. Kilka dni później odeszli zostawiając nas samych sobie. Od tamtej pory boje się zostawac sama, a podczas snu muszę miec miecz, żeby się obronic.
Wang Yu wpatrywał się w nią oszołomiony. Nie wiedział co powiedzieć, więc najzwyczajniej w świecie zbliżył się i przytulił ją. Kobieta wytarła dłonią łzy i odsunęła się od księcia.
- Ja będę o ciebie dbał, szanował i kochał.- Wang Yu spojrzał w jej oczy mówiąc to-Więc nie mów do mnie panie.- zaśmiał się. - Dla ciebie jestem Wang Yu.
***
Skoro już tu jestem pochwalę się nowym opowiadaniem, które mam nadzieję wam się spodoba :) MASK
Subskrybuj:
Posty (Atom)







