środa, 13 lutego 2019

18

       Arisa spoglądała na niebo, jej twarz nie pokazywała żadnych emocji. Jej poranne mdłości skończyły się kilka dni temu. Żyła z nadzieją, że za kilka miesięcy zostanie matką, jednak to co odczuwała jako pierwszy etap ciąży było zwykłym przeziębieniem. Niby nic, jednak był to dla niej nie mały zawód. Czuła jakby wewnętrzna część jej psychiki cierpiała jak po stracie dziecka, wmawiała sobie że nie może ronić łez za czymś co nie istnieje. Sama myśl, że  nie będzie matką w najbliższym czasie ją dobiła.
–Pani, może coś zjesz?–zapytała Yao Ming patrząc na nią z troską, kobieta tylko pokiwała przecząco głową.–Nie możesz Pani, głodować.
–Yao Ming ma rację, od rana nic nie jadłaś, zrezygnowałaś nawet ze śniadania.
–Nie jestem głodna, mam ochotę na spacer.
       Wstała z krzesła po czym bez słowa zmierzała ku ogrodom królewskim. Yao Ming spojrzała na Hou, który tylko wskazał dłonią na ich królową. Truchtem podbiegli do niej spoglądając na siebie. Brunetka podeszła do róż, kącik jej ust mimowolnie podniósł się do góry. Nic jej nie poprawiało humoru jak te kwiaty. Wyciągnęła dłoń po jedną kiedy to ukuła się kolcem. Gwałtownie odsunęła dłoń i spojrzała na krople krwi. 
–Pani pozwoli!–usłyszała za sobą. 
      Podbiegł do nich mężczyzna o średnim wzroście. Miał na sobie mundur wojska Ki Jaho. Jego uroda nie powalała na kolana. Mężczyzna za pomocą swojego miecza przeciął łodygę jednego z kwiatów. Pozbył się kolców po czym wręczył Arisie. Kobieta przyjęła kwiat z lekkim uśmiechem. 
–Dlaczego tak piękna kobieta spaceruje sama?–zapytał, a Hou już miał mu przemówić do rozumu, kiedy to rozszedł się krzyk dowódcy Ki Jaho.
–Byung-soo Yeom co ty tu robisz?–zapytał zdenerwowany, po czym uklęknął na jedno kolano.–Wybacz mi Pani, że nie dopilnowałem jednego ze swoich ludzi. Wybacz mu jego głupotę...
–Nic się nie stało.
       Odparła tylko wymijając ich. Yeom spoglądał z rozszerzonymi oczami, dopiero teraz domyślił się kim jest nieznajoma mu brunetka. Nie widział wcześniej królowej. Nie przechadzała się ona tak blisko miejsca ćwiczeń wojska. Na samym królewskim ślubie nie był gdyż pilnował porządku w mieście. W duchu przeklinał swoją głupotę, przecież ona może powiedzieć królowi o tym zajściu, a z pewnością Wang Yu nie będzie szczęśliwy z faktu, że zwykły żołnierzyk starał się być tak blisko jego żony.
***
       Wang Yu skończył właśnie spotkanie ze swoimi ministrami. Miał wolne popołudnie co oznaczało, że mógł w końcu zjeść coś w altance w obecności swojej żony. Od razu posłał Bang'a do niej, a swojej służbie nakazał przygotowanie posiłku. Wyszedł z pałacu wdychając świeże powietrze. Szedł z uśmiechem na twarzy, służące które mijał kłaniały mu się nisko. Szybko doszedł do swojego ulubionego miejsca w całym królewskim ogrodzie. Usiadł sobie wygodnie i spojrzał na puste miejsce przed sobą. Dokładnie pięć miesięcy temu to właśnie tutaj po raz pierwszy rozmawiał z Arisą. Właśnie w tym miejscu zakochał się w niej na dobre. 
       Jego wspomnienia przerwało przybycie kobiety. Uśmiechnął się do niej, co od razu odwzajemniła. Usiadła na przeciw niego, a służba rozłożyła jedzenie. Wang życząc jej smacznego złapał za pałeczki. Arisa z początku nie chciała nic jeść, ale widząc swoje ulubione danie odgoniła od siebie ponure myśli i wzięła się za jedzenie. Yao Ming widząc t odetchnęła z ulgą. 
       Arisa w jednej chwili pomyślała, że nie powinna się smucić brakiem dziecka. W końcu jest młoda, ma jeszcze czas na to. Jedna mała cząstka jej chciała, aby zbadał ją medyk. Może nie miała racji? I jej początkowe teorie były prawdą? Jakby na to nie patrzeć, medyk podczas pierwszej wizyty również to rozważał. 
–Coś cie męczy moja droga?–zapytał Wang patrząc na nią.
–Nie.–uśmiechnęła się do niego.–Dzisiaj także do mnie przyjdziesz?
–Oczywiście.–zaśmiał się.
***
         Ich wspólny obiad zakończył Moo-Song mówiąc królowi, że stało się coś ważnego. Kobieta wróciła do swojego pawilonu. Wyjęła z włosów ozdoby, Yao Ming złapała za grzebień i przeczesała jej długie czarne włosy. Kobieta spoglądała na swoje odbicie, kiedy poczuła się jakby miała zwymiotować. Zakryła usta dłonią, a służąca zaprzestała czynności która wykonywała.
–Nie dobrze Pani?–zapytała patrząc na nią.
–Już mi lepiej.–machnęła dłonią.
–Może wezwiemy medyka?–Arisa spojrzała na nią niepewnie.–Potwierdzi w końcu na czym jej wysokość stoi, ja jestem dobrej myśli. Promieniejesz Pani ostatnio. 
–Wezwij go. 
       Co nią kierowało wzywając królewskiego medyka? Chęć poznania prawdy, wolała już wiedzieć, że nie jest w ciąży niż łudzić się „a może jednak". Wiedziałaby też wtedy, ze musi zacząć starać się o potomka by Wang Yu miał następce trony. Chciała przy okazji w końcu ukrócić plotki kobiet pracujących w pałacu. Leżała na tapczanie spoglądając w sufit a starszy mężczyzna dokańczał badania. Podczas nich nie odezwał się ani słowem. Odłożył na stoliczek swoje rzeczy po czym pomógł Arisie usiąść. 
–Gratulacje Pani, jesteś w ciąży.–ukłonił się składając jej tym samym gratulacje.
–Ale...–nie mogła wydusić z siebie słowa, wstała z tapczana podchodząc do medyka.–Jesteś pewien? Od kilku dni poranne mdłości odeszły, byłam pewna, że to zwykłe przeziębienie, że...
–Jestem pewien, Wasza wysokość. W pewnym etapie mdłości zanikają. 
       Mężczyzna spojrzał na brunetkę, która pokiwała głową, a jej twarz zbladła. W ostatniej chwili złapał ją. Zawołał eunucha stojącego za drzwiami, aby pomógł mu położyć królową w łóżku. Yao Ming spojrzała na dziewczynę.
–Zajmijcie się jej Wysokością, a ja porozmawiam z królem.
***
        Wang Yu siedział w swoim gabinecie, czytając raporty od wojska. Oczy mu się kleiły, czuł już zmęczenie. Musiał jednak to dokończyć przed snem. Upił łyka herbaty, która w czasie jego pracy wystygła. Przymknął oczy na chwilę o mało nie odszedł w objęcia Morfeusza, przeszkodził mu w tym Moo-Song, który gwałtownie otworzył drzwi. Spojrzał on zaskoczony na niego.
–Królewski medyk do jego wysokości.–spojrzał na niego zaskoczony, ale nakazał medykowi wejść.
–Wybacz Panie, że cię nachodzę ale wychodzę właśnie od pańskiej żony.
–Co jej się stało?–zapytał wstając.
–Pani zemdlała na wieść o ciąży.
–Arisa jest w ciąży?–zapytał z uśmiechem.
–Tak to trzeci miesiąc, gratulacje Panie.–powiedział kłaniając się.
–Możesz odejść.
       Wang Yu stał chwilę z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Otrząsnął się jednak po czym zgasił świecę, leżącą na biurku i wyszedł z gabinetu. Moo-Song spojrzał na niego, a Wang Yu kazał mu zawołać Bang'a. Sam w czasie kiedy Moo-Song szukał eunucha szedł z Jeom-Bak w stronę pawilonu królowej. Nie spieszył się, rozmyślał o szczęśliwej wiadomości. Nie sądził, ze tak szybko zostanie ojcem. Jego szczęście było ogromne, marzył o dziecku od jakiegoś czasu. Nie wiedział tylko jak powiedzieć to Arisie.
–Panie! Coś się stało?–Bang zatrzymał się przed nim oddychając ciężko. 
–Musisz sporządzić listy do ministrów i Wanga Go. –mówił idąc przed siebie.
–Dobrze, ale w jakim celu.
–Powiadom ich o tym, że królowa jest przy nadziei. –Bang zatrzymał się, a król spojrzał na niego z uśmiechem.
–Już się za to biorę!

17

       Wang Yu spieszył się na spotkanie z żoną. Zmartwiła go wizyta Yao Ming. Zrezygnował z obiadu i od razu udał się do pawilonu królowej. Towarzyszyli mu Jeom Bak-Yi, Moo-Song oraz dowódca Ki Jaho. Wbiegli po schodach ku drzwiom prowadzącym na korytarz. Będąc już w środku Wang Yu nakazał im tutaj na niego czekać, a sam podążył w stronę sypialni Arisy. Hou i reszta służby widząc go  ukłoniła się nisko i rozsunęła drzwi.
       Wszedł nie pewny do środka i spostrzegł Arisę nalewającą herbatę do filiżanek.Zasiadł on na przeciwko i kiedy odłożyła dzbanek, uśmiechnęła się lekko. Mężczyźnie spadł kamień z serca. Skoro się uśmiecha to nie mogło się nic złego stać, prawda? Napił się gorącej cieczy. Tego trzeba mu było, w tak chłodny dzień marzyła mu się ciepła herbata. 
–Czy coś się stało?–zapytał odkładając filiżankę.
–Chciałam się pogodzić.–uśmiechnęła się.–Przepraszam.
–Nie musisz mnie przepraszać.–ucałował jej dłoń.–To nie wszystko prawda? Yao Ming, mówiła że był u ciebie medyk.
–Tak to prawda, był u mnie.–spojrzała na niego–To nic poważnego, zwykłe osłabienie.
***
         Xianmei od jakiegoś czasu była w Yuan'ie. Aktualnie oczekiwała wizyty synów El Temura. Pojawili się oni chwilę przed zapadnięciem zmroku. Tang Qi-shi zasiadł na przeciw kobiety, a Ta La Hai chwilę się zawahał po czym również zasiadł. Niedoszła żona króla Goryeo spojrzała na młodszego z braci i uderzyła dłonią o stół.
–Miałeś ją zabić! A co? Została królową!–wykrzyczała, a zaskoczony Tang Qi-shi spojrzał na nich.
–Pracuję nad tym.–bronił się.
–O czym wy mówicie?–włączył się do rozmowy.
–Twój brat obiecał mi, że zabije królową Goryeo, która podstępem zabrała mi mój tron. 
–Czy ty myślisz, że łatwo dostać się do Goryeo niepostrzeżenie i zabić władcę?–wymamrotał.
***
      Arisa zbierała róże w ogrodzie, aż nie usłyszała sprzeczki. Wyszła zza krzewów kwiatu i spojrzała na osoby, które się tak nie miłosiernie na siebie drą. Jej oczom ukazał się książę Ta Hwan oraz Szakal. Wojownik uczył księcia strzelania z łuku co szło mu dosyć opornie. Kobieta dała kwiaty Yao Ming i wolnym krokiem podeszła do nich. Stanęła na schodach i spoglądała na ich poczynania. Szakal widząc królową momentalnie puścił łuk i się ukłonił. 
–Witaj Pani!–walnął księcia w ramie i ten również lekko skinął głową. 
–Książę jak się czujesz? Potrzeba ci czegoś?–zapytała, kiedy ten na nią spojrzał.
–Wszystko jest w porządku.–odparł
–Jeśli czegoś będzie ci brakować, lub będziesz potrzebował towarzystwa niech Szakal mi to doniesie.–uśmiechnęła się i żegnając odeszła od nich.
***
       Tang Qi-shi spojrzał na swojego młodszego brata , a następnie wzrok przeniósł na zachodzące słońce. Zastanawiał się czy rzeczywiście jego brat planował zabójstwo królowej. W końcu Bayan ma zabić księcia i tym samym zniszczyć ten kraj. Dodatkowo rozmyślał kto mógł od tak zachwycić króla. W końcu od dziecka Xianmei była nazywana pięknością, ojciec myślał nawet żeby pojął ją za żonę. Jej charakterek niszczył cudowny wizerunek, który wzbudzała. Denerwowała go niesamowicie.
–Bracie o czym myślisz?
       Spojrzał na niego i nie odpowiadając pośpieszył konia ruszając w stronę pałacu. Coś mu mówiło, że ojciec będzie chciał z nim porozmawiać, i to nie będzie nic dobrego.
***
      Bayan wraz ze swoim bratankiem Tal Talem klęczał na przeciwko El Temura, który ze złością się w nich wpatrywał. Nie mógł uwierzyć, że wielki generał nie umiał zabić dzieciaka. Stukał nierytmicznie palcami o blat drewnianego stołu. W momencie kiedy Bayan, chciał przelać kolejną falę przeprosin do gabinetu regenta weszli jego synowie. Mężczyźni spojrzeli na nich ze zaskoczeniem.
–Bayan nie wykonał zadania.–Regent wstał z krzesła–Tang Qi-shi zabierz ich do lochów, nie mam ochoty patrzeć na ich twarze.
***
       Królowa nie wiedziała dlaczego nie powiedziała wprost mężu o diagnozie lekarza. Bała się, wiedziała ile razy ktoś czyhał na jej życie. Jeśli i tym razem by tak było? Jeśli znowu ona by przeżyła, a rozwijające się w jej brzuchu życie nie? Wolała, w takim przypadku sama cierpieć niż, żeby Wang Yu czekał na dziedzica, a pewnego dnia go stracił. 
       Spojrzała na białe ubranko. Podniosła je i przejrzała je z każdej strony. Czuła narastające szczęście, ale i niepokój. Medyk powiedział, że podejrzewa ciąże, ale może to być również coś innego. Było dla niego zbyt wcześnie jak na oczywiste stwierdzenie.  Yao Ming uśmiechnęła się lekko widząc jak jej pani przegląda dziecięce ubrania. Ciężko jej było to przynieść bez zwracania uwagi służby. Hou wszedł do środka niepostrzeżenie z tacą, na której była kolacja jej wysokości.
–Pani, może nie powinienem się wtrącać, ale...–obie spojrzały na niego– może jednak powiesz królowi? Prędzej czy później dowie się, że medyk tu bywa.
–Mam mętlik w głowie Hou, wiem że nie robię dobrze ukrywając to.–odłożyła ubrania wstając z łóżka.–Z drugiej strony chce mieć pewność. 
–Jeżeli na prawdę okaże się, że jesteś Pani w ciąży to Wang Yu oszaleje ze szczęścia.–powiedział eunuch, a ona uśmiechnęła się na te słowa i chwyciła za pałeczki.
***
       Bang zakrył usta dłonią po tym co usłyszał. Jego serce przepełniła momentalnie radość. Nie sądził, że niosąc kwiaty od króla usłyszy taką nowinę. Z uśmiechem oznajmił swoje przybycie, a Hou otworzył mu drzwi. Eunuch jakby na skrzydłach złożył na dłoniach kobiety kwiaty. Obwieścił królowej, że są od Wang'a Yu, po czym życząc dobrej nocy opuścił jej pawilon. Wychodząc z niego obrócił się jeszcze i powiedział pod nosem.
–Takie rzeczy.
        W dobrym humorze wrócił do swojego króla i stanął po jego prawej stronie. Mężczyzna czytał dostarczone traktaty i inne ważne obwieszczenia. Dostał od dowódcy Ki Jaho sprawozdanie na temat postępów w szkoleniu armii. 
       Moo-Song spojrzał podejrzliwie na eunucha. Był zbyt zadowolony, nawet nie ukrywał tego faktu. Wywrócił oczami, kiedy ten zachichotał pod nosem.
–Bang, co się z tobą dzieje?–zniesmaczony król spojrzał na swojego eunucha.
–Nic Panie! Po prostu rozpiera mnie radość.
–A czym ona jest spowodowana?–już chciał mu powiedzieć wszystko co wie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. W końcu słyszał, że Arisa miała wątpliwości dotyczące jej obecnej sytuacji. Zauważył też, że Wang Yu ostatnio oddalił się od swojej żony przez co momentalnie zmarkotniał. 
–Panie, czy ty w ogóle jeszcze kochasz Arisę?–zapytał nagle, przez co Wang Yu wypuścił z dłoni pędzel.
–Bang, nie powinno cię to interesować!–odezwał się Moo-Song.
–Po prostu odniosłem takie wrażenie, nie unoś się tak.–eunuch odwrócił głowę urażony.
–Nigdy nie przestałem jej kochać, ale Bang ma racje w ostatnim czasie ją zaniedbałem.–powiedział czując wyrzuty sumienia. W końcu skoro jego eunuch, a zarazem najlepszy przyjaciel mają takie odczucie, to co dopiero jego żona.
–Więc może, zamiast spędzać noc tutaj, pójdziesz do niej?
–Masz rację, i tak jestem z tym na bieżąco.
***
        Yao Ming pomogła królowej schować ubranka w skrzyni, aby nikt ich tu nie zobaczył. Juz miała kłaść się spać, kiedy Hou oznajmił jej przybycie Wanga Yu. Yao Ming słysząc to od razu ukłoniła się i wyszła ze sypialni. Do środka wszedł król z lekkim uśmiechem. Arisa uklonila się i spojrzała na niego.
– Mam nadzieje, że nie będziesz zła jeśli będę spał tutaj.
– Będę bardzo szczęśliwa.
       Pomogła mu zdjąć nie potrzebną część garderoby. Usneli po dłuższej rozmowie. Wang Yu dopiero teraz dostrzegł, jak w ciągu tego miesiąca tęsknił za jej obecnością.

środa, 20 czerwca 2018

16

     Arisa wraz z ludźmi Jen-ta wyruszyła w nocy do obozu wygnanego księcia? Dlaczego? Właściwie czuła się zaniepokojona po rozmowie z Wang Go. Ich wyprawa była spokojna i szybka. Nocny zimny powiew wiatru tylko ich napędzał. Cicha noc dodatkowo budziła w nich niepokój. Pośpieszając konie stanęli na pagórze. Słońce wschodziło już po woli ku górze, a na płaszczyźnie znajdowało się obozowisko. Arisa widząc, że gdzieniegdzie żołnierze gaszą poważne pożary pognała swojego konia ku dołowi. Jen-ta od razu wiedział, że doszło tu do walki. Jego królowa nieumyślnie ruszyła w tym kierunku, nie zdając sobie sprawy, że może być tam nie przyjaciel.
     Kobieta na swoim rumaku wbiegła do obozowiska. Rozejrzała się po miejscu, a ciekawi żołnierze Yuanu spoglądali na nią. Zza rogu wyszedł dowódca Ki Jaho, mężczyzna widząc królową podbiegł i ukląkł spuszczając głowę.
–Co tu się stało?
–Zaatakowano nas w nocy, poinformowano nas, że książę nie żyje.–Arisa momentalnie zbladła, wiedziała jakie konsekwencje może mieć za sobą śmierć księcia.–Z królem jednak podejrzewamy, że on gdzieś tutaj jest.
–Weź mojego konia, musimy go znaleźć.
        Zeskoczyła ze zwierzęcia i ruszyła w stronę namiotów. Jen-ta wiernie jej towarzyszył. Żołnierze Goryeo byli zaskoczeni widokiem jej wysokości, ale nic nie mówili. Natomiast posłańcy z Yuan'u z podejrzeniem obserwowali, każdy jej krok.  
      Bayan chodząc po obozowisku wraz z bratankiem spostrzegł kobietę, chcącą wejść do jego namiotu. Krzyknął do intruzów i ruszył w ich kierunku. Tal Tal przyjrzał się kobiecie, po czym również skierował swoje kroki w ich kierunku. Bayan złapał za rękę Arisy i siłą odciągnął od namiotu. Jen-ta wyjął miecz z pochwy i spojrzał zły na mężczyznę.
–Jeśli nie chcesz Panie, aby doszło do zamachu stanu radzę nie wchodzić mi w drogę. 
–Kim ty niby jesteś?
–Wasza Wysokość, co ty tutaj robisz?
     Zza ich pleców rozbrzmiał głos Wang'a Yu. Bayan słysząc to z zasady ukłonił się prosząc o wybaczenie ze strony władczyni kraju, w którym przebywał. Brunetka spojrzała na zszokowanego króla, który nic nie mówiąc odciągnął ją na bok. Przeszli kawałek, po czym kładąc jej dłonie na ramionach rozpoczął rozmowę.
–Po co tu przyjechałaś?
–Miałam złe przeczucia, i jak widzę dużo się nie pomyliłam.
–Książę z pewnością żyje, proszę wróć do pałacu. 
–Ale...
–To rozkaz.–ton jego głosu zmienił się na władczy.
      Kobieta dmuchnęła w grzywkę i odwróciła się idąc w stronę gdzie zostawiła konia. Nie miała ochoty na kłótnie, więc wraz z Jen-tą ruszyła w podróż powrotną. Ta droga była już dużo szybsza i przed zachodem słońca byli w pałacu. 
***
        W stolicy Yuanu ciężko chorował ośmioletni cesarz. Nie mógł sam nawet zjeść. Czuwała przy nim Cesarzowa Wdowa, dopilnowała by chłopiec zjadał przygotowane dania, wycierała mu spocone czoło, które powodowała wysoka gorączka. Matka chłopca już czuła, że musi pomału żegnać się z synem.
       Przejechała dłonią po twarzyczce synka i lekko uśmiechnęła się. Momentalnie jej oczy zaczęły się szklić. Może i uroniła by łzę, gdyby nie El Temur, który wparował do środka. Kobieta momentalnie spoważniała i spojrzała na niego z pogardą. Był zwykłym namiestnikiem cesarstwa, ale ślinka mu ciekła na myśl o tronie.
–Ja go nakarmię.–powiedział biorąc od Cesarzowej Wdowy łyżkę.
       Kobieta wstała z łóżka cesarza, i nie odwracając się za siebie wyszła z pomieszczenia, mając tylko nadzieję, że w końcu ktoś zniszczy El Temura, tak jak on niszczy rodzinę królewską.
***
       Udało się znaleźć księcia Ta Hwan'a. Chłopak ukrywał się w skrzyni. Król był zadowolony z takiego obrotu spraw. Gdyby nie odnalezienie księcia, to z pewnością Goryeo mogłoby poważnie ucierpieć. Życie Ta Hwan'a teraz jest w ich rękach. Wjechali do stolicy Goryeo, lud powitał swojego króla,a ten z dumnie uniesioną głową ruszył prosto do pałacu. 
      U szczytu długich schodów stała Arisa ze swoją świtą. Pojawił się także Wang Go, oraz inni ministrowie. Jego wysokość zszedł z konia i powitał swoją żonę. Z lektyki wyszedł Ta Hwan, chłopak rozejrzał się dookoła i z uśmiechem stwierdził sam przed sobą, że Goryeo jest bardzo podobne do Yuanu. 
–Witaj wasza wysokość Ta Hwan'ie!–Wang Go ukłonił się nisko i odczekał kilka sekund by ponownie spojrzeć na wygnanego księcia.
–Ładnie tu macie–powiedział z uśmiechem.–Nie myśleliście nad zmianą nazwy? Yuan mógłby być dobrym przyjacielem...
–Nie–król odparł dosadnie.–To jest Goryeo, a my mamy swoje tradycje i nie będziemy się wam podporządkowywać.
–Zaprowadźcie księcia do jego pawilonu.
      Arisa powiedziała to widząc minę króla. Bang słysząc rozkaz ukłonił się swoim władcom i uśmiechając się do księcia. Zostawił wszystkich zebranych, król odprowadził księcia spojrzeniem po czym zdenerwowany udał się postrzelać z łuku dla rozluźnienia. Arisa westchnęła cicho i również odeszła.
       Od kilku godzin Wang Yu namiętnie strzelał do celu, ignorując wszystkich obecnych. Chwilę wcześniej nakazał Bayanowi i Tal Talowi wrócić do ich cesarstwa. Rozmyślał nad faktem, że książę będzie musiał być na terenie jego pałacu przez rok. Idzie jesień, i według jego ludzi będzie ona bardzo chłodna. Zima z pewnością też ich nie rozpieści, musiał wytrzymać. Już na wiosnę, gdy tylko będzie cieplej odeśle go. 
***
     Od miesiąca Wang Yu, rzadko przebywał ze swoją żoną. Musiał zajmować się sprawami politycznymi. Dodatkowo po jednej z pierwszych kłótni nie wiedział co miałby jej powiedzieć. Kobieta całe dnie spędzała na spacerach i siedzeniu w swoim pawilonie. Była już końcówka września, dni były coraz krótsze, a noce zimne. Tęskniła za spędzaniem czasu ze swoim mężem, po mimo złych słów, które padły nie miała mu tego za złe. Oboje mieli różne charaktery, które się uzupełniały będąc razem. 
       Chodziła po swojej sypialni czekając na medyka, który miał się u niej pojawić. Od kilku dni czuła się słabo, omdlewała i nie miała ochoty na posiłki. Bała się, że mogą być to konsekwencję jej upadku sprzed kilku tygodni. Drzwi rozsunęły się, a Hou wpuścił do środka medyka, po czym zniknął za drzwiami.
–Co ci dolega Pani?–zapytał kładąc rzeczy, które ze sobą zabrał na stoliku.
–Od kilku dni nie czuję się najlepiej, martwię się że może to być spowodowane moim wypadkiem.
–To możliwe, zajmijmy się badaniem.
     Medyk zbadał królową i obwieścił jej przyczynę swojego samopoczucia. Po zostawieniu najważniejszych lekarstw pożegnał Arisę i zostawił ja samą siedzącą na łóżku. Hou wszedł do sypialni z Yao Ming. Dziewczyna wystraszyła się widząc bladą twarz królowej. Podbiegła do niej i uklękła.
–Proszę, wezwijcie Wanga Yu.

wtorek, 13 lutego 2018

15

   Bayan siedział z TalTalem w swoim namiocie analizując mapy. Ich cel był bliski,ale nie współpracujący książę wszystko niszczył. Już czuł na plecach bat El Temur'a. Poczuł dreszcze na myśl o nim. Tal Tal chciał tylko zakończyć tą misję i powrócić do domu. Do namiotu wszedł jeden z żołnierzy. Ukłonił się nisko i oznajmił, że żołnierze Goryeo przybyli.
    Bayan'owi nie było na rękę, że ich król postanowił ich tu wysłać. Mogli wszystko zniszczyć, a tego nie przeżyłby. I to dosłownie, El Temur by go zabił, a ciało rzuciłby dzikim zwierzętom. Mężczyzna wstał z krzesła i podszedł do bratanka. Gestem ręki przywołał go.  Oboje opuścili namiot, aby spotkać się z ludźmi króla.
    Ki Jaho stał na początku swojej małej, ale silnej armii. Król Wang Yu wysłał go, aby przetransportował księcia. Nie mogli pozwolić, żeby zginął na ich ziemi.
    Wśród żołnierzy jeden się wyróżniał. Był nie wysoki i drobny, wyglądem przypominał bardziej kobietę,a niż mężczyznę. W okolicach znany był bardziej jako Szakal. Po pomocy Wang'owi Yu dołączył do armii króla nie wiedząc, kim on jest. Okazał się on lojalnym i wyjątkowym wojownikiem.
    Bayan widząc żołnierzy przystanął kilka kroków przed nimi. Przyjrzał się uważnie każdemu.
– Po co król was nasłał?– zapytał szorstko.
– Tutaj zaczynają się ziemię Goryeo, my teraz dbamy o bezpieczeństwo księcia.
– My jesteśmy od tego!
    Ki Jaho spojrzał na mężczyznę widząc, że z pewnością coś knuje. Dlaczego tak bardzo zależy mu na osobistym dostarczeniu księcia.
– Słyszeliśmy o  stanie jego wysokości, w Goryeo czeka już na niego medyk. Nie obchodzi mnie czy ty generale pozwolisz czy też nie. Jeśli trzeba będzie weźmiemy go siłą.
– To nie będzie konieczne, ale również wyruszymy z księciem.
    Tal Tal wypowiedział te słowa powstrzymując wuja od niepotrzebnych zgrzytów. Nie są one im teraz potrzebne. Musieli działać dyskretnie. Ki Jaho nakazał swojemu wojsku, aby zbadali teren, a sam poszedł spotkać się z księciem.
– Wyślij jednego z naszych do generała Joo niech się przygotowuje. Dzisiejszej nocy młody książę odbędzie swoją ostatnią drogę .
    Tal Tal zrobił to co kazał mu wuj. A sam przygotował miejsce niedaleko obozowiska.

***

    Arisa czytała pisma ludności Goryeo, które zebrały się od czasu kiedy Wang został królem. Udało jej się uporządkować wszystko i wybrać prośby, które miały pomoc ogółu społeczeństwa. Siedząc od wschodu słońca przy nich musiała przyznać, że jej mąż jest wielkim człowiekiem. Robił wszystko co mógł dla kraju i jeszcze znajdował czas dla niej.
    Hou otworzył drzwi i spojrzał na swoją panią. Ukłonił się j oznajmił, że Wang Go przybył na spotkanie. Arisa wstała z miejsca i nakazała eunuchowie go wpuścić. Kobieta zebrała wszystko ze stolika i schowała. Nie chciała, aby ta fałszywa żmija miała jakikolwiek wgląd do spraw Goryeo. Skrzypnięcie podłogi dało jej znak, że mężczyzna wszedł do pomieszczenia.
    Arisa odwróciła się i spojrzała na starszego mężczyznę. Ubrany był w najlepszej jakości materiał. Starannie ułożone włosy dodawały mu dostojności. Wang Go ukłonił się nisko i spojrzał w oczy królowej nie tylko Goryeo, a i jego serca.
– Pani wyglądasz olśniewająco. Cieszy mnie fakt, że zgodziłaś się na spotkanie ze swoim wiernym sługa.
– Wiernym? Czyżbyś to nie ty oskarżał mnie o sfałszowanie dokumentów?– Arisa spojrzała na jego pełna skupienia twarz.
– Nigdy w życiu nie posunąłbym się do tego.
– Jaki miałeś cel przychodząc tutaj?
– Zobaczenia cię pani.
    Arisa spojrzała na niego z zaskoczeniem wypisanym na twarzy. Ten mężczyzna był wielką zagadką. Raz stawiał kłody od jej nogami, a teraz przesyła komplementy.
– Wybacz, ale nie mam czasu na spotkania towarzyskie.
– Przygotowujesz się do roli wdowy?– kobieta chciała coś powiedzieć jednak mężczyzna nie pozwolił jej na to– Każdy wie, że książę zostanie zabity. A jak stanie się to na naszych ziemiach to zabiją władcę. Wang Yu wyruszając tam popełnił najgorszy błąd.– mężczyzna przycisnął ją do ściany, nie zważając na protest kobiety – Po jego śmierci ja zostanę królem, a ty moja konkubiną.
    Kiedy zbliżał się w stronę jej ust poczuł bolesny ból w stopie. Arisa wykorzystując jego nieuwagę odepchnęła go od siebie. Spojrzała na niego z pogardą i wyszła z pomieszczenia. Odchodząc nakazała żołnierza wyrzucenie go z pałacu.  Kobieta nie zważając na wołania swoich dni dworu wróciła do pawilonu.
– Pani!– Yao Ming spojrzała na nią i odetchnęła głośno. Hou, który dopiero dobiegł do nich również oddychał głośno. Arisa spojrzała na nich że łzami w oczach.
– Przyślijcie do mnie Jen-ta.

***

    Wang Yu przemierzał swą drogę szybko. Słońce już zachodziło,a on nie miał czasu na obijanie się. Jego ludzie wiernie podążali za nim nie zostając w tyle. Nie wiedzieli czy uda im się przybyć na czas jednak odganiali od siebie myśli o przegranej. Zmęczenie było słabsze od chęci uratowania Goryeo. Z podniesionymi głowami i gotowi do boju ruszyli w stronę granicy.

***

     Zapadł zmrok. Bayan ostrożnie wraz z Tal Talem wycofał się z obozowiska na górę niedaleko. Mogli z niej widzieć jak rozwija się sytuacja. Szakal natomiast pełnił swoją wartę i chodził po obozie sprawdzając, czy nic niepokojącego się nie dzieje. Zatrzymał się przy namiocie księcia i przyjrzał mu się. Rozmyślał o tym co by się stało gdyby nie udało im się go uratować. Te przemyślenia przerwał jeden z żołnierzy.

–Wracaj do siebie, moje kolej na patrol.

    Szakal pokiwał głową i odszedł. W tym samym czasie w namiocie księcia trwała konwersacja z jego eunuchem.  Książę wpadł na genialny plan przebrania się za żołnierza i opuszczenia obozowiska. Jego miejsce miał zająć ów eunuch. Książę nakazał mu się położyć, a sam przykrył go.

– Panie, a jeśli się nie uda?

– O wschodzie słońca zdejmij to ubranie i uciekaj, jasne?
   Eunuch pokiwał głową. Książę zasłonił łóżko baldachimem i zakładając hełm po cichu opuścił namiot. Szedł wśród żołnierzy z opuszczoną głową. Nie mógł sobie pozwolić na zdemaskowanie go. Słysząc rozmowę znanego mu generałowi spanikował i schował się w pierwszym lepszym namiocie. Pech chciał, że jego właściciel był w środku i z gotową bronią przyglądał mu się. Chłopak zrobił trzy kroki do tyłu i poczuł ostre narzędzie przy szyi.

–Coś za jeden?

–Nie krzywdź mnie, proszę.

    Szakal spojrzał na mężczyznę, który odwrócił się w jego stronę.

–Kim jesteś?

–Nie mów tylko nikomu....–rozejrzał się jakby ktoś miał ich podsłuchiwać–Jestem księciem.

–A ja królową, wynocha stąd!

    Młody książę został wywalony z namiotu i o mało nie wpadł na jednego z żołnierzy Bayana. Ukłonił mu się i poszedł w drugą stronę. Drogę zagrodziła mu płonąca strzała, która wbiła się w ziemie tuż obok niego. Chłopak przełknął głośno ślinę i widzą popłoch żołnierzy rozglądał się za jakąkolwiek kryjówką dla niego. Brama, która miała chronić obóz została rozwalona, książę widząc wojowników rozszerzył swoje oczy.

–Szukać księcia i go zabić!

–No już.–odparł bardziej do siebie i wbiegł do pierwszego lepszego namiotu. Rozejrzał się przerażony i widząc skrzynię dużo nie myśląc schował się w niej modląc się, aby dotrwał do poranka.


poniedziałek, 2 października 2017

14

   Przez niezalesione tereny sporej wielkości grupka przemierzała kolejne kilometry. Byli to w większej mierze żołnierze oraz kilku eunuchów. Nie była to byle jaka wyprawa, w lektyce siedział książę Yuanu. Miał odbyć swoją banicję, jego celem były południowe góry. Gdzie miał zostać do końca swoich dni. Młody książę uchylił drewniane okienko i niepewnie wychylił głowę. Jego eunuch widząc to podbiegł do niego. Książę uśmiechnął się słabo i złapał za czoło.
- Źle się czuję. - powiedział- Zróbmy postój.
- Ale panie do zachodu słońca jeszcze daleko!- Jadący na koniu niedaleko Bayan nie mógł sobie pozwolić na opóźnienia.
- Ale ja się źle czuję!
    Bayan spojrzał na niego złowrogo i przez zaciśnięte zęby nakazał postój. Książę siedział w lektyce tak długo, aż jego namiot był gotowy do odpoczynku. Chwiejącym się krokiem szedł w jego kierunku. Oczywiście była to gra, ale nie mógł pozwolić na szybsze dotarcie do Goryeo. Czuł, że ta wyprawa skończy się jego śmiercią. Nie mógł uwierzyć, że tak szlachetny człowiek jak Bayan oddał się w ręce El Temura. Przecież przez tyle lat był wierny jego ojcu, a teraz od tak zabije jego syna? Jedynym ratunkiem była śmierć jego sześcioletniego brata, który został cesarzem. Nie jest to może dobre podejście, ale chłopiec jest chory. Męczy się w cesarskim pałacu, a przy nim jest tylko Cesarzowa Wdowa. Nie chciał śmierci brata, kochał go. Jednak była ona nieunikniona, więc on musi żyć do dnia kiedy jego brat zamknie oczy. Wtedy będzie mógł wrócić do swojego domu. Jego natarczywe myśli przerwał bratanek generała Bayana.
- Nie udaje, ma słabe tętno. - Tal Tal zabrał rękę z dłoni księcia. - Musi odpocząć.
- Opóźnia nas tylko! Do Goryeo został dzień! - Bayan nie ukrywał złości.
- Musimy tu zostać, aż się nie poczuje lepiej.
    Bayan zezłoszczony wyszedł z namiotu. Nadal są na terenie Yuanu, i nie mogą go zabić. Tak niedaleko jest ich cel, a wynajęci przez El Temura zabójcy już czekali od kilku dni. Odwrócił się i ostatni raz spojrzał na namiot tego dzieciaka. Musiał napić się wina, inaczej jeszcze mu coś zrobi.
***

    Król nie miał sił myśleć teraz o zbliżającym się do jego królestwa księciu. Jedynymi myślami krążącymi w jego głowie było to czy jego najdroższa żona żyje. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Chodził po korytarzu w jej pawilonie czekając, aż medyk wyjdzie i powie mu cokolwiek. Moo-Song spoglądał na Wanga ze smutkiem, z drugiej strony zaczynała go już boleć głowa od patrzenia jak chodzi z kąta do kąta. Wang spojrzał na drzwi jakby wiedząc, że medyk przez nie właśnie w tej chwili przejdzie. Król podszedł do niego i oczekiwał jakiejkolwiek informacji.
- Jej wysokość obudziła się, upadek był bardzo groźny.- mówił patrząc na niego- Straciła dużo krwi, więc teraz powinna dużo odpoczywać. Po za kilkoma siniakami i bólem głowy nie powinno nic innego się dziać.
- A to nagłe omdlenie? - zapytał.
- To już inna sprawa, jej wysokość to okaz zdrowia. Przebadałem ją i nie odkryłem niczego niepokojącego w organizmie. Na jej kolanach są rany, które mówią o upadku. Gdyby omdlała spadłaby całym ciałem.
    Wang podziękował medykowi i wszedł do sypialni żony. Po raz drugi o mało jej nie stracił. Kolejny raz nie było go przy niej. Musiał to zmienić. Kobieta widząc mężczyznę wyciągnęła słabo dłoń. Wang przyspieszył i złapał ja. Ucałował lekko i zamknął w swojej. Spojrzał na jej twarz była blada, a oczy podkrążone. Ułożył się obok niej i czekał aż uśnie. Głaszcząc ją po głowie rozmyślał nad słowami medyka. Została zepchnięta? Tylko kto to mógł zrobić.
- Ariso, śpisz?- zapytał szeptem.
- Nie.- odparł mu cichy głos.
- Jak to się stało?
- Nie pamiętam.
***

    Czarnowłosą obudziły promienie słoneczne wkradające się do pokoju. Niedaleko łoża stał Hou. Kobieta usiadła na krawędzi łóżka. Eunuch momentalnie znalazł się przy niej. Arisa gestem dłoni dała mu znak, że da sobie radę. Królowa rozejrzała się  i dostrzegła brak Yao Ming.
– Gdzie jest Yao Ming?– zapytała wstając. Ból w nogach był ogromny, nie mogła sobie jednak pozwolić na nic nie robienie. Pełniła ważna funkcję, która wymagała od niej poświęceń. Hou szedł za nią będąc gotowy złapać ja w razie potrzeby.
– Yao Ming jest na zebraniu zwołanym przez księżniczkę...
– Czy król o nim wie?– przerwała mu wyciągając suknie.
– Wątpię, wasza wysokość.
Mężczyzna pomógł swojej pani z ubiorem sukni, a Arisa w tym czasie spięła włosy spinką.
– Dawno się zaczęło?– mężczyzna powiedział, że zebranie zwołane przez księżniczkę było spontaniczne i rozpoczęło się chwilę przed tym jak wstała.– Sądzę, że powinnam się z nią spotkać.
***

    Księżniczka Kyunghwa opuściła sale, w której  zgromadziła spotkanie służek z pałacu. W końcu mogła poczuć się jak ktoś ważny. Nie ukrywała, że poczucie wyższości było dla niej najmilszym uczuciem. Słońce oświeciło w jej twarz, a śpiew ptaków odprowadzał ja. Schodziła ze schodów, tych samych z których zepchnęła Arise. U ich podnóża dostrzegła Jen-ta. Kobieta zatrzymała się kilka stopni od niego.
– Jej wysokość wzywa cię do siebie.
    Odparł z poważną miną. Kobieta cofnęła się o krok, wojownik widząc to złapał ją za ramię i siłą zaprowadził do ogrodu gdzie czekała Arisa. Dlaczego to robił? Dostał rozkaz oraz dowiedział się od kilku mężczyzn widzących wczorajsze zdarzenie, że to właśnie księżniczka Kyunghwa doprowadziła królowa do tego stanu. Jen-ta wszedł do altanki i wepchał kobietę. Księżniczka upadła na kolana przed pijąca herbatę Arisa.
– Daje ci szansę na wyjaśnienia.– powiedziała odkładając filiżankę. Hou natomiast nalał z dzbanka więcej wywaru.
– Nie mam nic do powiedzenia.– kobieta odwróciła głowę.
– Patrz w oczy swojej krokowej.– Jen-ta wykrzyczał w jej stronę.
– Ona nie jest moją królowa.– wysyczała.
– Zabierz ja do króla i powiedz co wiesz.– Arisa wstała i spojrzała na wojownika.
   Mężczyzna ukłonił się i biorąc kobietę za rękę udał się w stronę gdzie mógł znajdować się król. Kobieta zrobiła kilka kroków i oparła się o belkę. Upadek ze schodów zaowocował bólem nóg i pleców. Od czasu do czasu bólem głowy. Wiedziała, że jej wypadek nie był bardzo groźny, dlatego aż tak nie przejmowała się swoim zdrowiem.
***

    Moo-Song wraz z Jeom Bak-Yi i Bang'iem szli za królem. Wang Yu był zamyślony i roztargniony. Nie miał pojęcia co robić. Wyjechać na spotkanie z księciem Yuanu i zostawić Arisę, czy też darować to sobie. Westchnął ciężko i słysząc głośna kłótnie odwrócił się w kierunku dźwięku. Dostrzegł w oddali Jen-ta oraz księżniczkę Kyunghwe, ulubienicę Wanga Go. Przystanął i poczekał aż ta dwójka nie podejdzie.
– Panie wybacz mi te hałasy, ale przyprowadziłem winowajcę wczorajszego wypadku królowej.
– To nie prawda wasza wysokość!– kobieta upadła na kolana spoglądając na niego.
– Skąd masz te informacje przyjacielu?– Wang Yu spoglądał na wojownika.
– Dwóch żołnierzy dowódcy Ki Jaho to widziało i mi doniosło.
– To nie prawda!– wykrzyczała księżniczka.
– Zabierzcie ja do lochów.
     ***

    Arisa wróciła do swojego pawilonu i siadając na krześle poczuła ulgę. Ciężko chodzić gdy ma się żadnych na kolanach i łydkach. Siniaki również jej nie pomagały. Yao Ming ściągała z tacy obiad Arisu, a w tym samym czasie opowiadała jej co było na zebraniu. Monolog kobiety przerwał Bang wchodzący do pomieszczenia. Ukłonem powitał swoją królowa.
– Jego wysokość przesyła ci ten list.
Zaskoczona Arisa chwyciła go i rozsunęła.
„ Moja ukochana, musiałem wyjechać powitać księcia z Yuanu. Będzie on przez kilka dni naszym gościem. Wrócę za trzy dni. Bang po dostarczeniu tego listu dołączy do mnie. W czasie mojej nieobecności oddaje władze w twoje ręce.
Dbaj o siebie."


    Arisa spojrzała na eunucha, który ukłonił się i opuścił pokój. Czyli teraz ona musi zająć się królestwem.

środa, 26 lipca 2017

13


   Królowa Goryeo siedziała spoglądając jak jej mąż ćwiczy strzelanie z łuku. Od dnia, w którym zostali koronowani minęło zaledwie kilka dni, a oni mieli już masę rzeczy na głowie. Ona właściwie zajmowała się dworem, który nie dawał jej chwili spokoju nawet podczas posiłków. Wang Yu miał sprawy dotyczące królestwa, jak i sojuszów. Dopiero dzisiaj mogli spotkać się i spędzić chwilę czasu razem. Spojrzała ona na eunucha króla, który wyczuł jej spojrzenie. Kobieta przywołała go gestem dłoni. Mężczyzna truchtem podbiegł w jej stronę, Arisa odsunęła krzesło obok siebie i nakazała mu usiąść.
- Bang, powiedz mi jak inne królowe dawały sobie radę z tymi obowiązkami?- zapytała spoglądając na niego. Mężczyzna zaśmiał się w duchu.
- Pani, dajesz sobie bardzo dobrze radę. - mówił z uśmiechem. - Zazwyczaj inne królowe wyznaczały dwie damy dworu, które były odpowiedzialne za wschodnie czy też zachodnie skrzydła.
- Mogłabym również wyznaczyć takie osoby?- zapytała z lekkim uśmiechem.
- Oczywiście, muszą by to jednak osoby godne zaufania. Taką decyzję trzeba umieścić na piśmie i przekazać królowi.
- Dziękuję Bang.
    Uśmiechnęła się, a eunuch odszedł do służby króla. Od jej koronacji służba Arisy zmieniła się, towarzyszyły jej nieznane osoby. Nie były one kimś z kim mogła porozmawiać, czy też wyżalić. Jedyne co robiły to podążały za nią i poprawiały każdy gest. Wang Yu musiał zakończyć swoje swoje ćwiczenia zebranie, które zwołał. Podszedł do swojej żony z wielkim uśmiechem.
- Wybacz ukochana, muszę już iść.- powiedział to, ale widząc smutek na jej twarzy położył dłoń na jej policzku. - Przyjdę dzisiejszego wieczora towarzyszyć ci we śnie.
    Powiedział to i ucałował jej czoło. Następnie udał się do swojego pawilonu by odziać odpowiedni strój na tego typu spotkanie. Wang Yu zarządził, że mają przyjść wszyscy ministrzy. Spotkanie natomiast miało miejsce w ogrodzie. Gotowy król wraz ze swoją świtą na czele z Bang'iem szedł po wyłożonych kamieniach. Przy stolikach siedzieli już wszyscy zebrani, widząc nowego króla wstali z poduszek i powitali go niskimi ukłonami, Wang wyminął ich wszystkich i usiadł na specjalnym miejscu. Spojrzał na wszystkich i rozpoczął zebranie.
- Nie będzie to zebranie jakiego każdy z was oczekiwał. Dostając te dowody wiem, co każdy was ma na sumieniu. Jedni zabili męża kobiety, która ich odrzuciła.- spojrzał na jednego z ministrów.- Drudzy podnosili podatki, nie zgłaszając tego królowi.- spojrzał na starca- Jeszcze inni handlowali nielegalnie solą.- zerknął na Wang'a Go.- Nie mam zamiaru wam na to pozwalać! Zamierzam zakończyć wasze poczynania.
- Panie skąd masz pewność, że zapiski są prawdziwe? Przyniosła je królowa, nikt ich wcześniej nie widział!- wykrzyczał jeden z ministrów.
- Właśnie! Panie, królowa musiała je sfałszować, my nigdy byśmy nie zdradzili!- dodał drugi.
- Ta dziewucha była łasa tylko na tron! Z pewnością uknuła tą intrygę chcąc nam zaszkodzić i oddalić od waszej wysokości.
- Milczeć!- Wang wstał z tronu i gniewem spojrzał na każdego - Nigdy więcej nie obrażajcie mojej żony w mojej obecności. Gdybyście mieli w chociaż połowie jej dobre serce, nie musiałbym robić tego zebrania. A teraz mówię to przy wszystkich, jeszcze jedno złe słowo na temat mojej żony, a każę was zabić!- mężczyzna spoglądał na każdego z osobna.
- Zabij mnie panie! Ja nie przyznaję się do zarzutów!
- A niech tak będzie.
Z kryjówek wybiegli żołnierze króla. Każdy z nich przyłożył ostry jak brzytwa miecz do ich szyi.
- Nigdy więcej tak nie mówicie, bo na prawdę każę was zabić. A teraz powiem tylko, że w następnym tygodniu wybiorę nowych ministrów.

***
    Arisa gotowa już do snu spisywała ostatnie zdania w piśmie do króla. Chciała, aby Yu Tian oraz Cho Chang zostały jej damami dworu, a Yao Ming i Hou znowu byli jej służbą. Długo myślała nad swoimi damami dworu. Stwierdziła, że nikomu bardziej w tym pałacu nie zaufała niż Cho Chang i Yu Tian. Po za tym było jej przykro, że Chang musiała wrócić do domu. Postanowiła dać jej zaszczyt bycia jej damą dworu. Sądziła, że to dobra rekompensata. Natomiast sama ona nie potrzebowała dziesięciu kobiet kroczących za nią niczym wierne pieski. Słysząc skrzypienie podłogi, a następnie otwierane drzwi spojrzała na Wang'a. Mężczyzna wszedł do pokoju i rozejrzał się.
- Mam coś dla ciebie. - uśmiechnęła się Arisa, zwracając na siebie jego uwagę.
- A co tam masz?- uśmiechnął się siadając obok.
- Proszę. - powiedziała podając mu dwa zapiski.
    Mężczyzna czytał uważnie każde słowo. Próbował nie roześmiać się. Nie sądził, że jego żona może dać mu kiedykolwiek oficjalne pismo. Odłożył na stolik zapiski i spojrzał na nią. Uśmiechała się lekko. Schował on niesforny kosmyk za jej ucho. 
- Zgadzam się, jutro podbiję ci to królewską pieczęcią.
    Arisa przytuliła mocno swojego męża, nie sądziła że się na to zgodzi. Jednak udało jej się. Wang podniósł głowę i spojrzał w jej oczy. Tak blisko jeszcze nie byli przysunął jej twarz bliżej składając na ustach delikatne pocałunki, które z każdą chwilą stawały się coraz bardziej namiętne. Mężczyzna podniósł swoją ukochaną i wolnym krokiem podszedł do łoża. Ułożył ją delikatnie po czym zbliżył się. Tej nocy stali się jednością, która mogła zaowocować pierwszym dziedzicem tronu. Czego oboje by pragnęli. 

***
Arisę rano obudziło ciche wołanie, otworzyła oczy i spostrzegła obok swojego łóżka Yao Ming oraz Hou. Uśmiechnęła się i usiadła.Zerknęła na stolik, wstając szybko podbiegła do niego. Leżały na nim dwa podbite pisma. Spojrzała na swoją służbę, która zarazem pełniła rolę jej przyjaciół. Yao Ming podeszła do niej i z uśmiechem podała przygotowaną suknię.
Poranek zapowiadał się obiecująco. Letnie słońce wzbijało się powoli po niebie. Pomimo wczesnej godziny upał dawał o sobie znać. Jej wysokość Arisa spacerowała po swoim ogrodzie wachlując twarz. Nie chciała marnować pięknej pogody z powodu podwyższenia temperatury. Przechodząc po mostku nad niewielkim stawem, spostrzegła kobietę. Była ona wysoka, a swoje kruczoczarne włosy miała spięte w warkocze. Odziana w czerwoną suknie kroczyła dumnie niczym paw. Od razu rozpoznała w niej księżniczkę Kyunghwa. Kobieta zetknęła tylko na nią i ruszyła w stronę gabinetu króla. Arisa odprowadziła ją wzrokiem i poczekała aż zniknie z jej pola widzenia. Kiedy tak się stało zaczęła iść dalej. Wolnym krokiem szła w stronę swojego pawilonu, niedaleko schodów prowadzących w dół przystanęła.
- Zostawiłam w ogrodzie podczas śniadania swoją spinkę.- powiedziała dotykając włosów .
- Zawrócić po nią Wasza wysokość?- zapytał Hour.
- Tak.- uśmiechnęła się lekko.- My tutaj zaczekamy.
Mężczyzna przytaknął i biegiem ruszył w stronę ogrodu. Królowa coraz mocniej wachlowała swoją twarz. Nie czuła kolosalnej różnicy, jednak nie przestawała.
- Pani, niedaleko jest kuchnia.- odezwała się służka. - Może przyniosę wody?
Arisa przytakneła, a ona odeszła. Czarnowłosa spoglądała na idealnie błękitne niebo. Czyżby tegoroczne lato miało być naprawdę gorące? Dla rolników dobrze byłoby gdyby kilka dni popadał deszcz. Lipiec zazwyczaj był deszczowym miesiącem, a dzisiejszy dzień był odwrotnością. Duszna pogoda, zapowiadała burzę. Z zamyśleń wyrwało ja chrząknięcie. Odwróciła się i zerkała w stronę dźwięku. Przed nią stała księżniczka Kyunghwa. Podeszła do niej niebezpiecznie blisko.
- Wasza wysokość co? To zabawne, że Wang wybrał akurat ciebie. - powiedziała.
- Zabawne? Cóż widocznie tylko dla ciebie.
- Dziewczynka, która nie odznacza się niczym szczególnym. Wybrana od tak.
- Nie rozumiem do czego dążysz.- powiedziała zaniepokojona.
- Śmieszy mnie kiedy ten ciemny lud nazywa się pierwszą miłością  Wanga. - zaśmiała się. - Gdyby nie wyczyny twojego brata, nigdy byś tu nie trafiła!- krzyknęła.
- Uspokój się bo wezwę straż.
- Mam nadzieję, że szybko umrzesz.
- Mam dość tej rozmowy.
Arisa odwróciła się i ruszyła w stronę swojego pawilonu. Kyunghwa w przepływie złości, która ogarnęła jej ciało podbiegła do nie. Jednym silnym pchnięciem zepchnęła Środę że schodów. Spoglądała na spadająca dziewczynę z niemałą satysfakcją. Słysząc głośne uderzenie zbiegła z marmurowych schodów, które liczyły ponad dwadzieścia stopni. Podbiegła do leżącej dziewczyny. Była ona nieprzytomna, a dookoła było pełno krwii.
- Pomocy!- krzyczała- Jej wysokość spadła ze schodów!
                         ***
Wang Yu siedział na tronie słuchając co mają do powiedzenia nowi ministrze. Wśród nich był Wang Go, który na rozkaz jego ojca musiał pozostać w radzie. Jeden z mężczyzn wstał.
- Panie! Z Yuanu przez nasze piękne Goryeo będzie przejeżdżał wygnany książę!
-Dlaczego o nim wspominasz?
- Jeśli coś mu się stanie na naszej ziemi, my za to odpowiemy!
- Sugerujesz, że mam po niego wyruszyć?!
Zły kto wstał z tronu. Nie wierzył w to. Yuan i Goryeo są wrogami, on nie ma zamiaru płaszczyć się przed tym psem. Jednak coś podkusiło go, aby zapytać Wang'a Go co o tym sądzi.
- Wang Go, jak sądzisz twój król, powinien powitać księcia na banicji?- spojrzał na mężczyznę, który z nie małym zaskoczeniem odparł.
-Nie.
- Nie powitam go.
Powiedział i wyszedł z sali zostawiając zgromadzonych. Przed pałacem czekał na niego Bang. Uśmiechnął się do niego i oboje wolnym krokiem ruszyli w stronę ogrodu, w oddali zauważyli nie małe zbiegowisko. Jakaś kobieta wykrzykiwała nie zrozumiałe słowa. Wang przyspieszył, a służki stojące naokoło zrobiły mu miejsce. Król nie spodziewał się tego co zobaczy. Przed nim leżała jego ukochana w kałuży krwi.
- Co to się stało?- wykrzyczał łapiąc jej drobna dłoń, na szczęście wyczuwał tętno.
- Jej wysokość straciła przytomność schodząc ze schodów
Wang podniósł Aris i nakazał wezwać medyka.

czwartek, 4 maja 2017

12


Książe wraz ze swo­imi zaufa­nymi ludźmi spo­glą­dał na Sza­kala z ukry­cia. Męż­czy­zna był wykoń­czony. Miał ochotę zawró­cić do swo­jego namiotu, jed­nak musiał wie­dzieć kto jest zdrajcą. Sły­sząc kroki nie­da­leko kuc­nął. Kilka par oczu spo­glą­dały na Sza­kala, który nie był pewny kto za nim jest. Męż­czy­zna pod­szedł bli­żej, a już wyga­sza­jące ogni­sko oświe­ciło jego twarz. Był nim jeden z ludzi, któ­rego dołą­czył do swo­jej grupy Wang Yu. Książe wie­dząc już na czym stoi odcze­kał, aż osoba która go zdra­dziła odej­dzie. Pew­nym kro­kiem pod­szedł do chło­paka. Mło­dzie­niec spoj­rzał na niego i wyszep­tał.
– Jutro go zabi­jemy. – Wang poki­wał głową ze zro­zu­mie­niem.
Księże odszedł od przy­ja­ciela i zaczął iść w stronę swo­jego namiotu. Mie­ścił się on w samym cen­trum obo­zo­wi­ska. Pil­no­wali go ludzie Baio. Moo-Song idący za księ­ciem, opo­wia­dał mu plan dzia­ła­nia na kolejny dzień. Wang Yu roz­my­ślał jed­nak nad tym jak oznaj­mić ojcu, że Wang Go jest zdrajcą. Król ufał mu, więc nie będzie to łatwe zada­nie. Westch­nął gło­śno zatrzy­mu­jąc się. Zerk­nął w stronę namiotu Arisy, dwóch dobrze zbu­do­wa­nych wojow­ni­ków pil­no­wali wej­ścia do środka. Z namiotu wydo­by­wało się świa­tło co mogło ozna­czać, że jego żona jesz­cze nie śpi.
– Idź odpo­cząć przy­ja­cielu. – zwró­cił się do Moo-Songa, po czym wyru­szył w stronę wojow­ni­ków.
Spoj­rzeli oni na swo­jego księ­cia, ukło­nili się nisko i prze­pu­ścili go. Wang uśmiech­nął się i otwo­rzył drew­niane drzwi. Nie był zdzi­wiony widząc Arisę sie­dzącą przy stole z książką, kobieta nie zauwa­żyła nawet obec­no­ści dru­giej osoby. Księże uśmiech­nął się sze­roko i zmie­rzał ku niej.
– Dla­czego nie śpisz? – zapy­tał, a dziew­czyna wystra­szyła się i szybko wstała. Widząc swo­jego męża ukło­niła się.
– Wystra­szy­łeś mnie. – odparła zamy­ka­jąc leżącą książkę.
– Usiądź. – powie­dział na­dal z uśmie­chem.
Kobieta wyko­nała jego pole­ce­nie, a on pod­szedł. Sta­nął za nią. Ze stołu wziął grze­bień po czym wycią­ga­jąc spinkę, którą jej ofia­ro­wał deli­kat­nie roz­cze­sy­wał jej dłu­gie czarne włosy. Uwiel­biał je doty­kać, porów­ny­wał ich mięk­kość do naj­lep­szych gatun­kowo mate­ria­łów, a blask wydo­by­wa­ją­cych się z nich do bla­sku wio­sen­nego słońca. Odło­żył grze­bieńpo czym klęk­nął po lewej stro­nie kobiety. Chwy­cił jej dłoń i deli­kat­nie ją maso­wał. Miał w gło­wie wiele słów, tylko nie widział jak je wypowie­dzieć. Arisa widziała w oczach Wanga nie­pew­ność i ocień stra­chu. Nie była świa­doma czego mógł się bać. Wycią­gnęła swoją dłoń z sil­nych dłoni meż­czy­zny.
– Powiedz co Cię mar­twi. – powie­działa, a książe wes­tchnął wsta­jąc.
Prze­szedł się po pomiesz­cze­niu. Nie wie­dząc od czego zacząć usiadł na spo­rym łożku ciem­no­wło­sej. Arisa szybko pode­szła do niego i zajęła miej­sce obok.
– Mar­twię się wyja­wie­niem prawdy o Wangu Go. Nie przej­muj się tym, sam to zała­twię.
– Powi­nie­neś odpo­cząć, nie wyglą­dasz za dobrze. – powie­działa z lek­kim uśmie­chem.
– Będę spać tu, dobrze? – powie­dział, a ona tylko kiw­nęła na znak że się zga­dza.
Nie­spo­dzie­wa­nie kobieta wstała. Swo­imi dro­bymi dłońmi uwol­niła włosy księ­cia z koku. Męż­czy­zna chwy­cił jej nad­gar­sti i spoj­rzał głe­boko w oczy. Kobieta zmie­szana spu­ściła wzrok, jed­nak Wang drugą ręką podniósł jej pod­bró­dek. Zbli­żył swoją twarz do jej i zło­żył na ustach czuły poca­łu­nek. Poluź­nił uścisk po czym z uśmie­chem uło­żył się wygod­nie. Dziew­czyna zasko­czona spoj­rzała jak męż­czy­zna przy­krywa się.
– Na co cze­kasz? Zgaś świecę i chodź spać. – powie­dział zado­wo­lony. Kobita spoj­rzała na niego tylko i posłusz­nie wyko­nała jego pole­ce­nie.

***
Sza­kal oraz jego ludzie zostali wezwani na plac. Każdy z jeń­ców miał u swego boku wojow­nika Baio. Wang spo­glą­dał na nich, a sto­jący obok Baio cze­kał na dal­sze atapy planu. Książe zro­bił kilka kro­ków do przodu.
– Sza­kalu, mów! Kto Cię zmu­sił do kra­dzie­rzy! – męż­czy­zna wykrzy­czał to spo­glą­da­jąc na klę­ka­ja­cego przed nim chło­paka. Bru­net tak jak usta­lił z Wan­giem drą­żył ich plan.
– Dla­czego myślisz, że ktoś mi kazał? – zasmiał mu się w twarz.
– Tak się bawisz? – Wang spoj­rzał na wojow­ni­ków. – Zabić ich wszyst­kich!
Męż­czyźni wyjęli z pochwy swoje ostre mie­cze. Zła­pali jęń­ców za włosy zmu­sza­jąc do podnie­sie­nia głowy. Przy­ło­żyli broń do ich szyi, a wscho­dzące słońce odbi­jało się od metalu. Wojow­nicy spoj­rzeli na swo­jego pana cze­ka­jąc na zgodę.
– Nie zabi­jaj ich! Zabiorę Cię do mojego pana, tylko ich oszczędź!
Jeden z sprzy­mie­rzeń­ców spoj­rzał na Sza­kala jak na zdrajcę. Spoj­rze­niem mógłby go zabić.
– Dobrze, Wy – wska­zał na więk­szość wojow­ni­ków Baio – oraz wy- tym razem zwró­cił się do swo­ich towa­rzy­szy. – Idziemy, reszta zostaje tu i czeka na nas.
Moo-Song pod­szedł do Sza­kala i zmu­sił go do wsta­nia. Mała armia księ­cia zebrała się. Wang Yu powie­dział coś na ucho eunu­chowi, po czym pod­szedł do Baio. Oboje stali na przo­dzie, po tak krót­kim przy­go­to­wa­niu ruszyli leśną ścieżką. Męż­czy­zna, który wczo­raj­szego wie­czora spo­tkał się z Sza­kalem nie­po­strze­rze­nie odszedł od reszty wojow­ni­ków. Bie­giem ruszył w głąb lasu. Wymi­jał drzewa, znał to miej­sce bar­dzo dobrze. W oddali zauwa­żył drew­nianą klatkę. POd­biegł do niej. Nor­mu­jąc oddech spod klatki wyjął kawa­łek per­ga­minu, oraz coś do pisa­nia. Szybko napi­sał wia­do­mość do Wanga Go, że jego wierny Sza­kal zdra­dził. Ze satys­fak­cją przy­piął wia­do­mość do nogi gołę­bicy. Spoj­rzał jak wznosi się ku górze, nagle świst­nęła mu nad uchem strzała. Prze­biła ona na wylot ptaka, który spadł w krzaki. Odw­ró­cił się i zoba­czył Wanga, a obok niego Arisę z łukiem. Za nimi stał Sza­kal, Moo-Song, Baio oraz reszta wojow­ni­ków.
– Ładny cel moja droga. – powie­dział Wang.
Arisa uśmiech­nęła się, a następ­nie spoj­rzała na męż­czy­znę. Wyjął on z pochwy miecz. Spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych. Wie­dział, że nie ma szans, ale musiał spró­bo­wać. Dla swo­jego pana, bo on w porów­na­niu do Sza­kala był wierny. Z nie­na­wi­ścia spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych. Z krzy­kiem biegł w ich stronę. Moo-Song wymi­nął Baio i wybiegł przed grupę. Przez chwilę dźwięk obi­ja­ja­cych się o sie­bie mie­czy góro­wał nad śpie­wem pta­ków. Moo-Song zgra­bie unik­nął ostrza. Wojow­nik księ­cia jed­nym zwin­nym ruchem pod­ciął gar­dło rywa­lowi. Męż­czy­zna upadł na zie­mię.
– Musimy udać się do króla. – powie­dział Wang odwra­ca­jac zwrok od zwłok.
Książe musiał jak naj­szyb­ciej poin­for­mo­wać ojca o zdra­dzie Wanga Go. Nie cze­ka­jac dłu­żej osio­dłali swoje konie. Sza­kal obie­cał swoją pomoc i dowody zbrodni zdrajcy.

***
Wang Go sie­dział w swoim pawi­lo­nie jak codzień i spo­glą­dał na por­tret pięk­nej księ­zniczki Goryeo. Nie spo­dzie­wał się tego co go czeka. Upił z czarki wino. Jego spo­kój prze­rwało wpad­nię­cie Sza­kala. Męż­czy­zna wstał z podłogi i spoj­rzał na bez­czel­nego chło­paka. Był on cały brudny, a na dło­niach miał świeże rany. Sza­kal upadł na kolana prze­pra­sza­jąc.
– Panie! Wang Yu się zbliża!
– Co?!
– Twój czło­wiek zdra­dził!
Wang Go spoj­rzał na niego prze­ra­żony. Jak to moż­liwe? Ufał temu plu­ga­wemu psu. Nie wie­dząc co robić zaczął ner­wowo cho­dzić po pomiesz­cze­niu. Ile mu zostało czasu? Musiał udać się do króla. POd­biegł do jed­nej z desek i oblu­zo­wał ją. Ze środka wyjął jakiś przedmiot zawi­nięty w biały mate­riał.
– Spal to. – naka­zał Sza­kalowi.
Chło­pak ukło­nił się i wybiegł z pawi­lonu. Zbiegł po scho­dach i bie­giem udał się w strony murów. Stał tam jego koń, usiadł na nim i galo­pem udał się w umó­wione miej­sce. Znał wiele skró­tów pro­wa­dzą­cych do pałacu. Wyko­rzy­stał je wszyst­kie. W oddali zauwa­żył eunu­cha oraz Arisę cze­ka­jących na niego. Bedąc już przy nich zatrzy­mał konia i podał im zdo­bycz. Arisa chwy­ciła przedmiot i roz­wią­zała mate­riał. W środku były księgi. Kobieta na szybko przej­rzała je i uśmiech­nęła się.
– Są sfał­szo­wane.

***
Wang Yu stał przed murami. Nie mógł jed­nak wejść gdyż ludzie Wanga Go bro­nili je. Spoj­rzał na dwóch swo­ich towa­rzy­szy i z pochwy wyjął miecz. Spoj­rzeli na sie­bie i ruszyli w stronę wojow­ni­ków zdrajcy. Nie byli oni dla nich trud­nym celem. Mar­twe ciała spa­dały jedno na dru­gie. Wang spoj­rzał na pałac. Moo-Song klep­nął go w ramię i gestem głowy kazał mu tam wyru­szyć. Książe z uśmie­chem przy­tak­nął i ruszył w stronę budynku. Wang Yu musiał po dro­dzę wal­czyć z ostat­nimi wojow­ni­kami.
W pałacu Wang Go zgro­ma­dził naj­waż­niej­sze osoby. Nikt nie miał poję­cia o co cho­dzi. Szep­tali mię­dzy sobą ner­wowo. Król spoj­rzał pyta­jąco na Wanga Go, który upadł na kolana przed jego maje­sta­tem.
– Panie! Twój syn zdra­dził! – wykrzy­czał budząc szok w zebra­nych.
– Jak śmiesz!
– To on han­dlo­wał nie­le­galną solą! I tak jak kaza­łeś moi ludzie zabili han­dla­rza! – wykrzy­ki­wał.
– Mój syn nie żyje? – sta­rzec poczuł jak jego serce pęka na milion kawał­ków.
– Panie! Musisz wyzna­czyć nowego następce! – wykrzy­czał jeden z rad­nych.
– Tak Panie! – dodał drugi.
– Wybierz Wang Go! Pro­simy panie! – radni ukło­nili się głę­boko, król jed­nak nie miał siły na to. Po jego twa­rzy spły­neły łzy smutku, po jedy­nym synu. Spoj­rzał na zgro­ma­dzo­nych, musiał ogło­sić Wanga Go swoim następcą.
– Nowym kró­lem Goryeo po mojej śmierci zosta­nie …
Męż­czy­zna nie mógł dokoń­czyć zda­nia, ponie­waż do środka wszedł jego syn. Ludzie spo­glą­dali na niego z nie małym szo­kiem, w końcu sekundę temu ogło­szono, że nie żyje. Książe zro­bił kilka kro­ków, a Wang Go prze­klnął pod nosem.
– Na co się tak gapi­cie? Ducha zoba­czy­li­ście? – zapy­tał książe z nie małym uśmie­chem.
– Synu, Ty żyjesz!
– Oczy­wi­ście, że żyję! A teraz ogło­szę praw­dzi­wego zdrajcę, który han­dlo­wał nie­le­gal­nie solą! – sala zamil­kła, a wszy­scy w sku­pie­niu spo­glą­dali na męż­czy­znę. – Zdrajcą ojcze jest Wang Go.
Wymie­niony męż­czy­zna spoj­rzał z nie­na­wi­ścią na księ­cia. Miał jed­nak nadzieję, że król nie uwie­rzy mu.
– Panie! Książe oskarża mnie bez dowo­dów! – Wang Go spoj­rzał na swo­jego pana.
– Ma dowód.
Wszy­scy spoj­rzeli w stronę drzwi. Widząc księż­niczkę Arisę książe uśmiech­nął się. Kobieta ruszyła w sttronę tronu. Szła pew­nym sie­bie kro­kiem mija­jąc nie­na­wistne spoj­rze­nia rad­nych, które nie spo­strzegł Wang Yu. Dziew­czyna klęk­nęła przed kró­lem i podała mężu księgi. Wang Go widząc je już wie­dział, że tak naprawdę sza­kal był zdrajcą. Książe zaj­rzał do księg i uśmiech­nął się.
– Ojcze one są sfał­szo­wane! Wang Go czer­pał korzy­ści z oszu­ki­wa­nia podat­ni­ków! – zapa­no­wała cisza.
– Panie wybacz mi!
Upadł na kolana i bła­gał o wyba­cze­nie. Bo co innego mu zostało? Arisa spoj­rzała na ten żało­sny obraz i miała nadzieję, że król nie nabie­rze się na to. Męż­czy­zna gestem dłoni kazał jed­nemu eunu­chowi podejść. Powie­dział mu coś na ucho, po czym eunuch wyszedł z pałacu. Nikt nie wie­dział o co może cho­dzić. Książe wpa­try­wał się w ojca. Szu­kał jakiej­kol­wiesz wska­zówki. Eunuch powró­cił z małą skrzy­nią i sta­nął nie­da­leko księ­cia. Król z pomocą księż­niczki Kyun­ghwa wstał. Pod­szedł do syna i ogło­sił.
– Ja wyba­czam Wan­gowi Go! – spoj­rzał na syna. – I mam nadzieję, że Ty synu królu Goryeo postą­pisz tak samo! To jest moje ostat­nie dzia­ła­nie jako władca. Odpusz­czam Wan­gowi Go wszyst­kie winy!
Król zdjął z głowy koronę, a ksiaże ukło­nił się. Kiedy koro­na­była na jego gło­wie, poczuł zawistne spoj­rze­nia rad­nych oraz Wanga Go. Z skrzyni przy­nie­sio­nej przez eunu­cha, ojciec nowego króla wyjął koronę nale­żącą do swo­jej żony. Podał ją synowi. Meż­czy­zna nało­żył ją na głowę Arisy.
– Niech żyje król i kró­lowa! – wykrzy­czał Moo-Song, który w mię­dzy cza­sie zja­wił się w pałacu.